Mimo roztrenowania...weekend na biegowo!

Przed weekendem zastanawiałem się, czy powinienem biegać w okresie roztrenowania. Po dłuższym namyśle i wsłuchaniu się w opinie innych biegaczy zdecydowałem się tylko na leciutki trucht w sobotę podczas II Nocy STO-nogi w Stawisku.

W niedzielę podczas VII Praskiej Dychy byłem tylko kibicem, a patrząc na tempo zawodów nogi same rwały się do biegania! Ale jakoś to wytrzymałem :) Pierwszy tydzień roztrenowania już za mną, za 7 dni wracam do treningów!

II Noc STO-nogi, czyli kiełbaskowy bieg z klimatem

Biegowy weekend rozpoczął się w sobotnie popołudnie, gdy wspólnie z Kicławem, Grzegorzem i Ewą wybrałem się do parku otaczającego Muzeum Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku na towarzyski bieg II Noc STO-nogi.

Mimo, że impreza odbywała się całkiem niedaleko od Warszawy, na miejsce dojechaliśmy z przygodami. To już tradycja, że wyjazd z Kicławem i jego nawigacją zawsze oznacza dodatkowe atrakcje - tak było również w zeszłym roku, gdy jechaliśmy razem do Torunia na Półmaraton Mikołajów. W sobotę Kicław postanowił wizytować lokale McDonald's przy A2 tuż za zjazdem na Pruszków. Nawigacja używana przez Kicława pokazała, że właśnie przez Maca wyjedziemy idealnie na drogę prowadzącą prosto do Stawisk. Plan był super i szybko dotarlibyśmy na miejsce, gdy nie zamknięta na dużą kłódkę brama ogrodzenia autostrady...Komisyjnie :) sprawdziliśmy bramy najpierw przy Macu z prawej strony A2, a później z lewej...Było przy tym trochę śmiechu, chociaż było dla nas już jasne, że raczej nie zdążymy na start biegu zaplanowanego na godzinę 16:00. Musieliśmy wrócić do zjazdu na Pruszków i stamtąd dzięki nawigacji Ewy dotarliśmy prosto na miejsce. 

Impreza trwała już w najlepsze! Na szczęście bieg był rozgrywany w formule umożliwiającej dołączenie w dowolnym momencie. Po prostu - trasa była otwarta 3 godziny i imprezę wygrywał ten, kto w tym czasie pokonał największą liczbę okrążeń. Aby zaliczyć imprezę, należało przebiec chociaż jedno okrążenie liczące 1,5km. Szybko trafiliśmy do Biura Zawodów, gdzie dopełniliśmy wszystkich formalności związanych ze startem, potem - oczywiście "pod chmurką" równie szybko przygotowaliśmy się do biegu i...ruszyliśmy! 

Jeszcze tylko drobne formalności....

...pamiątkowa fotka przed biegiem i w drogę!
Wciąż było całkiem jasno, dlatego na początku nie przydały nam się odblaski, które dostaliśmy od organizatorów w pakiecie oraz czołówki zabrane przez nas z Warszawy. Biegliśmy sobie bardzo spokojnie, co pokazuje zapis tej aktywności w Endomondo:


Był to bardzo lekki trucht, podczas którego praktycznie cały czas rozmawialiśmy na różne tematy. Okrążenia w niezwykle miłej atmosferze upływały jednak całkiem szybko! Grzegorz, który miał już w nogach 8km zrobione tego dnia podczas imprezy na Stadionie Narodowym oraz treningu w Parku Skaryszewskim zakończył swój udział w II Nocy STO-nogi po 2 okrążeniach, ja przebiegłem jeszcze dodatkowe 3 i łącznie po 5 kółkach zszedłem z trasy. Akurat robiło się już szaro i wolałem nie ryzykować upadku, zwłaszcza że teren, po którym biegaliśmy był bardzo zróżnicowany, a moje skłonności do wywalania się są powszechnie znane :) Ewa i Kicław biegli dalej - zaliczając odpowiednio 7 i 9 okrążeń. 

Tuż przy bramie oznaczającej początek i koniec okrążenia zlokalizowane było Biuro Zawodów oraz płonęło ognisko, na którym każdy uczestnik po biegu mógł upiec sobie kiełbaskę. W menu imprezy była również znakomita grochówka oraz soczewica, a także placek domowego wypieku. Tak się złożyło, że tego dnia dwójka biegaczy obchodziła swoje urodziny, dlatego pojawił się cudownie wyglądający tort, który zniknął błyskawicznie, nim piszący te słowa w ogóle się zorientował :) 

Już nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem na ognisku...
Szybko nastały iście egipskie ciemności, dlatego w końcu przydała mi się moja czołówka. Gdy znaleźliśmy się w komplecie okazało się, że najlepiej do udziału w imprezie przygotowała się Ewa, która wyciągnęła z plecaka...Orzechówkę i 2 puszki Coca-Coli :) W takiej sytuacji nie pozostało nam nic innego, jak tylko wznieść toast za udany bieg!

Ja świecę!
Po  3 godzinach trwania biegu organizatorzy zamknęli trasę i przeprowadzili ceremonię wręczenia medali. Każdy biegacz został wywołany z imienia i z nazwiska wraz z podaniem liczby pokonanych okrążeń. Hmm, gdybym wiedział to przed biegiem to... może dokręciłbym jeszcze kilka kółek?! Zwycięzca sobotniej rywalizacji pokonał w 3 godziny ponad 20 okrążeń, co daje ponad 30km przebiegniętego dystansu.

Mam w swojej kolekcji całą masę medali, ale ten z II Nocy STO-nogi jest wyjątkowy - choćby dlatego, że jest drewniany :)

Piękno tkwi w prostocie :)
Droga powrotna do Warszawy z mniejszymi perypetiami, chociaż z małą wycieczką krajoznawczą. Ale i tak lubię te wyjazdy z Kicławem, przynajmniej nie jest nudno :) II Noc STO-nogi okazała się być bardzo klimatyczną biegową imprezą, którą warto wpisać do kalendarza startów. Brakuje takich imprez, gdzie można bez spinania się i walki o wynik pobiegać na luzie i później uzupełnić kalorie kiełbaską prosto z ognia. Myślę, że za rok pojedziemy tam jeszcze większą grupą :)

VII Praska Dycha, czyli szybko do mety!

Zupełnym przeciwieństwem sobotniej imprezy była VII Praska Dycha, która odbyła się w Parku Skaryszewskim. Ach, co to był za wyścig! Z uwagi na trwające roztrenowanie obserwowałem tą imprezę z pozycji kibica. Na starcie stawiła się mocna reprezentacja przyjaciół z Rembertów Team...

Rembertów Team jak zwykle bardzo liczny!
...oraz mój brat Grzegorz, dla którego była to już czwarta impreza biegowa w ten weekend!

Grzegorz spóźnił się na wspólne zdjęcie z bannerem Rembertów Team, więc zapozował ze zwiniętym :) Dzielnie sekundowali mu Artur i Przemek
Zdjęcie przed startem z Grzegorzem, Anią i Jackiem
Na start nie dotarł niestety Adam, który zgłosił...nieprzygotowanie ;) No cóż...niech żałuje!

Praska Dycha jak co roku ma dwie odsłony. Najpierw biegną szybsi biegacze, legitymujący się rekordem życiowym na dystansie 10km na poziomie co najmniej 50 minut. Zaraz po nich startują Ci wolniejsi, ale nie znaczy, że mniej zadziorni! 

W pierwszym wyścigu mocno ściskałem kciuki za Sarę, Emilię, Pawła oraz Piotrka z mojego klubu JacekBiega Running Team. Bieg toczony był w szybkim tempie. Sprzyjały temu doskonałe warunki atmosferyczne, osobiście uwielbiam biegać w niskiej temperaturze. Na trasie padło wiele rekordów życiowych, wszyscy świetnie sobie radzili. Zwycięzca biegu - Emil Dobrowolski, zakończył zawody z dobrym czasem - 30:28.

W drugiej, wolniejszej serii wystartowało znacznie więcej "moich" faworytów, w tym Grzegorz, który tradycyjnie spokojnie zaczął bieg i...spokojnie skończył. Widać częste bieganie na zawodach mu służy, bo VII Praską Dychę zakończył z nowym rekordem życiowym - 01:11:35! Pozostawił w pokonanym polu aż 7 innych zawodników! Brawo! Na mecie był bardzo szczęśliwy, a ja z niego bardzo dumny :)

Dulnik biega! :D
Podobnie jak podczas Szybkiej Dychy, również wielu uczestników wolniejszego biegu nabiegało nowe rekordy życiowe. Gratulacje dla wszystkich!

Niełatwo było dzisiaj stać tam w strefie startu/mety i nie chodzi mi wyłącznie o niską temperaturę. Po prostu strasznie chciało mi się dzisiaj biegać! Jeśli celem roztrenowania jest m.in. nabranie "biegowego głodu" to zdecydowanie dzisiejsze kibicowanie w Parku Skaryszewskim było strzałem w dziesiątkę!

Przede mną jeszcze 7 dni rozłąki z bieganiem, później wznowię treningi, a 11 listopada pobiegnę w sezonowym "must be", czyli Biegu Niepodległości.

Rozmowa

Idealne miejsce na Twój komentarz!