Pierwsza część sezonu zakończona z przytupem! Z Radomia wracam z rekordem w półmaratonie

Biegnę ulicami Radomia (fot. www.radom24.pl)
Mój dzisiejszy start w Półmaratonie Radomskiego Czerwca ’76 był ostatnim w pierwszej części sezonu. Dodam, że bardzo udanej części, podczas której poprawiłem rekordy życiowe na wszystkich dystansach – od 5 km do maratonu. Jadąc do Radomia chciałem mocnym akcentem zakończyć ten okres, aby w dobrym nastroju rozpocząć 2 tygodniowe roztrenowanie.

Do startu w Półmaratonie Radomskiego Czerwca przygotowywałem się solidnie, ale nie planowałem ataku na mój rekord życiowy na dystansie 21,097km. Okazało się jednak, że ten szalony bieg skończył się po mojej myśli!

Ponieważ spędzałem weekend w Kielcach na bieg wybrałem się wesołym FlorkoBusem w towarzystwie znajomych biegaczy z Kielc i okolic. Droga upłynęła nam bardzo miło na rozmowach, oczywiście o bieganiu. Nawet nie zorientowaliśmy się, kiedy dotarliśmy na miejsce.  Kielecka ekipa w Radomiu była naprawdę bardzo liczna, magnesem przyciągającym zawodników z tego miasta do startu w  radomskiej połówce jest na pewno bliskie położenie, a także super recenzje, jakie ten bieg zebrał podczas poprzednich dwóch edycji. Zdecydowana większość kielczan w Radomiu wystąpiła w białych koszulkach z napisem „Biegnę, żeby Bartek mógł biegać”. Tym samym stworzyli wspólnie z kolegami i koleżankami spoza Kielc najliczniejszą biegową drużynę tego półmaratonu. Zdjęcie grupowe, na którym również zostałem zaproszony pokazuje, jak wielu ludzi wierzy w to, że Bartek będzie biegał! 

Drużyna Bartka! (fot. Paweł Jańczyk)
Trasę półmaratonu malec pokonał już dzisiaj, tyle, że w wózku, z którym pobiegł jego tata, Damian. Był to pierwszy start Bartka w wózku na tak długim dystansie, ale jak słyszałem po biegu dał chłopak radę!

W Półmaratonie Radomskiego Czerwca 76’ wystartowałem po raz trzeci. Oznacza to, że mam na koncie wszystkie dotychczasowe edycje tego biegu. Czemu wracam do Radomia biegać połówkę? Przede wszystkim dlatego, że to bardzo dobrze zorganizowana impreza, z dobrą bazą na stadionie MOSiR z bieżnią oraz ciekawą trasą, na której sprawnie funkcjonują stacje odżywcze. Dotychczasowe dwie edycje odbywały się na trasie, którą zapamiętałem jako szybką. Co prawda nie ustanawiałem dotychczas w Radomiu  rekordów na dystansie 21,097km, moje wyniki oscylowały w granicach 01:31-01:35, ale trasa była płaska i zwłaszcza w drugiej części dystansu prowadziła z górki.

Wyjeżdżając na tegoroczną edycję biegu aż do wizyty w Biurze Zawodów żyłem myślą, że również w tym roku pobiegniemy taką szybką trasą. Jakież było jednak moje zdziwienie, gdy zobaczyłem w końcu mapę, na której już na pierwszy rzut oka widać było, że dzisiaj pobiegniemy na zupełnie nowej trasie. Trochę zbiło mnie to z tropu, ale nie wpadałem w histerię, raczej z zaciekawieniem czekałem na start. Wykonałem rozgrzewkę i na 5 minut przed startem ustawiłem się w strefie startowej tuż obok Jędrzeja i Bożeny z JacekBiega Running Team. Za mną ustawili się Wojtek i Przemek, którzy zapowiadali, że będą się mnie trzymać na trasie. Najpierw ruszyli biegacze z wózkami, a 3 minuty później ruszył półmaraton.
Ruszyła 3. edycja Półmaratonu Radomskiego Czerwca 76! (fot. Tomasz Gregorek)
Od początku w tym biegu mieliśmy pod górę, to znaczy oczywiście były również zbiegi, ale po biegu trudno było znaleźć kogoś, kto nie podkreślałby trudnych technicznie pierwszych 7 kilometrów tego biegu. 

Trasa 3. Półmaratonu Radomskiego Czerwca 76' - kręta i trudna technicznie
Na szczęście dopisała pogoda, było pochmurno, a temperatura raczej nie przekraczała 20 stopni. Wymarzone warunki do biegania! Założyłem przed biegiem, że pierwsze 11 km pobiegnę wolniej, w tempie około 4:05min/km, aby w drugiej części dystansu mieć siły na szybszy bieg. Na tych podbiegach i zbiegach miałem jednak problem z monitorowaniem tempa biegu i tak pierwszy kilometr zamknąłem w 03:56, na drugim trochę zwolniłem i pobiegłem w 4:03min/km. Trzeci kilometr jednak to znów tempo poniżej 4 minut (03:58), a czwarty znów powyżej tej granicy (04:08min/km). Jak widać te pierwsze kilometry to była taka przeplatanka, nie potrafiłem na tej trasie utrzymać równego tempa. Piąty i szósty kilometr pokonałem odpowiednio w 3:56 oraz 3:51 – taki wysiłek odbił mi się kolką (na szczęście nie dosłownie!) na siódmym kilometrze, na przebycie którego potrzebowałem 4 minut i 16 sekund. Pamiętam jednak, że właśnie na tym siódmym kilometrze zlokalizowany był solidny podbieg.

Lecę! (fot. Tomasz Gregorek)
Nie wiem, czy to zasługa tego odcinka trasy, ale od 7 kilometra zaczynam realizować taktykę, którą ustaliłem przed startem. Między 8 a 12 kilometrem utrzymuję stałe tempo 4:05-4:06min/km i zyskuję więcej spokoju o dalszy przebieg zawodów. Na 12 kilometrze mój zegarek pokazuje tempo 04:12, ale wiem dobrze, że spadek tempa wynika również z tego, że właśnie wtedy przyjmowałem PowerBombę. To kosztuje kilka sekund, zwykle trochę zwalniam, aby wszystko odbyło się bezpiecznie.  Pomysł na rozegranie tego fragmentu zawodów był następujący: PowerBomba i do przodu! Nie zważając na wzmagający się deszcz ruszyłem mocniej, w efekcie 5 kilometrów między 13. a 18. kilometrem biegnę w tempie 03:53-03:56. W szybkim bieganiu sprzyja mi trasa, jest z górki, nieliczne podbiegi pokonuję niemal z rozpędu. Czuję moc i sam nie wiem, czy to zasługa PowerBomby, czy to bardziej moja głowa pozwala mi rozwijać takie prędkości.

fot. Tomasz Gregorek
 Na 18 kilometrze czuję jednak, że słabnę, pojawia się również kilka podbiegów, które powodują, że tempo mojego biegu spada i 18 oraz 19 kilometr zamykam w czasie 04:02.  Na 20 kilometrze biegnę jeszcze wolniej i zaczynam się zastanawiać, czy mam jeszcze jakieś siły na finisz. Zdobywam się jednak na wysiłek i ostatnie 1000 metrów pokonuję na pełnym gazie (03:53min/km). Wpadam na metę, patrzę na wyświetlacz swojego Polara i widzę, czas 01:24:51, czyli o 2 sekundy wolniej, niż mój rekord życiowy ustanowiony w marcu na 10. Półmaratonie Warszawskim. Wiem jednak, że czas z chipa może jednak różnić się od tego na zegarku i ze spokojem czekam na informacje od DataSportu, który zapewniał na imprezie pomiar czasu.

Ten bieg kosztował mnie sporo siły! ( fot. www.facebook.com/polmaratonradomskiegoczerwcafoto)
Nareszcie na mecie :) (fot. www.facebook.com/polmaratonradomskiegoczerwcafoto)
Idę odpoczywać! Całe 2 tygodnie! (fot. www.facebook.com/polmaratonradomskiegoczerwcafoto)
Na mecie każdy cieszy się na swój sposób (fot. LENS Studio Łukasz Bator)
Zaglądam na stronę datasport.pl i widzę…że wciąż są 2 sekundy różnicy w stosunku do dotychczasowej życiówki, tyle że w drugą stronę! 01:24:47 to ostateczny wynik nabiegany przeze mnie dzisiaj w Radomiu. Oznacza to, że pierwszą część sezonu kończę z przytupem ustanawiając nowy rekord życiowy na dystansie półmaratonu! 

Na mecie widzę się z Jędrzejem, który znów rozwalił konstrukcję i dzisiaj na tej niełatwej trasie złamał granicę 01:20 na półmaratonie! Brawa dla Jędrzeja należą się tym bardziej, że wczoraj startował w zawodach Grand Prix Warszawy! Czas spędzony w strefie mety to oczywiście okazja do spotkań z  innymi biegaczami i dzielenie się wrażeniami ze startu na gorąco. Później jeszcze czas na posiłek, który dzisiaj stanowił makaron z sosem (niezły!) oraz drożdżówka. 

Półmaraton Radomskiego Czerwca 76’ po raz kolejny egzamin z organizacji zdał na piątkę. Może trochę tęsknię za starą, moim zdaniem, szybszą trasą, ale w zamian otrzymaliśmy trasę ciekawszą, prowadzącą przez centrum Radomia. A że była trudniejsza? No cóż…Dzięki temu mam większą satysfakcję z wyniku! Na połówce w Warszawie była łatwiejsza trasa, biegłem 2 tygodnie po starcie w Marato de Barcelona czując się zdecydowanie mocniej niż dzisiaj. Szczerze powiedziawszy to nie spodziewałem się, że w Radomiu, tuż przed okresem roztrenowania uda mi się pobiec szybciej, niż w marcu. Na ostatnich treningach czułem się już trochę podmęczony, na szczęście nie odczuwam żadnych urazów, ale mam ochotę odpocząć od biegania, aby nabrać sił i wigoru przed drugą częścią sezonu, w której kluczowym startem będzie 30.SPAR Budapest Marathon. 

Mam świadomość, że aby misja łamania 3 godzin zakończyła się powodzeniem muszę wykonać mnóstwo pracy na treningach. Dlatego cieszę się na te 2 tygodnie przerwy w bieganiu. Rozbrat z bieganiem nie oznacza wcale, że zawieszam bloga – wręcz przeciwnie, skoro nie będę biegał to chociaż będę pisał o bieganiu. 

Dziękuję bardzo trenerowi Jackowi Gardenerowi za przygotowanie mnie do dzisiejszego startu, jak i pierwszej części sezonu,  ekipie ASICS Frontrunners Polska za opiekę i sprzęt, w którym trenuję i startuję i przede wszystkim mojej żonie, która wspiera mnie w realizacji mojej pasji.

Osobne uściski dla ekipy z FlorkoBusa i biegaczy z Kielc – bardzo miło było mi dzisiaj z Wami podróżować, gratuluję Wam sukcesów. Mam nadzieję, że szybko spotkamy się na biegowych ścieżkach!

Rozmowa

  1. Gratulacje Marcin! Ta wiosna to jak z marzeń :) Tak trzymaj! /Łukasz

    OdpowiedzUsuń
  2. Piekna wiosna !!! Gratulacje !!!
    Teraz odpoczywaj a pozniej orka na jesienne starty !!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałem Cię na trasie w Radomiu, nieźle zasuwałeś!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nooo niezły z Ciebie przecinak! zazdroszczę i gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale masz serię! Oby trwała jak najdłużej! Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś w formie, życzę, żeby taka dyspozycja trwała jak najdłużej, najlepiej do końca roku :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Brawo! Mi do twojej Życiówki trochę brakuje (2:13:59 wyszurałem teraz w pierwszym w moim życiu półmaratonie w Radomiu). A co do organizacji w pełni się z tobą zgadzam świetny pakiet w niskiej cenie. Mnóstwo kibiców. I coś co mi pozwoliło startować, czyli start od 16 lat. Pozdrawiam i życzę powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo, pięknie wyszurana życiówka - gratuluję! Powodzenia! Jesteś młody, na pewno będziesz przyspieszał :)

      Usuń
  8. W Radomiu biegłem kilka km za Tobą, fajne, równe tempo trzymałeś, ale jak przyspieszyłeś na tym 12 km zostałem z tyłu. Jeszcze nie ten moment, żeby się z tobą zabrać :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wspólny bieg :) Sporo kosztowało mnie to przyśpieszenie bo na początku jednak trochę za mocno pocisnąłem. Ale w sumie wszystko skończyło się sukcesem. Następnym razem zabierzesz się ze mną :)

      Usuń

Idealne miejsce na Twój komentarz!