Znów biegam!

Wow! I'm back to life! 

Po raz kolejny rozpocząłem dzień od sesji z fizjoterapeutą, który bardzo uważnie zajął się moimi mięśniami. Te spotkania nie należą do szczególnie przyjemnych bo terapia polega na pobudzaniu przeciążonego mięśnia na różne, wymyślne sposoby. Faktem jednak jest, że czuję się po takim zabiegu lepiej, a ból mięśnia jest znacznie mniejszy. Po takim maltretowaniu pośladka (ok, masz Wiesiek - skoro wolisz tak dosłownie :) ) oczywiście mięsień jest nieco obolały od samego uciskania, ale już po wcześniejszych wizytach u fizjoterapeuty wiem, że to odczucie nie utrzymuje się długo. 

Dzisiaj trochę pobiegałem w gabinecie w miejscu, żeby zorientować się, jak mięsień spisuje się podczas ruchu i te testy wypadły na tyle dobrze, że...otrzymałem od Szymona zgodę na pierwszy trening od czasu kontuzji!!! Otrzymałem wskazówkę, aby dzisiaj testowo pobiec truchtem 1-1,5km, a w razie bólu mięśnia przerwać trening, niezwłocznie wrócić do domu i zaordynować na bolące miejsce zimny okład. Z gabinetu wyszedłem w doskonałym nastroju i już nie mogłem się doczekać dzisiejszego biegania :) Strasznie byłem ciekaw, jak spisze się noga - nie mówiąc już o głodzie biegania - taki prawie 2-tygodniowy rozbrat to istna męka!
Zalecony kilometraż zrobił na mnie wrażenie, bo szczerze to nie przypominam sobie, kiedy ostatnio ubierałem się, aby pobiec 1km :) Ale dzisiaj nie miało to dla mnie kompletnie żadnego znaczenia - wskoczyłem w biegowe ciuchy z ochotą - chociaż żona pytała, czy naprawdę muszę tak się ubierać, żeby pobiec kilometr :)

Po jednym z najkrótszych treningów w moim biegowym życiu :D
Ruszyłem parę minut po 18...i...poczułem, że mięśnie sprawują się nieźle, czego nie można było powiedzieć o Endomondo, które ześwirowało, że jestem znów na biegowej trasie. Przez połowę tego mikroskopijnego treningu w aplikacji mknął czas, a kilometraż wynosił 0,0km. Odkryłem to, gdy dobiegłem do połowy zadanego dystansu, pomogło zapauzowanie treningu i ponowne włączenie pomiaru. 

Pokonałem łącznie ponad 1,8km - mam nadzieję, że Szymon mi wybaczy, że trochę mnie poniosło :) 


Jak się biegło? hmm czuję, że jestem jeszcze daleko od ideału, ale podczas biegu nie czułem mocnego bólu mięśnia - bardziej we znaki dawały mi się skutki dzisiejszej sesji w gabinecie.

Na wszelki wypadek i tak zrobię sobie okład - a co :)

Dni do startu w Budapeszcie uciekają szybko i dzisiaj licznik pokazuje....




Wyścig z czasem trwa :) Trzymajcie kciuki!

Rozmowa

Idealne miejsce na Twój komentarz!