I SieBiega Półmaraton Kielecki, czyli kolejne biegowe marzenie spełnione!

Czekałem na ten bieg od dawna. Od bardzo dawna,  czyli od 4 października 2009 i mojego pierwszego startu w zorganizowanym biegu ulicznym w ramach Biegnij Warszawo. Wracając do domu od razu pomyślałem, jak fenomenalnie byłoby móc pobiec tak samo ulicami Kielc, mojego rodzinnego miasta. Przez ostatnie lata uważnie obserwowałem rozwój środowiska biegowego w tym mieście i cieszyłem się z każdej inicjatywy m.in. Kieleckiej Dychy rozgrywanej jako bieg trailowy oraz „Piątki dla Bartka”. 

Wciąż brakowało mi jednak imprezy biegowej z prawdziwego zdarzenia, poprowadzonej ulicami Kielc, na atestowanej trasie. Gdy dowiedziałem się o powstaniu stowarzyszenia biegaczy „SieBiega” wiedziałem, że taka impreza jest coraz bardziej możliwa. I wreszcie stało się! Na początku roku pojawiły się wreszcie pierwsze informacje i ruszyły zapisy do pierwszego w historii miasta Półmaratonu! Zapisałem się praktycznie od razu  i z niecierpliwością odliczałem dni do startu w Kielcach. 

Trasa przez centrum miasta, meta na stadionie Korony Kielce…takie wieści na temat imprezy, które dochodziły z obozu organizatorów wzmagały moją niecierpliwość. W końcu się doczekałem! 

Po pracowitej sobocie spędzonej na Torze Służewiec w Warszawie, gdzie PR-owo obsługiwałem Runmageddon Classic ruszyłem do Kielc, aby wziąć udział w tym długo wyczekiwanym przeze mnie półmaratonie. Towarzyszył mi mój brat Grzegorz z O co mi biega?, który tym razem nie zdecydował się na start, ale również chciał na własne oczy zobaczyć, jak będzie wyglądała ta impreza. Poza tym to mój największy kibic, nie mógł przegapić przecież mojego startu w Kielcach :)

Z Grzegorzem (fot. Grzegorz Dorobek)
Zastanawiałem się, jaka będzie pogoda w niedzielę, trochę obawiałem się, że będzie tak samo gorąco, jak wczoraj, podczas Runmageddonu. Gdy obudziłem się rano, pomyślałem jednak, że Bóg musi być biegaczem, bo zesłał nam idealne warunki do biegania. Spore zachmurzenie gwarantowało, że słońce nie będzie nam przeszkadzać w pokonywaniu kilometrów, a temperatura w okolicach 14 stopni również bardzo mi odpowiadała. 

Poranek przed startem spędziłem jeszcze zajmując się sprawami zawodowymi.  O biegu pomyślałem dopiero na pół godziny przed wyjściem z domu, na umówione spotkanie z Magdą i jej mężem, z którymi wybieraliśmy się na start. Wizyta w biurze zawodów trwała dosłownie chwilę, odebrałem pakiet złożony z numeru startowego, koszulki technicznej, bandany, ciasteczek „Regionalnych”, kuponów na bezpłatne treningi w Jatomi Fitness, opaski na ręce z międzyczasami (trochę szkoda, że tylko na czasy 01:50 – 02:10), butelki Powerade oraz kuponu na posiłek w strefie mety. Koszulka bardzo fajna, z ciekawym wzorem, w którym wyróżniały się mocno obiekty charakterystyczne dla Kielc m.in. Dworzec PKS, czyli kosmiczny spodek.
Do sieci wyciekły kolejne taśmy prawdy. Tym razem ujawniają one, co oraz ile, otrzymał od organizatorów przed startem w I sieBiega Półmaratonie Kieleckim znany biegowy bloger Dulnik Biega. Te wstrząsające fakty, to dopiero wierzchołek góry lodowej. W najbliższym czasie ujawnimy kolejne kompromitujące fakty, z życia biegowej blogosfery :)
Posted by O co mi biega? on 11 maja 2015

W strefie startu spotkałem mnóstwo znajomych, aż trudno tutaj wymienić wszystkich. Każdy uśmiechnięty, każdy szczęśliwy, że za chwilę wystartujemy na ulice Kielc. Wśród biegaczy, którzy zdecydowali się przyjechać na półmaraton z Warszawy była m.in. Ania, moja koleżanka z Rembertów Team.

Z Magdą i Anią (fot. Grzegorz Dulnik)
Podczas rozgrzewki spotkałem m.in. Olę, obieżyświatkę z PoraNaMajora, której również nie mogło zabraknąć w Kielcach, podobnie jak dla mnie, dla niej to rodzinne miasto. Tuż przed godziną 10:00, na którą zaplanowano start zostało jeszcze wykonane zdjęcie prawdopodobnie najliczniejszej w Polsce „Drużyny Bartka” – biegaczy, którzy wspierają akcję www.naszmaraton.pl. Jeszcze tylko okrzyk „Biegniemy dla Bartka” i już można było odliczać sekundy do startu!

Pierwsze kilometry były bardzo szybkie. Trudno było zastosować zasadę „zacznij wolniej”, gdy trasa prowadziła dość często w dół, gdzie naturalnie biegliśmy szybciej.

Początek biegu, trasa na wysokości Wojewódzkiego Domu Kultury
I tak bieg otwieram z międzyczasem 03:59 min/km, ale kolejny kilometr to już tempo 03:54min/km a trzeci 03:47 min/km. Mam świadomość, że takie szybkie tempo biegu jest nie do utrzymania na tej trasie i spodziewam się podbiegów. I o to są, już w okolicach 4 kilometra pojawia się pierwszy podbieg pod wiadukt przy ul. Żytniej i przekłada się to na spadek tempa do 04:02min/km na czwartym kilometrze i 04:08min/km na piątym. 

fot. Jarosław Kubalski, Agencja Gazeta
Mimo szybkiego początku czuję, że dobrze wszedłem w ten bieg, nic nie dokucza, „noga podaje” i delektuję się trasą, która na tym odcinku prowadzi przez kielecki deptak, czyli Sienkiewkę, którą biegniemy aż do ulicy Staszica, gdzie skręcamy w kierunku Parku Miejskiego. Tam czeka na nas już woda oraz spiker Emil, który wita wszystkich po kolei i zachęca do jeszcze lepszego biegu. Przebiegam przez fragment parku i widzę, że trasa prowadzi do góry, obok „Plotkarki” w kierunku Wzgórza Katedralnego. Jest ostro w górę, staram się utrzymać tempo i wspinam się dość szybko, aż osiągam Plac Najświętszej Maryi Panny, z którego skręcamy w lewo, w kierunku ulicy Sienkiewicza.

Teraz już górki, największy podbieg na trasie już za mną! (fot. Grzegorz Dulnik)
Na deptaku czeka mnie premia, czyli bardzo fajny odcinek trasy prowadzącej w dół w kierunku ulicy Dużej, którą za chwilę docieram na kielecki Rynek. Na tym odcinku trasy mamy pierwszą mijankę, widzę biegaczy, którzy biegną w przeciwnym kierunku, słyszę słowa wsparcia – „Dajesz Dulnik, ciśnij!” To niesamowicie dopinguje, odwdzięczam się pozdrowieniem i pędzę dalej.

Po pokonaniu Rynku trasa cały czas wiodła w dół, przez ulicę Leśną, ponownie na „Sienkiewkę”, do ulicy Paderewskiego. Fantastycznie biegło się w centrum miasta, często zdarza się, że biegi omijają centra miast i eksplorujemy jakieś odległe dzielnice. W Kielcach jest inaczej, tutaj wbiegasz do serca miasta! I to jest naprawdę coś, co wyróżnia na starcie Półmaraton Kielecki wśród innych imprez biegowych. Mam jednak oczywiście świadomość, że ta sielanka nie będzie trwała wiecznie. W końcu gdzieś trzeba nabiegać te 21,097km!

fot. Run4Fan/Sportfoto.com
W okolicach 10 kilometra zwalniam tempo, żeby przyjąć żel energetyczny, wiem że za nieco ponad kilometr będzie punkt nawadniania. Na wodę jednak trzeba zasłużyć i wdrapać się na wiadukt przy ulicy Żytniej, który już pokonywaliśmy na 4 kilometrze trasy. Gdy jestem na najwyższym punkcie wiaduktu widzę, ciężkie ołowiane chmury i już wiem, że czeka nas porządny prysznic. Wzmaga się wiatr , który jak na ironię dmucha prosto w twarz. Zapomniałem napisać, że od dłuższego czasu biegnie za mną Mirosław, który korzysta z tego, że biegnę przed nim. Zazdroszczę mu komfortu biegu, tym bardziej, że na ulicy Krakowskiej warunki mocno pogarszają się, mżawka przeradza się w naprawdę porządny deszcz. Praktycznie nic nie widzę, biegnę na oślep, ale staram się utrzymać tempo w okolicach  4:00-4:10min/km. Ta sztuka mi się udaje, ale czuję, że zostawiam na tym odcinku znacznie więcej sił, niż na poprzednich.

Mirosław biegnie za mną jak cień (fot. Piotr Styczeń)
Biegniemy z dala od centrum miasta, w kierunku dzielnicy Białogon. Tutaj czeka nas nawrotka, na której Mirosław mnie wyprzedza, wykorzystując trochę fakt, że zwalniam, aby sięgnąć po PowerBombę. Po nawrocie do mety zostaje 6 kilometrów. Oj na długo to zapamiętam, znów jest mijanka, tym razem biegnę wzdłuż praktycznie całego półmaratonu, który rozciągnął się jak wąż wzdłuż ulicy Krakowskiej. Doping zawodników mnie oszałamia, słyszę nonstop swoje imię, nazwisko, gorący doping, który niesie mnie do mety, jak nigdy przedtem. Biegałem największe maratony na świecie jak Paryż czy Berlin, z tysiącami kibiców wzdłuż trasy, którzy wspierali nas jak mogli. Ale dzisiaj niesamowicie było otrzymać doping od tak wielu znajomych. Chciałbym w tym momencie wszystkim Wam serdecznie za to podziękować!!!

W okolicach 17 kilometra coś dziwnego dzieje się z paskiem od mojego pulsometru. Czuję, że jest odpięty i przez chwile zastanawiam się, czy podjąć próbę zapięcia go w biegu, czy wyjąć go spod koszulki. Decyduję się na to drugie rozwiązanie i już do mety biegnę z paskiem w ręce.

Ostatnie kilometry trasy w obiektywie Run4fan. W ręku pasek od pulsometru
Gdy opuszczam ulicę Krakowską jest 19. kilometr i już wiem, że meta jest bardzo blisko. Aby jednak nie było zbyt łatwo, czekają mnie jeszcze dwa podbiegi. Zwłaszcza ten ostatni, na ulicy Ogrodowej daje w kość, ale utrzymuję tempo kilka sekund powyżej 4min/km. Widzę, że Mirosław i Damian, który w międzyczasie zdążył mnie wyprzedzić, powoli opadają z sił, ich postacie stają się coraz większe, a to dla mnie znak, że ja biegnę szybciej. Nie zamierzam odpuszczać walki o miejsce w klasyfikacji open. Podkręcam tempo na ostatnim kilometrze i szykuję się do finiszu. 

Gdy wpadam na ostatnią prostą, już wiem, że Mirosław jest poza moim zasięgiem, ale zasadzam się na Damiana. Finisz w moim wykonaniu był, jak napisała na Facebooku AniaBiega widowiskowy, rozpędziłem się naprawdę mocno i…wpadłem na metę łeb w łeb z moim rywalem!

Siebiega Polmaraton Półmaraton Kielecki. Niektorzy juz na mecie. Widzialam widowiskowy finisz Dulnik Biega, bardzo ladny czas:)
Posted by Ania biega on 10 maja 2015

Czas nas obu zatrzymał się na 01:25:51, a to źródło mojej wielkiej satysfakcji! Gdybym miał do dyspozycji jeszcze chociaż 10 metrów myślę, że Damian zostałby w tyle.

Finisz!!!! (fot. Grzegorz Dulnik)
Nabiegany dzisiaj czas dał mi ostatecznie 18. miejsce w klasyfikacji Open, chociaż patrząc na taki sam wynik Damiana należałoby raczej napisać, że zajęliśmy 17. miejsce ex eqo. 
Ostry finisz powetowałem sobie na mecie, krótkim odpoczynkiem w pozycji leżącej. Było wygodnie, w końcu ostatnie metry wiodły po murawie Kolporter Areny, czyli stadionu Korony Kielce. Zwróciłem tym uwagę sanitariuszy, którzy koniecznie chcieli mnie ugościć w swoim namiocie, ale absolutnie nie było takiej potrzeby. 

Odebrałem medal, podszedłem do Grzegorza, który obserwował mój finisz z trybun stadionu. Piątka, gratulacje i już mogłem spokojnie zgłosić się na masaż. Docieram na miejsce i widzę, że kolejek nie ma, co w sumie mnie nie dziwi, w końcu to jedna z korzyści szybkiego biegania. Z przekory pytam jednak, kto  z masażystów i masażystek jest wolny i zgłasza się Szymon Fugiel. Masaż jest znakomity i świetnie robi moim zmęczonym mięśniom nóg. Szymon wykonał super robotę, nie spieszył się, był dokładny i po zejściu z leżanki byłem gotowy, aby pobiec jeszcze raz!  W trakcie masażu do strefy mety dotarł Grzegorz, który zdążył wykonać kilka poniższych zdjęć:

Nie ma to jak porządny masaż po biegu! (fot. Grzegorz Dulnik)
fot. Grzegorz Dulnik
Potem przyszedł czas na odbiór rzeczy z depozytu, który przebiegł bardzo sprawnie. Po drodze spotkałem jeszcze braci z Running Brothers, z którymi uciąłem sobie miłą pogawędkę. Dotarłem do strefy gastro, gdzie otrzymałem końską dawkę witamin w postaci shake’a z bananów i jarmużu oraz pożywną grochówkę. Gdy wróciłem na trybuny stadionu Korony na metę dobiegali ostatni biegacze, spotkałem się z Anią z Rembertów Team, która do Kielc przyjechała z siostrą. Nagrodziliśmy oklaskami dwójkę ostatnich finiszerów i obejrzeliśmy ceremonię wręczenia nagród dla najlepszych biegaczy.

Podsumowując, Paweł Jańczyk i jego ekipa z "SieBiega" zrobili kawał dobrej roboty. Wiem, że napracowali się przy tym bardzo mocno, ale efekt jest naprawdę znakomity! Mam na koncie sporo imprez biegowych w Warszawie, poza stolicą i poza Polską. Uważam, że Kielce pozyskały dzisiaj imprezę, z której mogą być dumne. Imprezę, która bardzo dobrze promuje miasto, pokazuje jego najpiękniejsze zakątki zachęcając przyjezdnych do kolejnej wizyty, tym razem może w charakterze turystów? Wybór Kolporter Areny na bazę półmaratonu okazał się strzałem w dziesiątkę i pokazał, że obiekt ten musi gościć wyłącznie zawodów piłkarskich. Szczególne gratulacje za ukończenie (z dobrym czasem!) półmaratonu kieruję do Karoliny Orzechowskiej, mamy małego Bartka, która tak naprawdę nie lubi biegać. W co śmiem coraz bardziej wątpić :)

Karolina m.in. z Wojtkiem po lewej, ja po prawej :) (fot. Piotr Styczeń)
Chciałbym bardzo serdecznie podziękować wszystkim zaangażowanym w ten projekt za spełnienie jednego z moich biegowych marzeń. SieBiega Półmaraton Kielecki wpisuję na listę swoich ulubionych biegów jako „debiut roku” i już nie mogę doczekać się kolejnej edycji!

Rozmowa

  1. Pięknie, seria życiówek przerwana, ale wynik pokazuje, że moc wciąż jest! To nie był łatwy bieg, na bardzej płaskiej trasie mógłbyś powalczyć o urwanie kilku sekund. Kierunek jest dobry, tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ola, fakt, trasa i warunki postawiły trudne warunki :) Ale co to za frajda biegać ciągle po płaskim. Raz na jakiś czas dobrze jest się zmierzyć z trasą o takim wymagającym profilu. Dlatego właśnie Kielce mają szansę na biegowej mapie Polski :)

      Usuń
  2. Dzięki za dobre słowa i cieszę się, że było ok. Żebyś wiedział, że Twój udział w tej imprezie też jest. Sam zacząłem szurać dzięki Tobie, poznałem super ludzi i z tego powstało sieBIEGA:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, jak miło mi to słyszeć! Sukces ma wielu ojców, z radością zatem dołączam do tego grona :) Tak trzymajcie, z energią i pomysłami, które macie jesteście w stanie zrobić wszystko. Myślę, że po wczorajszej imprezie klimat do robienia biegowego zamieszania będzie jeszcze lepszy!

      Usuń
  3. Pięknie napisane i mam podobne odczucia jak Ty. Wiedziałam, że muszę tu być i pobiec w rodzinnym mieście. I jedno co jest pewne - impreza przygotowana idealnie! Cieszę się, że miało to miejsce właśnie w Kielcach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się Ola! Impreza super przeprowadzona, nie do wiary, że to pierwsza edycja! Ty też pobiegłaś jak wściekła! :)

      Usuń
  4. Gratulacje Marcin, dobrze zaprezentowałeś się w Kielcach, widać że jesteś w gazie! Trzymam kciuki, Monika Karolik

    OdpowiedzUsuń
  5. Biegłem za Tobą pierwsze 2-3km :) Równo, fajnie biegles, szkoda ze po drodze odpadlem. Jeszcze sporo treningu przede mną, zeby biegac polmaratony z Toba :) Powodzenia! Marcos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę, żebyś biegał przede mną! Powodzenia!

      Usuń
  6. bieg do MaCa ;) dobra ostatnia fotka

    OdpowiedzUsuń

Idealne miejsce na Twój komentarz!