Od metra radości i zabawy!

Planowałem połączyć w jednym wpisie na blogu moje dwa sobotnie starty, czyli pierwszą edycję cyklu Zimowych Biegów Górskich w Falenicy oraz 5. Bieg od Metra, ale...to tak wyjątkowe wydarzenia biegowe, że zdecydowałem się poświęcić im osobne teksty. 

Na piątą edycję Biegu od Metra czekałem długo, na miesiąc przed imprezą zapowiadałem tutaj, na blogu ten bieg, jako kultowy.

Myślę, że pisząc w ten sposób o "BoM" nie przesadziłem ani trochę. W natłoku różnych większych i mniejszych, mniej lub bardziej komercyjnych biegów coraz trudniej znaleźć kameralne imprezy, które mają charakter bardzo społecznościowy. To  bardziej spotkanie towarzyskie, gdzie bieganie jest pretekstem, niż sam bieg. Wiele znajomych twarzy wokół, wszyscy uśmiechnięci, radośni, naładowani endorfinami. Czy zakończenie biegowego roku może wyglądać lepiej?

Na parę dni przed Biegiem od Metra otrzymałem na Facebooku zaproszenie na Cytrynowy Biforek. Gospodarzem spotkania był Robert, którego poznałem przy okazji startu w maratonie w Paryżu. Mega pozytywnie zakręcony gość, który bardzo mocno żyje bieganiem. Przy okazji pogadaliśmy o maratonie w Budapeszcie, gdzie Robert planuje pobiec w październiku. Gorąco mu taką lokalizację polecam! 30 jubileuszowa edycja na pewno będzie wspaniała, a temperatura może będzie nieco niższa, niż 30 stopni :)

Oprócz mnie zaproszenie do udziału w Cytrynowym Biforku przyjęło kilkanaście osób. Skąd "cytrynowy" w nazwie?  Ano stąd, że w głównej roli na spotkaniu wystąpiła Cytrynówka – napój tegorocznego patrona biegu :) Raczyliśmy się nią i wprowadzaliśmy się w pozytywny nastrój. 
Autorem tej artystycznej instalacji jest Robert, moje czarne GT 2000 pierwsze z lewej :)
Oczywiście pilnowaliśmy bardzo, żeby dawki, które przyjmujemy nie zagroziły naszemu udziałowi w samym biegu :) Na imprezie była m.in. moja krajanka z Kielc, Monika prowadząca w Biegu od Metra grupę na 6:30/km oraz dotarł Adam Running Machine, który zdecydował się pobiec w sobotę "na krótko". Jeśli ktoś zna biegowe wyczyny Adama ten wie, że to nic dziwnego. Dla niego po prostu cały czas jest za gorąco na bieganie w kilku warstwach :)

Przed 5. Biegiem Metra! Cytynowy Biforek Team :)
Tuż przed 21:30 ruszyliśmy na stację metra Młociny, daleko nie mieliśmy, może 500 metrów. Już z daleka widać było tłumek biegaczy, którzy zgromadzili się przed jednym z wejść do metra. Po drodze zostawiliśmy swoje rzeczy w mobilnym depozycie (dzięki chłopaki za asystę!) i szybko dotarliśmy na miejsce zbiórki. Rozpoczęła się odprawa przed biegiem, którą prowadził Michał, jeden z pomysłodawców i organizatorów imprezy. Przekazał organizacyjne uwagi, m.in. wspominając o strefach odżywiania i nawadniania :) 

Uczestnicy 5. Biegu od Metra!
Na starcie tegorocznego Biegu od Metra zjawiło się około 100 osób. Na trasie mogło być nas jednak więcej - dołączali się do nas biegacze, którzy nie zdążyli na zbiórkę. Dla komfortu biegaczy tradycyjnie startowaliśmy w grupach czasowych biegnących w określonym tempie. Jako pierwsi, o 21:30  na trasę szlakiem pierwszej linii warszawskiego metra ruszyli biegacze w tempie 6:30 min/km, kwadrans później przyszła kolej na moją grupę. 

Przed biegiem zaplanowałem, że przebiegnę te 24 km w tempie 6:00 min/km, podobny plan miał Kicław (ostatnio biegamy razem prawie wszędzie), Ewa i mój brat Adam, który w ostatniej chwili zdecydował się na start. Na starcie spotkaliśmy również koleżanki z Rembertów Team. Magda i Ania zdecydowały się pobiec w pierwszej grupie, a szybka Emi ruszyła z grupą na 5:30 min/km.  Najszybsza grupa, biegnąca w tempie 5:15 min/km zaczęła bieg o 22:15.

Czas w oczekiwaniu na start umilaliśmy sobie robiąc pamiątkowe zdjęcia.

Pełna gotowość startowa :) Na zdjęciu brakuje Ewy, która dotarła na start w ostatniej chwili. Ale zdążyła!
Z Emi, najszybszą wśród kobiet w Rembertów Team
Okazuje się, że nasza grupa biegnąca w tempie 6 min/km była jedną z najliczniejszych w BoM. Ruszamy spokojnie i biegniemy w kierunku stacji Wawrzyszew. Czas oczywiście umilamy sobie rozmowami, nie tylko o bieganiu. Przed nami 20 stacji metra, które przecina Warszawę.

Trasa Biegu od Metra :)
Tradycyjnie trasa prowadzi chodnikami, po których biegniemy ostrożnie, omijając dziesiątki palików. Ostrożność była potrzebna również przy pokonywaniu krawężników i przejść dla pieszych. Dla niektórych biegaczy, czerwone światło na skrzyżowaniach było okazją do złapania tchu, zwłaszcza w miarę upływu dystansu. Pierwszy punkt odżywczy mieliśmy na Placu Wilsona, drugi - z ciepłą herbatą i czekoladą tuż za stacją Świętokrzyska. 

Jak wyglądał bieg można zobaczyć oglądając film wykonany przez CHRISACTIVE:

W centrum miasta nasza liczna grupa biegaczy wzbudzała niemałe zainteresowanie. Spotkaliśmy się ze zdecydowanie pozytywnym przyjęciem :) Biegliśmy spokojnie, rozmowy toczyły się wartko, próbowałem zachęcić Kicława do opowiadania dowcipów, ale...w końcu tworzyliśmy je wspólnie. Nie udało nam się jednak wymyśleć nic śmiesznego, liczyłem jeszcze, że po postoju na stacji Wilanowska nasza kreatywność wzrośnie. 

W końcu Wilanowska to tradycyjne miejsce strefy nawadniania, gdzie można liczyć na wzmacniające izotoniki :) W tym roku otrzymaliśmy naprawdę mocną rzecz - wyprodukowaną z tych oto cytryn:

Bogate źródło witaminy C! (fot. 5 Bieg od Metra)
Wzmocnieni podwójną dawką izotoniku ruszyliśmy w dalszą drogę. Zabraliśmy się z grupą na 6:30min/km, kilka kilometrów biegliśmy wolniej, aby zwiększyć tempo na ostatnich 2 km. Finiszowaliśmy razem z Kicławem i Ewą, po drodze odpadł Adam, który zgłosił kontuzję łydki i wrócił do domu wcześniej. Ale to nic! Za rok uda mu się przebiec cały dystans!

Na mecie powitał nas Michał i wręczył niespodziankę - medale! Po chwili już trzymaliśmy w ręku po kubku wzmocnionego grzańca, którego przegryzaliśmy ciasteczkami. Dzieliliśmy się wrażeniami z biegu, wszyscy szczęśliwi, radośni. Zauważyliśmy, że przyjechała policja, którą podobnie jak nas powitał Michał, nie wręczył im jednak medali (w końcu nie biegli), za to dostali podobno po cukierku :) Stróżowie prawa na szczęście nie zakończyli naszej imprezy. Zresztą dużo czasu na mecie nie spędziliśmy, było już po godzinie 1. 

Jeszcze krótka sesja zdjęciowa i już mogliśmy wracać do domu :)

Z Kicławem i Ewą - nasz skład na 5. Bieg od Metra!
Super zakończenie biegowego roku!
Z Martyną i Kicławem. Nasza trójka z JacekBiega Running Team!
Podsumowując - było super, ekstra - wybornie, żeby nie powiedzieć wyborowo! (cyt. Ewa).  Ten bieg to naprawdę biegowe wydarzenie, które spokojnie można nazwać kultowym. Zajrzyjcie tylko na stronę wydarzenia na Facebooku i poczytajcie te opinie! Zatem jeśli ktoś z Was jeszcze nie biegł warszawskim metrem to...rozumiem, że widzimy się za rok na starcie szóstej edycji? 

Oczywiście gromkie brawa należą się Michałowi, Kubie i wszystkim, dzięki którym ten bieg może się odbywać. Dzięki!

Tradycyjnie pytam - a czy ktoś z Was biegł w Biegu od Metra w tym lub w poprzednich latach? 

Podzielcie się swoimi wrażeniami!


Rozmowa

  1. Byłam w tym roku! Świetna impreza! Super relacja, gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super relacja! Gratuluję biegu i zazdroszczę! Szkoda, że nie mieszkam w Warszawie :( Powodzenia! Gosia

    OdpowiedzUsuń
  3. Było suuuper! Takie biegi to ja lubię! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja też :) to znaczy lubuję się również w wielkich imprezach biegowych, również zagranicznych, ale takie kameralne biegi z ideą mają swój urok!

      Usuń
  4. Byłem, biegłem, było super!

    OdpowiedzUsuń

Idealne miejsce na Twój komentarz!