Budapest Marathon: Final Countdown!

Co prawda to katorga, ale...lubię przeżywać te ostatnie, jakże stresujące dni przed startem. Takie emocjonujące dni przeżywam dwa razy w roku przed maratonem - pierwszy raz na wiosnę i drugi - jesienią. Od 2 lat wyznaczam sobie 2 starty na królewskim dystansie 42,195km i od zeszłego roku stawiam na biegi zagraniczne. 

Dlaczego? 

Na swoim blogu Marek Tronina, dyrektor Maratonu Warszawskiego zapytał przedwczoraj "czy wolisz regularnie, kilka razy w roku, startować w imprezach rozgrywanych w jednym i tym samym mieście czy – mając możliwości – starasz się jeździć po świecie czy kraju?"  Pytanie to uzupełnił o kolejne "jaki rodzaj biegu najchętniej pojechałbyś zagranicę albo chociaż do innego miasta? Na 10 km? Na półmaraton? Na maraton?". Moja odpowiedź brzmi tak: zdecydowanie wybieram starty w zagranicznych maratonach.

Czemu?

W Polsce biegam wszystkie pozostałe starty :) A jest ich całkiem sporo! Prym oczywiście wiedzie Warszawa - tutaj zwykle trenuję i startuję. Co roku obowiązkowo Warszawska Triada Biegowa (Bieg Konstytucji, Bieg Powstania Warszawskiego, Bieg Niepodległości) do tego dochodzą pomniejsze zawody, w dzielnicach, w lasach Wawra itd.  Oczywiście nie wyobrażałem sobie innego miejsca na maratoński debiut w 2011 roku, jak Maraton Warszawski, ale czasy się zmieniły i nawet ja, jako biegacz jestem w innym miejscu. Start w innym mieście, niż na co dzień pomaga przełamać monotonię. Jest taką wisienką na torcie w sezonie biegowym :) 

W stolicy dotychczas przebiegłem dystans maratonu 3 razy, dwa razy Maraton Warszawski i raz w ramach premierowej edycji Orlen Warsaw Marathon. Ten ostatni bieg wspominam szczególnie ze względu na debiut na trasie 42,195 mojego brata bliźniaka. Doprowadziłem go do mety całego i zdrowego. Dał radę, był bardzo dzielny! Czekam, aż kiedyś pobije ten wynik z pierwszego startu w maratonie :) 

Bracia D. na mecie Orlen Warsaw Marathon! (fot. www.orlenmarathon.pl)
Wspomnienia z biegów w Warszawie są wspaniałe, ale jednak wciąż nie wrócił mi apetyt na maraton w stolicy. Kto wie, może skuszę się na 40. edycję Maratonu Warszawskiego?  Ale to dość odległa przyszłość, do 2018 roku zostało jeszcze mnóstwo czasu! Czemu nie ruszam na maraton do Poznania, Wrocławia, Krakowa? Póki co takie wyjazdy na zagraniczne maratony wydają mi się ciekawsze :) 

Po zeszłorocznym Berlinie i tegorocznym starcie na wiosnę w Paryżu teraz przyszedł czas na Budapeszt. Wylot już jutro! Co czuję? Niestety niepewność, dezorientację...ale również ciekawość i dreszczyk podniecenia, jak spisze się podczas biegu. To już nie czas i moment, aby wracać do tematu kontuzji, zresetowanego planu treningowego. To już nic nie da! Teraz jedyne, co mogę zrobić, to stanąć na starcie i rozegrać to najlepiej, jak tylko potrafię! Oczywiście nie brakuje różnych rozpraszaczy uwagi i złych duchów, ale zrobię wszystko, aby skupić się na biegu, na tempie, na rytmie, w jakim moje nogi będą uderzać o budapesztańskie ulice. 

Zapowiada się bardzo ciepła sobota - niezawodne AccuWeather donosi, że...

Ciepłooo!
23 stopnie celsjusza to oczywiście nie jest idealna temperatura dla pokonywania maratonu, ale przecież pogody się nie wybiera. Trzeba tylko pamiętać o nawadnianiu, o właściwym stroju startowym i niech chłodzi mnie na trasie pęd związany z moim szybkim biegiem :)

Do startu w 29. SPAR Budapest Marathon zostało już mniej niż 2 dni. Czas na uważne przestudiowanie informacji przygotowanych przez organizatora dotyczących usytuowania stref startowych,  depozytów itd. Zwykle na maratonach taki materiał jest obszerny, ale Węgrzy zrobili z tego niemal książkę! 76 stron!

Taka lektura do poduszki na dzisiaj....:) Plan na dzisiaj...dobrze się wyspać, dlatego...życzcie mi dobrych snów!

Jutro postaram odezwać się z Budapesztu i podzielić pierwszymi wrażeniami z miejsca maratonu.

Stay tuned!

Wypowiedzi

Prześlij komentarz

Idealne miejsce na Twój komentarz!