Czy Adam pożarł lwa?


Bracia D. w komplecie!
Dzisiejsza, III edycja "Kieleckiej Dychy" miała pokazać, czy mój słaby start w Budapeszcie był tylko wypadkiem przy pracy, czy też regres formy był chwilowy. Natychmiast po moim powrocie z Węgier wyzwanie rzucił mi mój brat Adam, który "poczuł krew" i zastanawiał się, czy lew (jego zdaniem to ja) jest ranny. Wysłał mi również stosownego SMS-a, w którym napisał, że zakłada w niedzielę walkę bark w bark. Wiadomość zakończył dramatycznym  "jak w niedzielę, to nigdy!"

No właśnie, czy Adam pożarł lwa? 

Gotowy do startu!
Cóż... na trasie jednak nie było walki bark w bark. Od początku uzyskałem nad nim sporą przewagę, chociaż muszę przyznać, że podczas biegu nie czułem się najlepiej.  Z trudem wszedłem w odpowiedni rytm, mimo że tempo nie było zawrotne. Pierwsze dwa kilometry zamknąłem w 8:45 minut ale czułem, że będzie mi trudno zwiększyć szybkość na wymagającej, niebezpiecznej trasie. Nie brakowało pagórków, podbiegów - mniejszych i większych oraz wystających kamieni i korzeni. Musiałem bardzo pilnować się, żeby nie zaliczyć upadku na tej trasie, tym bardziej że miałem w pamięci moją glebę z zeszłego roku. Dlatego chwilami odpuszczałem stawiając na bezpieczeństwo i bezpieczne dotarcie do mety kosztem czasu.

Hej Ludzieeee! (fot. szuranie.pl)

Dobrze, że wystartowałem w butach trailowych - było kilka sytuacji na trasie, gdy grubsza podeszwa uchroniła spód mojej stopy od urazu. Poza tym czułem dobrą przyczepność na śliskich liściach.

Na półmetku byłem po 21 minutach - czas bez rewelacji, ale biorąc pod uwagę charakter nawierzchni i profil trasy byłem zadowolony z tego wyniku. Druga część dystansu jednak w moim wykonaniu wyglądała gorzej. Poczułem jakąś ciężkość w nogach, być może jeszcze do końca nie zregenerowałem się po sobotnim maratonie. W efekcie dotarłem na 10km w czasie 43:21 i miałem do pokonania jeszcze 700 metrów do mety, która znajdowała się na stadionie lekkoatletycznym w Kielcach. Zachowałem sporo sił na finisz i na metę wpadłem na pełnej szybkości.

Się wygiąłem :) (fot. szuranie.pl)
Ostatecznie mój start w III edycji Kieleckiej Dychy zakończyłem z wynikiem 45:25 (wynik z mojego zegarka, wciąż czekamy na wyniki oficjalne).

EDIT: SMS z DomTelSport: 10 km: Numer:222, Miejsce:56, Kategoria(Miej):M-1(43), Czas: 00:45:36

A co z Adamem? 

Hmm, gdy pojawił się na ostatniej prostej tradycyjnie czekałem na niego ze swoim telefonem. Dzięki temu udało mi się wykonać poniższe zdjęcie.


Adam przez cały bieg dzierżył w ręku Misia, który należy do jego syna, który oczywiście został pierwszym posiadaczem medalu swojego taty. Tym sposobem na jego szyi znalazły się dwa medale, ponieważ wcześniej Olek uczestniczył w Biegu Przedszkolaka, w którym spisał się świetnie! Za start  w tym biegu dostał również medal, oczywiście nieco mniejszy :)

Oficjalny czas Adama to 55:43, co oznacza, że dotarł do mety niemal 10 minut po mnie. Nie odczuwam z tego powodu jakiejś dzikiej satysfakcji, w końcu ja mam za sobą solidnie przepracowany okres przygotowawczy do maratonu. Adam w tym roku biegał sporadycznie, ale nie przeszkodziło mu to zaliczyć w tym roku 3 maratonów w Paryżu, w Krakowie i w Warszawie.

Jestem dumny z każdego jego startu, jak popracuje nad formą, to w końcu kiedyś pożre lwa!

A co z Grzegorzem?

Na starcie dzisiejszego biegu stanęliśmy we trzech. Trzej bracia D. - ja, Adam i Grzegorz, który również prowadzi bloga. Grzegorz już przed biegiem zapowiadał, że będzie walczył tylko o ukończenie rywalizacji. Zaczął spokojnie i spokojnie skończył. Dotarł do mety jako...ostatni zbierając całą masę oklasków od licznie zebranych kibiców. Również spiker zaznaczył, że Grzegorz jest tak samo ważny, jak otwierający klasyfikację zwycięzca biegu! Brat zdobył swój kolejny medal do kolekcji i już planuje kolejne starty. Brawo!

Strasznie lubię ten bieg rozgrywany w Kielcach w październiku. Lubię chwile przed startem, gdy spotykam dawno nie widzianych znajomych i rozmawiamy na temat postępów w  bieganiu.

Okazuje się, że nasze grono stale rośnie - dzisiaj zobaczyłem się z wieloma osobami, które właśnie zaczęły swoją biegową przygodę. Startem w Kieleckiej Dysze debiutowali w oficjalnych zawodach.

Niektóre twarze widziałem po kilku latach - w końcu wyjechałem z Kielc ponad 8 lat temu i nie łatwo z niektórymi spotkać się i powspominać stare czasy. Teraz, gdy łączy nas wspólna pasja może będziemy się widywać częściej na imprezach biegowych :) 

Z dawno nie widzianym przeze mnie Łukaszem. Mamy takie same buty :)
Między nami Maratończykami. Z Miłoszem na mecie Kieleckiej Dychy
Z Szymonem, któremu mocno kibicuję w jego biegowych początkach!
Spotkałem się również z wytrawnymi biegaczami z Kielc, którzy eksplodowali z formą w ostatnich miesiącach. Kiedyś to oni gonili mnie, dzisiaj to ja muszę mocno trenować, żeby na metę dobiec przed nimi. Są dla mnie źródłem sporej motywacji!

Z kieleckimi przecinakami :)

III edycja Kieleckiej Dychy już za nami. To znaczy była to dycha tylko z nazwy :) Dla niewtajemniczonych - w stolicy świętokrzyskiego obowiązują trochę inne miary odległości i dlatego dycha po kielecku to nie 10km, tylko 10km i 700metrów

Startem w Kielcach kończę sezon 2014. Przede mną jeszcze Bieg Niepodległości, Półmaraton Mikołajów w Toruniu i Bieg od Metra, ale pobiegnę w tych imprezach bardziej na luzie, bez specjalnego przygotowania. 

Teraz celem numer 1 jest wypoczynek i nabranie ochoty do biegania. Muszę zebrać wiele sił, aby podołać treningom, które czekają mnie na jesieni i w zimie. Chcę mocno skoncentrować się na ćwiczeniach stabilizacyjnych, siłowych i rozciąganiu. Czas najwyższy zająć się górą, zbudować dobry fundament pod naprawdę szybkie bieganie. 

Biegowo pozdrawiam :)

Wypowiedzi

Prześlij komentarz

Idealne miejsce na Twój komentarz!