Co jeszcze wydarzyło się na Konferencji PSB w Zielonej Górze?

Oj głośno zrobiło się o Konferencji Szkoleniowej Polskiego Stowarzyszenia Biegów, która odbyła się pod koniec ubiegłego tygodnia w Zielonej Górze. Wybierałem się na to spotkanie branży biegowej z myślą, że czeka nas gorąca dyskusja na temat Kenijczyków, którzy wygrywając zawody w Polsce zgarniają całą pulę nagród przewidzianych dla zwycięzców. Tym samym według niektórych pozbawiają "chleba" m.in. polskich biegaczy zawodowych.

Na prezentację "Certyfikat Imprezy Biegowej PZLA", podobne jak Michał Walczewski z portalu maratonypolskie.pl nie zwróciłem większej uwagi przed wydarzeniem. Okazało się jednak, że przedstawiciel PZLA rozbudził emocje wszystkich uczestników na tyle, że późniejsza dyskusja na temat Kenijczyków nie była już tak burzliwa. 

W dzisiejszym wpisie chciałbym wrócić do Zielonej Góry, na Konferencję Szkoleniową PSB. Ale nie będę pisał o licencjach dla biegaczy-amatorów i certyfikatach dla imprez biegowych. Ten temat poruszałem już jako jeden z pierwszych w Polsce w piątkowym poście "Czy potrzebujemy licencji PZLA, żeby biegać?". 

Dzisiaj przedstawię, jakie inne tematy poruszane były na konferencji, którą można śmiało nazwać najważniejszym spotkaniem branży biegowej w Polsce. Konferencja rozpoczęła się od przedstawienia przez Henryka Paskala, prezesa PSB statystyk dotyczących biegów w 2014 roku. Dane, które zaprezentował były bardzo interesujące. Wynika z nich, że boom na bieganie w naszym kraju wciąż trwa. Wystarczy tylko spojrzeć na zestawienie prezentujące największych 10 biegów w Polsce. Wynika z niego, że wystartowało w nich prawie 80 tysięcy osób! W dziesiątce największych imprez biegowych znajduje się sześć biegów, które odbywają się w stolicy.

10 największych biegów w Polsce (dane PSB)
Oczywiście Henryk Paskal przedstawił dużo więcej statystyk dotyczących polskiego rynku biegowego, będę jeszcze do nich wracał tutaj na blogu.

Tuż po wystąpieniu prezesa PSB głos zabrał Mariusz Pęczek z zapewne dobrze znanego Wam serwisu www.fotomaraton.pl, który oferuje zdjęcia z imprez biegowych. Zobaczyliśmy m.in. projekt strony internetowej, która już wkrótce zastąpi dotychczasową witrynę. Z ciekawostek - czy wiecie, ile zdjęć z warszawskiego Biegu Niepodległości zostało umieszczonych w serwisie fotomaraton.pl? 250 tysięcy! Całkiem sporo :) Z tego zostało pobranych około 20-30 tysięcy zdjęć, zwłaszcza tych, które zostały zasponsorowane biegaczom przez takie firmy, jak Fiat czy PZU. W takim modelu udostępnianych jest coraz więcej zdjęć z biegów - to opłacalne dla wszystkich - serwisu, bo otrzymuje pieniądze, firmy, bo każde zdjęcie opatrzone jest logotypem marki lub komunikatem no i wreszcie sam biegacz, który dostaje za friko zdjęcia w dobrej rozdzielczości.

Na konferencji wystąpił również Marek Zieliński z serwisu Datasport. Mówił bardzo ciekawie o branży biegowej, zapowiedział "koniec biegów bez idei" i opowiedział m.in. o nowej aplikacji mobilnej Datasport, która umożliwia pełny dostęp do bazy wyników Datasport z poziomu smartfona.

Później przyszedł czas na prezentację przedstawiciela PZLA, o której zostało w mediach napisane już chyba wszystko :) Tuż po gorącej dyskusji na temat licencji amatora PZLA oraz certyfikatów PZLA dla imprez biegowych rozpoczęła się wymiana poglądów na temat zwycięstw Kenijczyków w polskich biegach. W tej części spotkania miało miało być naprawdę ciekawie! Ale...czy było? Myślę, że dyskusja, która przetoczyła się przez media i blogi (m.in. świetny tekst Marka Troniny na ten temat) pomogła w uspokojeniu nastrojów wokół sprawy obcokrajowców. Atmosfera na sali w niczym nie przypominała pełnych emocji wystąpień po tekście Michała Ogórka w serwisie Biztok, który rozpoczął całą sprawę. Przedstawiciele organizatorów biegów rozmawiali na ten temat bardzo spokojnie.

Większość uczestników konferencji akcentowało fakt, że ich zadaniem jest przygotowywanie imprez biegowych na możliwe najwyższym poziomie. W miarę możliwości starają się wspierać środowisko biegaczy zawodowych, ale jednak troska o rozwój zawodników PRO powinna spoczywać na Polskim Związku Lekkiej Atletyki, który został powołany do takiej działalności. Byłoby super, gdyby z równym zapałem działali na rzecz zawodowców, jak amatorów, którym proponują licencje.

Dla kogo są organizowane zawody? 

Oczywiście startuje w nich elita i wielu organizatorom zależy nam sportowym wyniku, ale przecież lwia część zawodników w stawce maratonów, półmaratonów czy biegów na 10km to amatorzy. Czy organizatorzy powinni ograniczać dostęp do swoich zawodów obcokrajowcom?  Taki pomysł zdecydowanie nie znalazłby poparcia wśród organizatorów biegów. Co najwyżej mogliby, idąc za przykładem organizatora Wrocław Maraton wprowadzić klasyfikację dla zawodników z Polski. Myślę, że jednak w większości biegów będzie obowiązywała zasada, że nagrody przysługują najszybszym zawodnikom w stawce, niezależnie od kraju pochodzenia.

Tak jak wspomniałem na początku, jednak ton dyskusji na temat Kenijczyków był bardzo spokojny i rzeczowy. Organizatorzy apelowali o zdrowy rozsądek i nieuleganie  naciskom zewnętrznym. Pierwszy dzień konferencji zakończyłem spotkaniami towarzyskimi i grą w kręgle, w której wyraźnie ustępowałem innym :(

W drugim dniu konferencji wziąłem udział w bardzo interesującej prezentacji, którą prowadził prof. Zygmunt Waśkowski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Podjął temat biegaczy z naukowego punktu widzenia, postanowił dowiedzieć się, kim jesteśmy, jakie mamy preferencje dotyczące imprez, sprzętu, wydatków itd. Prof. Waśkiewicz sam biega, rekord życiowy w maratonie ma nawet trochę lepszy ode mnie :) „Profil polskiego biegacza" to wynik jego wielomiesięcznej pracy badawczej oraz zespołu.

Prof. Zygmunt Waśkowski prezentuje wyniki swojego badania
Jeszcze przed prezentacją odebrałem swój numer startowy do biegu, który miał wystartować po jej zakończeniu. Zawody, zorganizowane specjalnie dla uczestników konferencji, obsługiwała firma Datasport. Można było sobie wybrać numer od 1 do 100. W chwili, gdy rejestrowałem się część numerów była już zajęta, ale...stówa wciąż była wolna :) No to wybrałem sobie taki numerek :)

Stówa :)
Bieg odbywał się na dystansie 3 kilometrów, pętlą przez las za hotelem, w którym odbywała się konferencja. Po wysłuchaniu instrukcji organizatorów, ruszyliśmy ostro do przodu. 

Nad wszystkim czuwał Henryk Paskal, prezes PSB
Jeszcze ostatnie wskazówki, którędy biec....
...pamiątkowa fotka i można ruszać!
Szybko uformowała się czołówka 4 biegaczy, których prowadził organizator jadący na rowerze. Szczęściarze! Pomyślałem sobie...oni na pewno nie pomylą trasy :) I zdaje się, że pomyślałem o tym w złą godzinę...Oj szybko straciłem czołówkę z oczu...Ale...słyszę charakterystyczne tupanie! Mimo, że sam biegnę w tempie około 3:50 to za moimi plecami porusza się ktoś dużo szybciej. To Kuba Frołow z Fundacji Maraton Warszawski, który nie mógł już znieść szelestu mojego ortalionu i postanowił rozprawić się ze mną przed końcem pierwszego kilometra biegu. Ucieszyłem się nawet trochę, że mnie wyprzedził, wciąż bałem się, że pomylę trasę nie widząc czołówki zawodów. Niestety pierwszych 4 zawodników narzuciło bardzo wysokie tempo i na drugim kilometrze biegu Kuba już nie miał kontaktu wzrokowego z prowadzącymi. Biegłem za nim i zauważyłem, że dystans między nami się zmniejsza :)

Aha...pomyślałem, jest szansa na 5 miejsce! Przyspieszyłem...i Kuba został w tyle. Zwiększyłem tempo, postanowiłem powalczyć o pozycję tuż za czołową czwórką. Jeśli chodzi o biegaczy za nami, to byli naprawdę daleko! Praktycznie nikogo nie było widać. I jak już wyobrażałem sobie, jak to będzie pięknie, gdy zajmę 5 miejsce...dobiegłem do rozwidlenia dróg. Nie widziałem żadnego oznaczenia trasy, nie wiedziałem dokąd biec. Przypomniałem sobie słowa organizatora - "skręcajcie w lewo", no to skręciłem...Już po kilkudziesięciu metrach wiedziałem, że to nie jest trasa biegu - było zdecydowanie zbyt wąsko :( Stanąłem i za chwilę dołączył do mnie Kuba. Było jasne, że dla nas ten wyścig już się zakończył. Okazało się, że jeszcze przed tym, gdy go wyprzedziłem, przeoczyliśmy małą wstążeczkę, która nakazywała skręcić w lewo...Biegnąc prosto obaj zapędziliśmy się w ślepą uliczkę.

W rezultacie zamiast 3km przebiegliśmy...5,64km i zajęliśmy odpowiednio 24. i 25. miejsce. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio byłem przedostatni :) Co za rozczarowanie!  Swoją drogą...żeby na imprezie organizatorów biegów trasa była tak kiepsko oznakowana? ;) Szewc bez butów chodzi :)



Zawody zdecydowanie wygrał Andrzej Krzyścin, organizator Biegu Europejskiego w Gnieźnie, który 3km pokonał w nieco ponad 10 minut.

Wieczorem odbyła się uroczysta kolacja, która była kolejną okazją do inspirujących rozmów, nie tylko o bieganiu :) Wyjechałem z Zielonej Góry w sobotę po śniadaniu, dlatego niestety nie wziąłem udziału w prezentacjach z maratońskich podróży m.in. Piotra Bętkowskiego i Michała Walczewskiego. Może będzie jeszcze okazja o tym gdzieś posłuchać?

Cieszę się, że mogłem wziąć udział w tegorocznej konferencji PSB. Była to dobra okazja do nawiązania kontaktów z organizatorami imprez biegowych oraz dostawców produktów i usług dla branży biegowej. Ciekawe prezentacje i świetna atmosfera przyćmiły żal za 5. miejscem w zawodach biegowych :)

Rozmowa

  1. Fajna, ciekawa konferencja. Po relacji widzę, że czułeś się tam jak ryba w wodzie :) Bieganie, mimo że to aktywność w dużej mierze indywidualna, to jednak bardzo jednoczy ludzi. Bieganie to kontakty, bieganie to wspólnota emocji i odczuć, które zrozumie z łatwością każdy, kto choć raz tego zakosztował!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Jacek! Tak :) Na konferencji czułem się jak...biegacz na trasie maratonu :) Bieganie to kontakty - brzmi dobrze :)

      Usuń
  2. 80 tysięcy biegaczy w 10 największych biegach - niezły wynik! Jestem ciekawy, jak to będzie wyglądało w kolejnych latach. Myślicie, że dojdziemy o 100 tysięcy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strzelam - za 2 lata będzie tyle. O ile nikt i nic nie spowoduje wyhamowania tempa, w jakim rozwijają się polskie imprezy biegowe :)

      Usuń

Idealne miejsce na Twój komentarz!