Historia pewnej rywalizacji

Dzisiaj na blogu chciałbym opowiedzieć Wam historię pewnej rywalizacji, która rozpoczęła się 4 lata temu i wciąż trwa. Od 2011 roku prowadzę w Endomondo "Rywalizację Marcina", do udziału w  której zapraszam moich biegowych znajomych. 

Od samego początku rywalizujemy, kto w danym roku przebiegnie najwięcej kilometrów. Ktoś powie, że takich zabaw w Endomondo nie brakuje. Ok, ale zwróciłem uwagę, że w wielu otwartych rywalizacjach biorą udział jakieś biegowe cyborgi osiągające jakieś kosmiczne kilometraże. Skutek jest taki, że emocje związane z taką rywalizacją opadają już po pierwszych tygodniach jej trwania.

Dlatego zdecydowałem się stworzyć zamkniętą rywalizację wyłącznie dla moich biegowych znajomych - osób, które obserwuję w Endomondo na co dzień. Z dużą częścią tych osób spotykam się na biegowych ścieżkach, dlatego wiem, że nie są tylko wirtualnymi bytami. Dzięki temu nasza rywalizacja jest dużo bardziej emocjonująca!

Zaczęło się górskie bieganie w Falenicy!

Falenica. Dla biegaczy w Warszawie hasło to musi kojarzyć się tylko z jednym - cyklem Zimowych Biegów Górskich, który od kilku lat odbywa się właśnie w tym miejscu. To nie do wiary, że w Warszawie znajdują się tak fantastyczne tereny, które umożliwiają rozegranie biegów górskich. Znam bardzo wielu biegaczy, którzy uważają, że bez zimowego biegania w Falenicy nie ma mowy o sukcesach w kolejnym sezonie. Ba! Sam jestem tego zdania. Start w tym cyklu to najlepszy trening! Samemu trudno zmusić się do takiego wysiłku, jak podczas pokonywania tych 10 km po falenickiej wydmie. W Falenicy startuję od 2012 roku.

Od metra radości i zabawy!

Planowałem połączyć w jednym wpisie na blogu moje dwa sobotnie starty, czyli pierwszą edycję cyklu Zimowych Biegów Górskich w Falenicy oraz 5. Bieg od Metra, ale...to tak wyjątkowe wydarzenia biegowe, że zdecydowałem się poświęcić im osobne teksty. 

Na piątą edycję Biegu od Metra czekałem długo, na miesiąc przed imprezą zapowiadałem tutaj, na blogu ten bieg, jako kultowy.

Myślę, że pisząc w ten sposób o "BoM" nie przesadziłem ani trochę. W natłoku różnych większych i mniejszych, mniej lub bardziej komercyjnych biegów coraz trudniej znaleźć kameralne imprezy, które mają charakter bardzo społecznościowy. To  bardziej spotkanie towarzyskie, gdzie bieganie jest pretekstem, niż sam bieg. Wiele znajomych twarzy wokół, wszyscy uśmiechnięci, radośni, naładowani endorfinami. Czy zakończenie biegowego roku może wyglądać lepiej?

Półmaraton Mikołajów w Toruniu - "zając" nie uciekł! Kilka uwag do organizatorów

Pierwsze chwile na mecie!
Mimo, że w niedzielę w Toruniu przebiegłem XII Półmaraton Św. Mikołajów o prawie 12 minut wolniej, niż mój rekord życiowy, to po dotarciu do mety odczuwałem niezwykłą satysfakcję. 

Jak to możliwe? 
Na pewno uczucie to jest znane tym biegaczom, którzy zdecydowali się na trasie biegu wejść w rolę "zająca", czyli biegacza, który pomaga w trzymaniu tempa na trasie biegu. W takim bieganiu to nie Ty jesteś najważniejszy i nie o Twój wynik chodzi, ale o zawodnika biegnącego w tempie, które dyktujesz. Bardzo ważne w tej sytuacji jest zaufanie biegacza do "zająca", że ten:
  1. nie ucieknie :)
  2. zaproponuje strategię biegu, która pozwoli efektywnie rozłożyć siły
  3. doprowadzi go do mety całego i zdrowego.

Czy jestem jak statystyczny biegacz? Analizuję Narodowy Spis Biegaczy 2014

Mimo, że boom na bieganie trwa już od dawna, dopiero w grudniu 2014 roku doczekaliśmy się kompleksowego raportu, który przynosi wiele ciekawych obserwacji i wniosków dotyczących nas, biegaczy jako społeczności. Za badanie zabrał się serwis PolskaBiega.pl, którego redakcja wpadła na pomysł przeanalizowania nawyków i zwyczajów biegaczy już półtora roku temu.

Dobrze stało się, że to właśnie ten serwis zrealizował taki projekt. Zasięg mediów Agory przyczynił się do sukcesu, za jaki należy uznać wysoką liczbę uczestników badania. Kwestionariusz wypełniło ponad 60 tysięcy osób, pozwala to przedstawić dość wierny obraz polskiego biegacza.

Popieram stanowisko Polskiego Stowarzyszenia Biegów w sprawie PZLA

Gdy już trochę ucichły dyskusje nad pomysłami PZLA na uszczęśliwienie biegaczy amatorów Polsce swoje stanowisko w tej sprawie zajęło Polskie Stowarzyszenie Biegów.

Moim zdaniem jest to oświadczenie bardzo wyraziste, dosadne i rzeczowe dlatego zdecydowałem się opublikować jego treść również tutaj, na moim blogu.

Co jeszcze wydarzyło się na Konferencji PSB w Zielonej Górze?

Oj głośno zrobiło się o Konferencji Szkoleniowej Polskiego Stowarzyszenia Biegów, która odbyła się pod koniec ubiegłego tygodnia w Zielonej Górze. Wybierałem się na to spotkanie branży biegowej z myślą, że czeka nas gorąca dyskusja na temat Kenijczyków, którzy wygrywając zawody w Polsce zgarniają całą pulę nagród przewidzianych dla zwycięzców. Tym samym według niektórych pozbawiają "chleba" m.in. polskich biegaczy zawodowych.

Na prezentację "Certyfikat Imprezy Biegowej PZLA", podobne jak Michał Walczewski z portalu maratonypolskie.pl nie zwróciłem większej uwagi przed wydarzeniem. Okazało się jednak, że przedstawiciel PZLA rozbudził emocje wszystkich uczestników na tyle, że późniejsza dyskusja na temat Kenijczyków nie była już tak burzliwa. 

W dzisiejszym wpisie chciałbym wrócić do Zielonej Góry, na Konferencję Szkoleniową PSB. Ale nie będę pisał o licencjach dla biegaczy-amatorów i certyfikatach dla imprez biegowych. Ten temat poruszałem już jako jeden z pierwszych w Polsce w piątkowym poście "Czy potrzebujemy licencji PZLA, żeby biegać?". 

Czy potrzebujemy licencji PZLA, żeby biegać? Relacja z Konferencji PSB w Zielonej Górze

"Czy amatorzy potrzebują licencji PZLA, żeby biegać?" - takie pytanie padło wczoraj wieczorem podczas pierwszego dnia Konferencji Szkoleniowej Polskiego Stowarzyszenia Biegów, które odbywa się w Zielonej Górze. Pytającym był Marek Tronina, dyrektor PZU Maratonu Warszawskiego, a adresatem pytania Janusz Szydłowski, przedstawiciel Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, który przyjechał do Zielonej Góry, aby przedstawić założenia projektu "Klubu Biegacza PZLA." Jest to projekt, który stawia sobie za cel...no właśnie, po prezentacji wstępnych założeń do końca nie mam jasności, co nim jest. 

Czy jest nim dobro nas, biegaczy?

Za miesiąc "Bieg od Metra", który już jest kultowy, a to dopiero piąta edycja!

Bieg od Metra, czyli w skrócie "BoM" to warszawska impreza biegowa inna niż wszystkie. Czym się różni? To bieg całkowicie towarzyski, bez napinania się i rywalizacji. To idealna okazja do spotkania się w gronie biegaczy i porozmawiania o wszystkim, co wydarzyło się w mijającym sezonie. 

Bieg od Metra to impreza wymyślona i realizowana od samego początku przez Michała i Kubę, którzy najlepiej wiedzą, jak w ostatnich latach wzrosło zainteresowanie tym biegiem. Pierwszą edycję, zorganizowaną w 2010 roku ukończyło 12 osób, rok później uczestników było już 40, w tym piszący te słowa :)

XXVI Bieg Niepodległości na 39:27! Nowy rekord życiowy!

Biegnę po rekord!
Okazuje się, że najlepiej wychodzą mi otwarcia sezonu. Nie mam nic przeciwko, aby zaczynać tak każdy rok w bieganiu! Do dzisiejszego startu w Biegu Niepodległości podchodziłem z ciekawością, ponieważ nie wiedziałem, w jakiej jestem formie po 2 tygodniach roztrenowania i ledwie kilku treningach w listopadzie.

Co prawda podczas ostatnich wybiegań czułem się dobrze, biegało mi się lekko i przyjemnie, ale wiadomo, że start w imprezie to nie to samo, co takie luźne wybieganie. Przed Biegiem Niepodległości kilku biegowych znajomych pytało mnie "na ile biegniesz"? Nie wiedziałem za bardzo, co im odpowiedzieć. 

Moje bieganie w sezonie 2014

Bieg Niepodległości 2013 - biegnę po mój aktualny rekord na 10 km - 39:33
Już jutro Bieg Niepodległości – start, którym w poprzednich latach kończyłem sezon biegowy. W tym roku jest jednak inaczej, postanowiłem przeprowadzić 2 tygodniowe roztrenowanie w drugiej połowie października. Tym samym mój wtorkowy start będzie niejako pierwszym w nowym (starym) sezonie.  Zanim ruszę na trasę Biegu Niepodległości chciałbym dzisiaj podsumować moje występy w sezonie 2014.

Jaki to był dla mnie sezon?

Warto rozmawiać o bieganiu!

W środę wybrałem się na konferencję "Mój Pierwszy Maraton". Było to wieczorne spotkanie z biegowymi (i nie tylko) ekspertami  na 21. piętrze jednego z warszawskich wieżowców. Na miejsce dotarłem lekko spóźniony, trwała już pełna wigoru i emocji prezentacja Kuby Wiśniewskiego, który w parze z Przemkiem Sobczykiem zwyciężył tegoroczny Bieg Rzeźnika. Sala wypełniona po brzegi, od razu zobaczyłem wiele znajomych twarzy biegaczek i biegaczy np. Olę z Pora na Majora czy Wiolę z Fiolka Biega. Oho! Pomyślałem sobie...czyli nie tylko ja czuję potrzebę pogłębienia swojej wiedzy na temat biegania!

Znów mam 19 lat! Uwierzycie?

Wczoraj wybrałem się z Grzegorzem na ulicę Rozbrat w Warszawie, gdzie mieści się siedziba Aktywnej Warszawy, czyli dawnego WOSiR-u, organizatora Biegu Niepodległości. Już przed wejściem do budynku dołączyła do nas Ania z Rembertów Team, która tak jak Grzegorz, również przyjechała po pakiet.

Grzegorz i Ania odbierali swoje zestawy startowe, ja natomiast zainteresowałem się badaniem składu ciała oferowanym przez Centrum Badań Wydolnościowych, Planowania Diety i Treningu "Olimpiakos". Koszt: 15 zł. Ponieważ nigdy wcześniej nie miałem okazji poddać się takiej analizie, postanowiłem wziąć udział w tym badaniu.

Byłem ciekaw, jak wygląda moje ciało w szczegółach, zwłaszcza po 2 tygodniach roztrenowania. Taki pomiar pozwala również określić, na ile lat czuje się nasze ciało, czyli po prostu jaki jest wiek metaboliczny naszego organizmu.

Ciekawe, prawda?

Wrzuciłem swój los na berlińską loterię



Sezon 2014 w bieganiu jeszcze się nie zakończył, przed nami ostatnie starty w tym kultowy Bieg Niepodległości w Warszawie. Da mnie jednak te ostatnie biegi bieżącego sezonu będą jednocześnie pierwszymi, po wznowieniu treningów po 2 tygodniowych wakacjach od biegania. 

Postanowiłem wykorzystać ten czas, aby pomyśleć o przyszłym sezonie. Zacząłem powoli tworzyć kalendarz startów na 2015 rok.

Oczywiście jest kilka „żelaznych” pozycji, czyli biegów, w których na pewno nie odpuszczę takich jak np. Półmaraton Warszawski (tym bardziej, że w przyszłym roku będzie dziesiąta, jubileuszowa edycja), Warszawska Triada biegów, czyli Bieg Konstytucji, Bieg Powstania Warszawskiego, Bieg Niepodległości organizowana przez Aktywną Warszawę, Bieg Marszałka w Sulejówku, PHILIPS Piła Półmaraton czy kończący sezon, iście świąteczny Bieg od Metra. 

Najważniejsze jednak dla mnie starty to oczywiście biegi na dystansie 42,195km. Tak jak w ubiegłych latach, również w 2015 roku chciałbym pobiec w dwóch maratonach.

Mimo roztrenowania...weekend na biegowo!

Przed weekendem zastanawiałem się, czy powinienem biegać w okresie roztrenowania. Po dłuższym namyśle i wsłuchaniu się w opinie innych biegaczy zdecydowałem się tylko na leciutki trucht w sobotę podczas II Nocy STO-nogi w Stawisku.

W niedzielę podczas VII Praskiej Dychy byłem tylko kibicem, a patrząc na tempo zawodów nogi same rwały się do biegania! Ale jakoś to wytrzymałem :) Pierwszy tydzień roztrenowania już za mną, za 7 dni wracam do treningów!

Biegać czy nie biegać? Oto jest pytanie!

Trwa pierwszy tydzień mojego roztrenowania. Kwarantanny dzień czwarty. Od niedzieli przebiegłem jakieś 100 metrów - we wtorek - do tramwaju :) Czy brakuje mi biegania?

Wyniki moich ostatnich startów skutecznie przekonały mnie, że dwutygodniowy rozbrat z treningami zrobi mi dobrze. Mimo to trochę "ciągnie wilka do lasu". Nie brakuje ciekawych propozycji, które dla mnie w okresie roztrenowania brzmią szczególnie kusząco...

Czy Adam pożarł lwa?


Bracia D. w komplecie!
Dzisiejsza, III edycja "Kieleckiej Dychy" miała pokazać, czy mój słaby start w Budapeszcie był tylko wypadkiem przy pracy, czy też regres formy był chwilowy. Natychmiast po moim powrocie z Węgier wyzwanie rzucił mi mój brat Adam, który "poczuł krew" i zastanawiał się, czy lew (jego zdaniem to ja) jest ranny. Wysłał mi również stosownego SMS-a, w którym napisał, że zakłada w niedzielę walkę bark w bark. Wiadomość zakończył dramatycznym  "jak w niedzielę, to nigdy!"

No właśnie, czy Adam pożarł lwa? 

Czy lew jest naprawdę ranny?

Dziwnie się dzisiaj poczułem rano. 
Jestem gdzieś na wyjeździe, a po raz pierwszy od bardzo dawna moje buty biegowe zostały w Warszawie. Zwykle to właśnie od nich zaczynam pakowanie bagażu, ponieważ bardzo lubię eksplorować miejsca, do których się udaję z perspektywy ścieżki biegowej.
Tym bardziej żałuję, że nie pobiegam w moim rodzinnym Wrocławiu. Ale trudno, następnym razem na pewno sobie to odbiję!

Dzisiaj w maratonie jestem na 04:04:48

11 października 2014.

To był dzień pełen emocji, znaków zapytania i ciężkiej walki na trasie. Dzień, na który czekałem od czerwca, gdy zdecydowałem się na start w 29. SPAR Budapest Maraton. Był to również dzień, o którym myślałem wykonując kolejne jednostki treningowe, mozolnie budując formę biegową. Wielokrotnie odtwarzałem go w myślach wyobrażając sobie, jak będzie wyglądał start, sam bieg oraz finisz. W myślach ukończyłem ten maraton przynajmniej kilka razy.

Przyznam jednak, że nigdy nie wizualizowałem sobie tak słonecznego dnia, jak ten dzisiejszy. Może podświadomie wypierałem z myśli taki scenariusz mając w pamięć, że dotychczas w biegach, które odbywały się w pełnym słońcu moja forma była daleka od optymalnej. Po prostu nie lubię biegać w wysokich temperaturach i tyle. Nie biegłem jeszcze maratonu w totalnym upale, w kwietniu Paryżu fakt, było ciepło, ale jednak nie aż tak, jak dzisiaj w Budapeszcie. 

Budapeszt czeka na maraton

Drodzy,
Czas na obiecany wczoraj wpis z Budapesztu, do którego dotarliśmy tuż po godzinie 16:00. Z lotniska odebrał nas przesympatyczny Istvan, który przy okazji opowiedział nam o historii miasta, o najważniejszych zabytkach itd. Tym samym udało nam się sprawdzić z nim naszą listę must-see :) 

Ale czas na zwiedzanie przyjdzie jutro po południu i w niedzielę! Teraz nie zwiedzanie mi w głowie :)  Po zameldowaniu się w hotelu położonym po stronie Pesztu zostawiliśmy bagaże i ruszyliśmy na Pasta Party wydane przez organizatorów 29. SPAR Budapest Marathon.

Budapest Marathon: Final Countdown!

Co prawda to katorga, ale...lubię przeżywać te ostatnie, jakże stresujące dni przed startem. Takie emocjonujące dni przeżywam dwa razy w roku przed maratonem - pierwszy raz na wiosnę i drugi - jesienią. Od 2 lat wyznaczam sobie 2 starty na królewskim dystansie 42,195km i od zeszłego roku stawiam na biegi zagraniczne. 

Dlaczego? 

Na swoim blogu Marek Tronina, dyrektor Maratonu Warszawskiego zapytał przedwczoraj "czy wolisz regularnie, kilka razy w roku, startować w imprezach rozgrywanych w jednym i tym samym mieście czy – mając możliwości – starasz się jeździć po świecie czy kraju?"  Pytanie to uzupełnił o kolejne "jaki rodzaj biegu najchętniej pojechałbyś zagranicę albo chociaż do innego miasta? Na 10 km? Na półmaraton? Na maraton?". Moja odpowiedź brzmi tak: zdecydowanie wybieram starty w zagranicznych maratonach.

Trudne zadanie: oswoić się z trasą maratonu



Właśnie dotarłem do zapisu video trasy 29. SPAR Budapest Marathon. To fajna sprawa móc obejrzeć wcześniej, którędy będzie prowadził bieg. Zwłaszcza, jeśli kompletnie nie zna się miasta, w którym odbywają się zawody. Oglądając film z trasy można poczuć atmosferę biegu, wyobrazić sobie poszczególne jej fragmenty, zapamiętać charakterystyczne punkty. Moment, gdy organizatorzy ujawniają takie nagranie jest dla mnie widomym znakiem, że maraton jest już tuż. No tak! W końcu do startu zostało już tylko 5 dni... 

Panie i Panowie, przed Państwem trasa Budapest Marathon 2014! Pokonajmy ten maraton w 6 minut i 23 sekundy :)

Coraz dalej, coraz szybciej

Rozruch mięśni przed Budapest Maraton w toku! 

Mam za sobą już trzy treningi - pierwszy, o którym już pisałem i dwa kolejne - wczoraj na dystansie 3.03km i dzisiejszy na trasie 4.24km. Najważniejszy wniosek z tych biegów jest taki, że nie czuję bólu mięśnia, który towarzyszył mi przez ostatnie 2 tygodnie! Wciąż utrzymuje się co prawda bolesność ogólna tego miejsca, związana najpewniej z przebywaną terapią, ale myślę, że z każdym dniem będzie coraz lepiej...

Znów biegam!

Wow! I'm back to life! 

Po raz kolejny rozpocząłem dzień od sesji z fizjoterapeutą, który bardzo uważnie zajął się moimi mięśniami. Te spotkania nie należą do szczególnie przyjemnych bo terapia polega na pobudzaniu przeciążonego mięśnia na różne, wymyślne sposoby. Faktem jednak jest, że czuję się po takim zabiegu lepiej, a ból mięśnia jest znacznie mniejszy. Po takim maltretowaniu pośladka (ok, masz Wiesiek - skoro wolisz tak dosłownie :) ) oczywiście mięsień jest nieco obolały od samego uciskania, ale już po wcześniejszych wizytach u fizjoterapeuty wiem, że to odczucie nie utrzymuje się długo. 

Dzisiaj trochę pobiegałem w gabinecie w miejscu, żeby zorientować się, jak mięsień spisuje się podczas ruchu i te testy wypadły na tyle dobrze, że...otrzymałem od Szymona zgodę na pierwszy trening od czasu kontuzji!!! Otrzymałem wskazówkę, aby dzisiaj testowo pobiec truchtem 1-1,5km, a w razie bólu mięśnia przerwać trening, niezwłocznie wrócić do domu i zaordynować na bolące miejsce zimny okład. Z gabinetu wyszedłem w doskonałym nastroju i już nie mogłem się doczekać dzisiejszego biegania :) Strasznie byłem ciekaw, jak spisze się noga - nie mówiąc już o głodzie biegania - taki prawie 2-tygodniowy rozbrat to istna męka!

No to zaczynam! Witajcie

Czas na mój premierowy wpis na blogu Dulnik Biega. Witajcie! Mam nadzieję, że wystarczy mi czasu i determinacji, aby publikować tutaj swoje przemyślenia i doświadczenia związane z bieganiem :) 

Wstępny plan zakładał, że mój blog ruszy 4 października, czyli dokładnie 5 lat od moich narodzin, jako biegacza. To właśnie 4 października 2009 rozpocząłem swoją przygodę z bieganiem stając na starcie biegu "Biegnij Warszawo". Zdecydowałem się jednak umieścić pierwszy wpis już dzisiaj, aby  podzielić się z Wami wiadomością, którą właśnie otrzymałem...