Czy lew jest naprawdę ranny?

Dziwnie się dzisiaj poczułem rano. 
Jestem gdzieś na wyjeździe, a po raz pierwszy od bardzo dawna moje buty biegowe zostały w Warszawie. Zwykle to właśnie od nich zaczynam pakowanie bagażu, ponieważ bardzo lubię eksplorować miejsca, do których się udaję z perspektywy ścieżki biegowej.
Tym bardziej żałuję, że nie pobiegam w moim rodzinnym Wrocławiu. Ale trudno, następnym razem na pewno sobie to odbiję!

Szybko doszedłem do siebie po starcie w Budapeszcie. We wtorek zrobiłem wolne rozbieganie czując co prawda jeszcze trudy maratonu, szczególnie w mięśniu, który uległ przeciążeniu, ale dzisiaj czuję się całkiem OK. Wielkimi krokami zbliża się dla mnie koniec sezonu 2014 - przede mną ostatni start - w niedzielę w biegu Kielecka Dycha zaplanowany na niedzielę. To będzie mój drugi start w tej imprezie. To bieg przełajowy na dystansie, jak sama nazwa wskazuje - 10 km trasa wiedzie przez leśne dukty, przez co zapewnia sporo wrażeń. Mam zdumiewającą łatwość do przewracania się na biegach trailowych dlatego oczywiście w pierwszej edycji leżałem na 7-8km - na szczęście bez konsekwencji. 

Cel na niedzielę to dobiec do mety w jednym kawałku i...przed moim bratem Adamem, który wczoraj odgrażał się w SMS-ie....


Brzmi groźnie...Że niby ten lew to ja :) Tak się składa, że jeszcze nigdy Adam nie przybiegł przede mną. Często tracił do mnie ładnych kilka minut, ale jak widać moje 04:04:48 z Budapesztu mocno go ośmieliło, aby rzucić mi wyzwanie! Ok, zobaczymy, kto pierwszy zamelduje się na mecie :) Warto zauważyć, że w niedzielę na trasie Kieleckiej Dychy będę rywalizował nie tylko z Adamem. Wystartuje również nasz starszy brat, Grzegorz. Nie spodziewam się jednak, żeby włączył się do walki :)

Przede mną jeszcze tylko w czwartek trening interwałowy R10x200x200 i w niedzielę start. Bieg w Kielcach kończy sezon i rozpoczyna 2-tygodniowy okres roztrenowania. W tym czasie zamierzam się mocno zrelaksować i przygotować na najtrudniejsze treningi, które czekają mnie już od listopada. Start w Biegu Niepodległości jest oczywiście obowiązkowym punktem w programie moich startów, ale nie zamierzam się specjalnie do niego przygotowywać. Pobiegnę na luzie, po roztrenowaniu - zobaczymy, jaki nabiegam wynik.

Powoli mijają echa startu w Budapeszcie, ale to dobry moment, aby jeszcze raz powrócić na trasę tego maratonu...


No i pytanie na koniec - czy lew jest naprawdę ranny? Odpowiedź już w niedzielę!

Rozmowa

  1. Chyba będę musiał Was pogodzić i zameldować się jako pierwszy na mecie :) W sumie to trochę mi przykro że nikomu nawet czysto kurtuazyjnie nie przyszło do głowy wymienić mnie w gronie faworytów.. :( A przypominam że z całej tej trójki to tylko ja jestem prawdziwym Lwem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Grzegorz...bo Ty jesteś czarnym K...tfu! Lwem zawodów! :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Kicław, będą i Mikołaje - ale ten start będzie już po roztrenowaniu :) Już nie zaliczam go do tego sezonu

    OdpowiedzUsuń
  4. To może Sylwestra zrobisz w czasie tego roztrenowania, kuwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kicław! Tak, w tym roku Sylwester będzie 31 października! A co! Kuwa

      Usuń

Idealne miejsce na Twój komentarz!