40 minut i 10 sekund w piekle, czyli Bieg Marszałka po raz piąty!

Mocny początek biegu! (fot. Tomasz Kłosek)
Bieg Marszałka to stała pozycja w moim kalendarzu biegowym. W Sulejówku startuję nieprzerwanie od 2010 roku zawsze mierząc się nie tylko z dystansem 10km, ale również potężnym upałem! Już takie szczęście mają organizatorzy tego biegu, że co najmniej w ciągu ostatnich pięciu lat temperatura w dniu startu oscyluje w granicach 30 stopni. Nie inaczej było dzisiaj, podczas VIII już edycji Biegu Marszałka!

W Biegu Marszałka jeszcze nie udało mi się pobiec szybciej, niż 40 minut i po dzisiejszym starcie już wiem, że plan złamania tej granicy, na wydawałoby się łatwej trasie, muszę odłożyć na przyszły rok.

Do Sulejówka pojechałem po ponad miesięcznej przerwie od startów. Mój poprzedni występ miał miejsce 10 maja w Kielcach na I SieBiega Półmaratonie Kieleckim. Co ciekawe, pauza nie była spowodowana kontuzją, po prostu nie znalazłem imprez, w których chciałbym wystartować. W maju planowałem jeszcze start w biegu Runbertów na dystansie 5km, ale organizatorzy tej imprezy zdecydowali, że odbędzie się prawdopodobnie na jesieni. I tak sobie przez ten ostatni miesiąc trenowałem starając się sumiennie realizować plan. Nie miałem jakiegoś dużego ciśnienia na starty, ale gdy zbliżał się 13 czerwca i Bieg Marszałka poczułem znów głód ścigania się! Oczywiście prognozy pogody zapowiadające upał mocno studziły (paradoksalnie!) plany dotyczące szybkiego biegania. Jeszcze łudziłem się, że aura rzutem na taśmę zmieni się i będzie kilka stopni mniej, ale rano okazało się, że moje nadzieje były płonne. Od samego rana słońce świeciło bardzo mocno i jadąc do Sulejówka przed 9 już wiedziałem, że to będzie ciężki bieg. 

W Sulejówku spotkałem wielu biegowych znajomych m.in. ekipę Rembertów Team - Piotrka, Włodka, Pawła, Natalię oraz Tomka.

Z ekipą Rembertów Team! (fot. Tomasz Kłosek)
Na start w Biegu Marszałka po raz pierwszy dała się namówić Szybka Pela, moja koleżanka z JacekBiega Running Team, w tym biegu debiutował również nas wspólny kolega Mateusz. 

Z Pelą i Matim (fot. Damian Fukowski)
Chwile przed startem poświęciłem na rozgrzewkę, na którą w tak upalny dzień jakoś nie mogłem znaleźć chętnych. Ostatecznie dołączył do mnie Paweł - potruchtaliśmy trochę, porobiliśmy skipy, wymachy i w efekcie na linię startu dotarłem znakomicie rozgrzany, ale również cały mokry. Ustawiłem się w pierwszej linii, gdzie zgromadziła się już czołówka biegu z Bartkiem Olszewskim na czele. Na wystrzał startera przyszło nam poczekać kilka minut dłużej, ale w końcu go usłyszeliśmy. 

Od początku ruszyłem mocno do przodu i po 100 metrach zdziwiłem się, że...nie widzę wokół siebie innych biegaczy. Przez chwilę myślałem, że może zaliczyłem falstart, wydawało mi się, że nie biegłem jakoś nadzwyczajnie szybko. 

:) (fot. Tomasz Kłosek)
Rzut oka na zegarek jednak szybko wyprowadził mnie z błędu - ten pierwszy kilometr zamknąłem w 3:43 i był to dzisiaj moje najszybsze 1000 metrów, kolejny kilometr był 4 sekundy wolniejszy, a trzeci tysiąc metrów w 03:51. 

Bieg w Sulejówku odbywa się na 3 kilometrowej pętli, po raczej płaskiej trasie, ale w upale nawet na najłatwiejszej trasie szybciej tracimy siły. Po mocnej pierwszej pętli trochę opadłem z mocy w rezultacie następne 3 kilometry biegłem w tempie 3-4 sekundy powyżej 4 min/km. Mimo kilku kurtyn wodnych - ustawionych nie tylko przez organizatorów, ale również mieszkańców Sulejówka - upał dawał mi się coraz bardziej we znaki. 
Moment wytchnienia od upału (fot. Tomasz Kłosek)
Na oślep, byle przed siebie :) (fot. Tomasz Kłosek)
To mój piąty start w Sulejówku, więc trasę znam na pamięć, mogę biec z zamkniętymi oczami (fot. Tomasz Kłosek)
Kilometry oznaczone liczbą 7 i 8 pobiegłem najwolniej, odpowiednio w tempie 4:11 i 4:14. Na 2000 metrów przed metą przezwyciężyłem kryzys i zwiększyłem tempo do 4:05, a ostatni kilometr pokonałem w tempie 4:04.

W Sulejówku biegacze finiszują na przyszkolnym stadionie, niby nic wielkiego, ale uwielbiam, gdy te ostatnie kilkaset metrów mogę pościgać się z innymi zawodnikami na bieżni. Co prawda nawierzchnia jest ziemna, ale biega się po niej całkiem fajnie. Tradycyjnie zostawiłem sporo sił na ostatnie metry i na finiszu zdążyłem wyprzedzić kilku biegaczy, ale...nie zdążyłem dobiec do mety, zanim zegar na mecie pokazał 40 minut. Gdy wpadłem na ostatnią prostą wskazywał 39:55, ale zanim minąłem linię mety upłynęło jeszcze kilkanaście sekund. Mój czas uzyskany dzisiaj to 40:10 - poprawiłem swój najlepszy czas na trasie w Sulejówku o 20 sekund, ale granica 40 minut wciąż pozostaje nietknięta. 

Z medalem na mecie VIII Biegu Marszałka (fot. Tomasz Kłosek)
Tradycyjnie na mecie Biegu Marszałka na uczestników czeka grochówka, chleb ze smalcem i ogórkami, występy lokalnych wokalistów, darmowa kawa - słowem wszelkie uroki lokalnego biegu. Nikomu nie spieszy się do domu, jest jeszcze czas na rozmowy i dzielenie się wrażeniami ze startu. 

To była super impreza! (fot. Tomasz Kłosek)
To oczywiście również tworzy klimat tego biegu, który należy do moich ulubionych. Już dzisiaj wpisuję 9. edycję tego biegu do mojego kalendarza biegów na 2016 rok! 

Za tydzień startem w 3. Półmaratonie Radomskiego Czerwca zakończę biegową wiosnę i zafunduję sobie dwutygodniowy rozbrat z bieganiem, czyli roztrenowanie.

Rozmowa

  1. Gratulacje, jak na taki żar to pobiegłeś bardzo dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna relacja, biegłem po raz drugi w Sulejówku i potwierdzam, że atmosfera na tym biegu jest super

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałem Cię w Sulejwku, w tym stroju wyglądasz jak Kenijczyk :D /Jacek

    OdpowiedzUsuń

Idealne miejsce na Twój komentarz!