XXVI Bieg Niepodległości na 39:27! Nowy rekord życiowy!

Biegnę po rekord!
Okazuje się, że najlepiej wychodzą mi otwarcia sezonu. Nie mam nic przeciwko, aby zaczynać tak każdy rok w bieganiu! Do dzisiejszego startu w Biegu Niepodległości podchodziłem z ciekawością, ponieważ nie wiedziałem, w jakiej jestem formie po 2 tygodniach roztrenowania i ledwie kilku treningach w listopadzie.

Co prawda podczas ostatnich wybiegań czułem się dobrze, biegało mi się lekko i przyjemnie, ale wiadomo, że start w imprezie to nie to samo, co takie luźne wybieganie. Przed Biegiem Niepodległości kilku biegowych znajomych pytało mnie "na ile biegniesz"? Nie wiedziałem za bardzo, co im odpowiedzieć. 

Byłem zdecydowany, żeby pobiec dzisiaj spokojnie, na 42 minuty, prowadząc do mety na ten czas Kicława. Umówiłem się z nim przy ulicy Niskiej i spędziliśmy razem czas przed startem. Dołączyła do nas Ewa, którą poznałem niedawno na nocnym biegu kiełbaskowym STO-nogi. Trochę nam zeszło, zanim mogliśmy ruszyć w kierunku ul. Jana Pawła, dlatego ominęło mnie wspólne zdjęcie z Rembertów Team oraz Drużyną Bartka. Na szczęście spotkałem się z Anią z Drużyny, z którą od dawna piszemy o bieganiu.
Z Anią przed startem
Bardzo żałuję, że nie udało spotkać się z zespołami, ponieważ bardzo lubię takie spotkania przed biegiem. Tuż po 11 dotarliśmy z Kicławem i Ewą do strefy startu, w której zobaczyłem Maćka, Artura i Marcina z Rembertów Team. Do Maćka i Artura przyjaźnie zamachałem, a z Marcinem przybiłem piątkę. Widok tego ostatniego kolegi ucieszył mnie szczególnie, ponieważ Marcin wraca na biegowe trasy po wielomiesięcznej kontuzji. Mocno ściskam za niego kciuki!

Na skrzyżowaniu Jana Pawła z ulicą Stawki musieliśmy się niestety rozdzielić z Ewą, która wybrała nieco wolniejszą strefę startową, niż nasza. Powędrowałem z Kicławem w kierunku linii startu, do strefy nr 1. Ustawiliśmy się wśród biegaczy, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie.....

Pamiątkowe foto przed startem Biegu Niepodległości (11.11.2014)
...i nagle jak spod ziemi wyrósł Jasiek, z którym kilka dni przed Biegiem Niepodległości pisałem coś o łamaniu 40 minut w tym biegu. Ale przyznam, że jakoś o tym zapomniałem, stąd moja gotowość prowadzenia Kicława na 42 minuty. Pojawienie się Jaśka jednak trochę zmąciło mój spokój - spotkania z nim przed startem zawsze ładują mnie taką pozytywną energią i wiarą we własne siły. Jasiek zawsze jest podjarany startem a to się niesamowicie udziela innym - zwłaszcza mnie! Tym razem było podobnie - przez chwilę pomyślałem, że może faktycznie warto pociągnąć mocniej?
Już z Jaśkiem :)
Czasu na dylematy nie było wiele, bo już za chwilę zabrzmiał hymn i usłyszeliśmy strzał startera. Ruszyliśmy mocno...bardzo mocno....może nawet zbyt mocno. Pierwszy kilometr zamknęliśmy w 3:45 - biegło mi się jednak komfortowo i czułem, że dzisiaj jestem w dobrej dyspozycji.

Postanowiłem, że jednak powalczę dzisiaj o lepszy wynik, niż 42 minuty. Nie było już jak uzgodnić tego z Kicławem, który biegł z tyłu...Obróciłem się po tym pierwszym kilometrze i zobaczyłem, że biegnie całkiem spokojnie. Pomyślałem, że może uda nam się pociągnąć go ze sobą - biegliśmy dalej i drugi kilometr wypadł również poniżej 4min/km. Odwracam się...Kicław jest wciąż z tyłu. Myślę sobie, super - fajnie, że trzyma tempo! Biegliśmy wciąż w tempie w granicach 4min/km i gdy po 3km znów szukałem Kicława za plecami okazało się, że jednak zmniejszył swoje tempo biegu.

Wbiegamy na wiadukt, punkt kontrolny na 2,5km
Nie pozostało nam nic innego, jak biec dalej - 3 km w 11:30, 5km w 19:35 (mój nowy rekord życiowy na 5km! O sekundę szybciej, niż rok temu na Biegu Niepodległości) 7,5km w 29:46. Cały czas biegłem równo, skoncentrowany maksymalne na trzymaniu tempa, na pracy nóg, rąk. W okolicach 7km usłyszałem niezwykle motywujący okrzyk biegnącego jeszcze w kierunku nawrotki Maćka z Rembertów Team, który krzyknął "Gazu Marcin! Biegnie przed Tobą dziewczyna!". Miał rację, faktycznie biegła przede mną jakaś zawodniczka. Szybkie tempo biegu przekłada się (niestety!) na to, że widać coraz mniej kobiet, właśnie to zauważył Maciek. Goniłem zatem zawodniczkę, ale była dzisiaj sporo szybsza ode mnie - była to Magda Mielnik z Olsztyna, która zajęła 11 miejsce wśród kobiet. Gratuluję!

Na wiadukcie, tyle że z drugiej strony. Jasiek jak mój cień, ciągle ze mną :)
 Wystartowałem razem z Jaśkiem, ale czy biegliśmy razem? Tylko chwilami - przez większą część dystansu to ja byłem z przodu, a Jasiek za mną, gdzieś tam przyczajony do ataku. Między 4 a 7 km nawet nie odwracałem się, żeby sprawdzić, czy jest za mną. Wolałem skupić się na trzymaniu tempa, a instynktownie i tak czułem, że Jasiek jest z tyłu. Jakoś po 7km zobaczyłem go z boku, powiedział, że na 6km miał kryzys, ale jest już OK. I widać było po nim, że jest w dobrej dyspozycji. Biegł lekko, swobodnie i z dużą pewnością. Razem wbiegliśmy na wiadukt i zbiegając z niego znów zostawiłem go za plecami.

Dalej biegłem sam, Jasiek za mną - a meta była coraz bliżej. Kontrolowałem czas, czułem, że rekord jest blisko. Na 8 km podkręciłem trochę tempo, gdy mijałem tabliczkę oznaczającą 9km również przyśpieszyłem, a  gdy do mety zostało 600 metrów....rozpocząłem finisz.

Czas na finisz....
Wszystko to widział biegnący z tyłu Jasiek, który poczekał ze swoim finiszem na ostatnie 300 metrów. Wystrzelił jak z procy i na jakieś 100-150 metrów przed metą minął mnie zachęcając do zabrania się z nim. Niestety w tym momencie nie byłem w stanie wyciągnąć z nóg nic więcej ponad tempo, w którym biegłem.

Ognia!
Linię mety przekroczyłem jednak szczęśliwy, bo wiedziałem, że ustanowiłem dzisiaj swój nowy rekord życiowy na dystansie 10km! 39:27! Czyli dokładnie 6 sekund szybciej, niż przed rokiem! Po chwili odbierałem gratulacje od drugiej dzisiaj w kategorii kobiet Olgi Ochal oraz jej męża Pawła - ambasadorów marki ASICS. Dziękuję Wam bardzo za to miłe powitanie na mecie! Później jeszcze "piątka" z Piotrkiem Falkowskim, który dzisiaj był w pracy tradycyjnie z kamerą TVP Sport i już mogłem zacząć "rozliczać się" z Jaśkiem.

Tak! To ten sam urwis, który na tegorocznym Maratonie Warszawskim wykręcił wynik o sekundę lepszy od mojej życiówki! Nawet nie wyobrażacie sobie, jak mnie ten gość wkurza! Ale tak pozytywnie :) To mój największy motywator! 


Poczekaliśmy w strefie mety na Kicława, byliśmy ciekawi, jak sobie poradził na trasie. Byliśmy szczęśliwi słysząc, że również nabiegał dzisiaj rekord życiowy! 42:17! O całe 10 sekund szybciej, niż poprzedni rekord! Brawo Kicław! Należą Ci się przeprosiny za to "prowadzenie" - sorry, na pacemakera to ja się chyba jednak nie nadaję :)

Już na mecie - to jest radość!
Później jeszcze tylko pamiątkowa fotka z Ewą i moim bratem Adamem, który zaliczył dzisiaj również dobry start (49:44) i już można było uznać tegoroczny Bieg Niepodległości za zaliczony.

Warto wspomnieć, że w dzisiejszym biegu wystartował również nasz trzeci brat - Grzegorz, który zmierzył się dzisiaj z wieloma przeciwnościami losu oraz własnymi słabościami i wygrał! Zrealizował swoje marzenie o starcie w tym biegu! Dotarł do mety w czasie 01:20:47, ale to akurat nie czas był tutaj najważniejszy. Brawo Grzegorz!

Już z medalami :) Z Adamem i Kicławem
Ewa również była zadowolona ze swojego startu
Swój dzisiejszy start oceniam bardzo pozytywnie, jestem trochę zaskoczony swoją dyspozycją - oczywiście na plus! Miałem dość siły, aby prowadzić bieg w szybkim tempie, zachowałem spokój, zachowałem koncentrację. Brawa należą się organizatorom Biegu Niepodległości - organizację imprezy oceniam na piątkę! Wszystko zagrało, jak należy! Słowa podziękowania należą się również firmie ASICS, w barwach której wystąpiłem w dzisiejszym biegu.

Jasiek twierdzi, że trochę źle rozegrałem finisz i myślę, że ma rację. Mogłem poczekać z tym do tych 300 metrów przed metą, być może wtedy spięlibyśmy się w pojedynku na ostatniej prostej. Ale nie ma co nad tym dywagować - uzyskany dzisiaj wynik cieszy i bardzo pozytywnie nastraja mnie do pracy na treningach. 

Kolejne starty już wkrótce!

Rozmowa

  1. Brawo Marcin! Super start! Pokazałeś charakter, tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ten wczorajszy wynik to faktycznie spory zastrzyk motywacji do dalszych treningów. Zwłaszcza po sezonie, w którym wiodło mi się bardzo różnie :)

      Usuń
  2. Gratulacje Dulniku :) Widzę, że wychodzisz na prostą! Tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Iza :) W bieganiu jak w życiu, raz z górki, raz pod górkę :)

      Usuń
  3. Spotkałem Cię na trasie, na samym początku, ale Ty pognałeś dalej. Wiedziałem, że nabiegasz dobry czas! Graty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki! Do zobaczenia na następnym biegu!

      Usuń
  4. Brawo Marcin - już się cieszę na samą myśl zdrowej rywalizacji z Tobą (jeszcze musisz mnie gonić 38.01) :) Ale tak na serio cieszę się z twojego wyniku, już coraz mniej do złamania 39min. Fajnie było się spotkać i przybic grabę!!!! Do zobaczenia w Toruniu 7 grudnia. Śmigamy w sobotę na dobry makaron a w niedzielę śmigamy na przyzwoity czas. Nie jest to trasa na bicie rekordów ale można sie pokusić o dobry wynik na zamnięcie roku kalendarzowego. Ja już po tym biegu odpoczywam chwile a potem przygotowuję się do 15km na Biegu Chomiczówki - łamiemy godzinę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za spotkanie na biegu! Fakt, trochę mi brakuje do 38 minut, a trening maratoński nie będzie pomagał w szybszym bieganiu dystansu 10km. Powalczę jednak o jak najlepszy wynik w przyszłym roku. Toruń - tak, to już potwierdzone. Chomiczówka, jak najbardziej, tylko nie wiem, co z tym łamaniem godziny :) Powodzenia!

      Usuń
  5. Złamać czterdziestkę, to jest coś!

    Mam nadzieję, że uda się w sprzyjających warunkach wczesną wiosną, bądź późną jesienią, być może właśnie na Biegu Niepodległości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, to powód do dużej satysfakcji, ale i nagroda za ciężką pracę na treningach. To taki wynik, który motywuje do kolejnych ćwiczeń. Jak daleko jesteś od granicy 40 minut? Powodzenia, wszystkiego dobrego!

      Usuń

Idealne miejsce na Twój komentarz!