Mimo roztrenowania...weekend na biegowo!

Przed weekendem zastanawiałem się, czy powinienem biegać w okresie roztrenowania. Po dłuższym namyśle i wsłuchaniu się w opinie innych biegaczy zdecydowałem się tylko na leciutki trucht w sobotę podczas II Nocy STO-nogi w Stawisku.

W niedzielę podczas VII Praskiej Dychy byłem tylko kibicem, a patrząc na tempo zawodów nogi same rwały się do biegania! Ale jakoś to wytrzymałem :) Pierwszy tydzień roztrenowania już za mną, za 7 dni wracam do treningów!

Biegać czy nie biegać? Oto jest pytanie!

Trwa pierwszy tydzień mojego roztrenowania. Kwarantanny dzień czwarty. Od niedzieli przebiegłem jakieś 100 metrów - we wtorek - do tramwaju :) Czy brakuje mi biegania?

Wyniki moich ostatnich startów skutecznie przekonały mnie, że dwutygodniowy rozbrat z treningami zrobi mi dobrze. Mimo to trochę "ciągnie wilka do lasu". Nie brakuje ciekawych propozycji, które dla mnie w okresie roztrenowania brzmią szczególnie kusząco...

Czy Adam pożarł lwa?


Bracia D. w komplecie!
Dzisiejsza, III edycja "Kieleckiej Dychy" miała pokazać, czy mój słaby start w Budapeszcie był tylko wypadkiem przy pracy, czy też regres formy był chwilowy. Natychmiast po moim powrocie z Węgier wyzwanie rzucił mi mój brat Adam, który "poczuł krew" i zastanawiał się, czy lew (jego zdaniem to ja) jest ranny. Wysłał mi również stosownego SMS-a, w którym napisał, że zakłada w niedzielę walkę bark w bark. Wiadomość zakończył dramatycznym  "jak w niedzielę, to nigdy!"

No właśnie, czy Adam pożarł lwa? 

Czy lew jest naprawdę ranny?

Dziwnie się dzisiaj poczułem rano. 
Jestem gdzieś na wyjeździe, a po raz pierwszy od bardzo dawna moje buty biegowe zostały w Warszawie. Zwykle to właśnie od nich zaczynam pakowanie bagażu, ponieważ bardzo lubię eksplorować miejsca, do których się udaję z perspektywy ścieżki biegowej.
Tym bardziej żałuję, że nie pobiegam w moim rodzinnym Wrocławiu. Ale trudno, następnym razem na pewno sobie to odbiję!

Dzisiaj w maratonie jestem na 04:04:48

11 października 2014.

To był dzień pełen emocji, znaków zapytania i ciężkiej walki na trasie. Dzień, na który czekałem od czerwca, gdy zdecydowałem się na start w 29. SPAR Budapest Maraton. Był to również dzień, o którym myślałem wykonując kolejne jednostki treningowe, mozolnie budując formę biegową. Wielokrotnie odtwarzałem go w myślach wyobrażając sobie, jak będzie wyglądał start, sam bieg oraz finisz. W myślach ukończyłem ten maraton przynajmniej kilka razy.

Przyznam jednak, że nigdy nie wizualizowałem sobie tak słonecznego dnia, jak ten dzisiejszy. Może podświadomie wypierałem z myśli taki scenariusz mając w pamięć, że dotychczas w biegach, które odbywały się w pełnym słońcu moja forma była daleka od optymalnej. Po prostu nie lubię biegać w wysokich temperaturach i tyle. Nie biegłem jeszcze maratonu w totalnym upale, w kwietniu Paryżu fakt, było ciepło, ale jednak nie aż tak, jak dzisiaj w Budapeszcie. 

Budapeszt czeka na maraton

Drodzy,
Czas na obiecany wczoraj wpis z Budapesztu, do którego dotarliśmy tuż po godzinie 16:00. Z lotniska odebrał nas przesympatyczny Istvan, który przy okazji opowiedział nam o historii miasta, o najważniejszych zabytkach itd. Tym samym udało nam się sprawdzić z nim naszą listę must-see :) 

Ale czas na zwiedzanie przyjdzie jutro po południu i w niedzielę! Teraz nie zwiedzanie mi w głowie :)  Po zameldowaniu się w hotelu położonym po stronie Pesztu zostawiliśmy bagaże i ruszyliśmy na Pasta Party wydane przez organizatorów 29. SPAR Budapest Marathon.

Budapest Marathon: Final Countdown!

Co prawda to katorga, ale...lubię przeżywać te ostatnie, jakże stresujące dni przed startem. Takie emocjonujące dni przeżywam dwa razy w roku przed maratonem - pierwszy raz na wiosnę i drugi - jesienią. Od 2 lat wyznaczam sobie 2 starty na królewskim dystansie 42,195km i od zeszłego roku stawiam na biegi zagraniczne. 

Dlaczego? 

Na swoim blogu Marek Tronina, dyrektor Maratonu Warszawskiego zapytał przedwczoraj "czy wolisz regularnie, kilka razy w roku, startować w imprezach rozgrywanych w jednym i tym samym mieście czy – mając możliwości – starasz się jeździć po świecie czy kraju?"  Pytanie to uzupełnił o kolejne "jaki rodzaj biegu najchętniej pojechałbyś zagranicę albo chociaż do innego miasta? Na 10 km? Na półmaraton? Na maraton?". Moja odpowiedź brzmi tak: zdecydowanie wybieram starty w zagranicznych maratonach.

Trudne zadanie: oswoić się z trasą maratonu



Właśnie dotarłem do zapisu video trasy 29. SPAR Budapest Marathon. To fajna sprawa móc obejrzeć wcześniej, którędy będzie prowadził bieg. Zwłaszcza, jeśli kompletnie nie zna się miasta, w którym odbywają się zawody. Oglądając film z trasy można poczuć atmosferę biegu, wyobrazić sobie poszczególne jej fragmenty, zapamiętać charakterystyczne punkty. Moment, gdy organizatorzy ujawniają takie nagranie jest dla mnie widomym znakiem, że maraton jest już tuż. No tak! W końcu do startu zostało już tylko 5 dni... 

Panie i Panowie, przed Państwem trasa Budapest Marathon 2014! Pokonajmy ten maraton w 6 minut i 23 sekundy :)

Coraz dalej, coraz szybciej

Rozruch mięśni przed Budapest Maraton w toku! 

Mam za sobą już trzy treningi - pierwszy, o którym już pisałem i dwa kolejne - wczoraj na dystansie 3.03km i dzisiejszy na trasie 4.24km. Najważniejszy wniosek z tych biegów jest taki, że nie czuję bólu mięśnia, który towarzyszył mi przez ostatnie 2 tygodnie! Wciąż utrzymuje się co prawda bolesność ogólna tego miejsca, związana najpewniej z przebywaną terapią, ale myślę, że z każdym dniem będzie coraz lepiej...

Znów biegam!

Wow! I'm back to life! 

Po raz kolejny rozpocząłem dzień od sesji z fizjoterapeutą, który bardzo uważnie zajął się moimi mięśniami. Te spotkania nie należą do szczególnie przyjemnych bo terapia polega na pobudzaniu przeciążonego mięśnia na różne, wymyślne sposoby. Faktem jednak jest, że czuję się po takim zabiegu lepiej, a ból mięśnia jest znacznie mniejszy. Po takim maltretowaniu pośladka (ok, masz Wiesiek - skoro wolisz tak dosłownie :) ) oczywiście mięsień jest nieco obolały od samego uciskania, ale już po wcześniejszych wizytach u fizjoterapeuty wiem, że to odczucie nie utrzymuje się długo. 

Dzisiaj trochę pobiegałem w gabinecie w miejscu, żeby zorientować się, jak mięsień spisuje się podczas ruchu i te testy wypadły na tyle dobrze, że...otrzymałem od Szymona zgodę na pierwszy trening od czasu kontuzji!!! Otrzymałem wskazówkę, aby dzisiaj testowo pobiec truchtem 1-1,5km, a w razie bólu mięśnia przerwać trening, niezwłocznie wrócić do domu i zaordynować na bolące miejsce zimny okład. Z gabinetu wyszedłem w doskonałym nastroju i już nie mogłem się doczekać dzisiejszego biegania :) Strasznie byłem ciekaw, jak spisze się noga - nie mówiąc już o głodzie biegania - taki prawie 2-tygodniowy rozbrat to istna męka!

No to zaczynam! Witajcie

Czas na mój premierowy wpis na blogu Dulnik Biega. Witajcie! Mam nadzieję, że wystarczy mi czasu i determinacji, aby publikować tutaj swoje przemyślenia i doświadczenia związane z bieganiem :) 

Wstępny plan zakładał, że mój blog ruszy 4 października, czyli dokładnie 5 lat od moich narodzin, jako biegacza. To właśnie 4 października 2009 rozpocząłem swoją przygodę z bieganiem stając na starcie biegu "Biegnij Warszawo". Zdecydowałem się jednak umieścić pierwszy wpis już dzisiaj, aby  podzielić się z Wami wiadomością, którą właśnie otrzymałem...