No to zaczynam! Witajcie

Czas na mój premierowy wpis na blogu Dulnik Biega. Witajcie! Mam nadzieję, że wystarczy mi czasu i determinacji, aby publikować tutaj swoje przemyślenia i doświadczenia związane z bieganiem :) 

Wstępny plan zakładał, że mój blog ruszy 4 października, czyli dokładnie 5 lat od moich narodzin, jako biegacza. To właśnie 4 października 2009 rozpocząłem swoją przygodę z bieganiem stając na starcie biegu "Biegnij Warszawo". Zdecydowałem się jednak umieścić pierwszy wpis już dzisiaj, aby  podzielić się z Wami wiadomością, którą właśnie otrzymałem...



Dear Dulnik Marcin,

We are glad that you have registered for our event.

29th SPAR Budapest Marathon – that will be held on 11th October 2014.

Race number: 6207

Time measurement: will be done with Chip. 
We wish you a pleasant stay, and a succesful race!

Tak! Właśnie dzisiaj dowiedziałem się, z jakim numerem wystartuję w swoim 7. maratonie w życiu. Tym razem mój wybór padł na stolicę Węgier i maraton, o którym słyszałem od innych biegaczy wiele dobrego. Trasa poprowadzona przez centrum miasta, wspaniałe widoki, a po biegu relaks w największym w Europie kompleksie basenów z wodą termalną. Czyż ta oferta nie brzmi wspaniale? :)

Jakby nie patrzeć do startu w maratonie zostało jeszcze tylko 9 dni i pewnie byłbym w dużo lepszym nastroju, gdyby nie kontuzja, której nabawiłem się podczas treningu  w niedzielę, 21 września - na 3 tygodnie przez startem w Budapeszcie.

To było długie wybieganie i mniej więcej w połowie dystansu poczułem bolesne kłucie w pośladku. Z trudem dotarłem do domu. Czułem, że to coś poważnego, ten ból wcześniej się nie pojawiał, ale bardzo liczyłem na to, że 3-4 dni luzu pozwoli mi dojść do siebie. I była poprawa, ale...niestety nie na tyle, aby wznowić treningi. Nie było mowy o bieganiu, bolesność pojawiała się również podczas chodzenia. Początkowo zachowywałem spokój, w końcu do maratonu było jeszcze 3 tygodnie, ale jak minął tydzień, a ból wciąż się utrzymywał poczułem, jednak że mój start stoi pod znakiem zapytania.

Postanowiłem skonsultować się z fizjoterapeutą, aby ustalić, co tak naprawdę dzieje się z tym bolącym mięśniem i wprowadzić plan wyjścia na prostą - najlepiej pierwszą prostą maratonu w Budapeszcie :)  I tak trafiłem do Szymona Warzochy z FizjoComplex, który zdiagnozował przeciążenie mięśnia gruszkowatego. W ogóle okazało się, że moje mięśnie pleców są bardzo słabe, a mięśnie bardzo mocno napięte...Rozpoczęliśmy terapię, momentami bolesną...ale...myślę, że skuteczną - ból powoli ustępuje. Wciąż jednak nie jestem pewien, czy będę gotowy, aby 11 października ruszyć na trasę maratonu.

Ta kontuzja to konsekwencja moich zaniedbań i zaniechań...oj nie przykładałem się do treningów na hali! Dość powiedzieć, że na tegorocznych zajęciach mojego klubu JacekBiega w hali przy Bobrowieckiej nie pojawiłem się ANI RAZU.  Moi koledzy i koleżanki wykonywali tam ćwiczenia wzmacniające, stabilizacyjne i siłowe, a także rozciąganie. Jakże tego mi teraz brakuje!  Gdybym nie zaniedbał tych zajęć, prawdopodobnie byłbym dzisiaj w lepszym nastroju. W przyszłym sezonie na pewno nie pominę w przygotowaniach tego elementu.

Do tej feralnej niedzieli wszystko układało się super, plan treningowy nakreślony przez mojego trenera Jacka Gardenera realizowałem bardzo konsekwentnie dobrze znosząc obciążenia. Pod drodze zaliczyłem dwa testy formy startując w IV Półmaratonie Powiatu Warszawskiego Zachodniego oraz w 24. Półmaratonie PHILIPS Piła. 24 sierpnia na trasie z Błonia do Borzęcina w dobrych warunkach pogodowych i po płaskiej trasie nabiegłem 01:28:37 finiszując na dużym luzie.

Z biegowymi wariatami z Rembertów Team :)
Dwa tygodnie później pojechałem do Piły, gdzie w pełnym słońcu i upale dobiegłem do mety w czasie 01:29:25. Co ciekawe, dokładnie taki sam wynik nabiegłem w Pile rok wcześniej! Dokładnie taki sam!
Na trasie Półmaratonu PHLIPS PIła 09.09.2014
Startowałem jeszcze treningowo w Biegu Wisły, kolejnej edycji zawodów bez pomiaru czasu, rozegranych na ścieżce biegowej wzdłuż Wisły na praskim brzegu, gdzie pobiegłem szybko na całkowitym luzie.

Nas nie dogoniat :)
Czułem, że jest siła i moc, dlatego tym bardziej żałuję, że przez własne zaniedbania moje przygotowania do startu w maratonie zostały przerwane. Nie zamierzam jednak siedzieć i płakać :) priorytetem jest odzyskanie pełnej sprawności jeszcze przed 11 października! Być może już w przyszły weekend powrócę na biegowe ścieżki, na razie na jakieś króciutkie wybieganie OWB1 max. 6km - ale dobre i to :) I tak do maratonu, który zamierzam pobiec na świeżości, przymusowo zamykając przygotowania na 3 tygodnie przed startem.

Jakiego wyniku się spodziewam? Jaką wybiorę taktykę na ten bieg? Czego najbardziej się obawiam na trasie Budapest Marathon? Postaram się na tym blogu udzielić część odpowiedzi na te pytania, dlatego...zaglądajcie tutaj czasem!

A teraz...Dobranoc :)

Wypowiedzi

Prześlij komentarz

Idealne miejsce na Twój komentarz!