10k Parking Relay 2016, czyli 7 minut i 14 sekund w zamrażarce

Przed startem 10k Parking Relay (fot. Magda Warzybok)
Termometr w środę rano pokazywał, że temperatura na zewnątrz oscyluje w granicach -5 stopni Celsjusza. Pomyślałem, że zwiastuje to nienajgorsze warunki do biegania w sztafecie JacekBiega Running Team w ramach zawodów 10K Parking Relay, które tradycyjnie odbywały się na podziemnym parkingu centrum handlowego Arkadia w Warszawie. Cieszyłem się, że zawody nie odbyły się dzień wcześniej, gdy mróz był znacznie ostrzejszy, a słupek rtęci powędrował w dół nawet do -15 stopni Celsjusza.

Gdy dotarłem na parking Arkadii już wiedziałem, że we wtorek po prostu nie byłbym w stanie biegać w tak niskiej temperaturze. Te -5 stopni na podziemnym parkingu dawało odczucie dużo niższej temperatury. Jak na moją skórę grubo poniżej 20 stopni Celsjusza. Po prostu cały dygotałem, podobnie jak moje koleżanki i koledzy z JacekBiega Running Team, którzy licznie stawili się na środowych zawodach. Udało nam się zmontować 5 zespołów sztafetowych. Pierwszy z nich JacekBiega Running Team K2 ruszył na trasę 10k Parking Relay kilka minut po godzinie 11. Każdy z uczestników miał do pokonania dwie pętle o długości 1 kilometra i następnie przekazywał pałeczkę kolejnemu zawodnikowi lub zawodniczce. Startowały ekipy męskie, żeńskie i mieszane.

Znalazłem się w pierwszej drużynie złożonej z najszybszych biegaczy w naszym klubie. Było to dla mnie duże wyróżnienie i zarazem wyzwanie. Stresowałem się tym startem, obawiałem się czy dam radę pobiec szybko, zwłaszcza że moje ostatnie bieganie to start w Biegu Niepodległości 11 listopada 2015. Miałem za sobą okres roztrenowania, świątecznego objadania się, a treningi jakie wykonywałem przed zawodami 10k Parking Relay były raczej długimi wybieganiami obliczonymi na budowę wytrzymałości, niż pracę nad szybkością.
Zaraz ruszamy! (fot. Magda Warzybok)
Startowałem na pierwszej zmianie, więc od razu miałem przegląd, z kim będę rywalizował. Obok mnie ustawił się super szybki Radek Serwiński, który tego dnia pobiegł zarówno w naszych barwach, jak i w ekipie Trinergy. Jednym z faworytów był na pewno Jakub Pudełko z zespołu ENTRE.pl, którego dobrze pamiętam z wrześniowych sztafet w ramach 36. PZU Maratonu Warszawskiego. Na rozgrzewce nie było jeszcze tak strasznie zimno, nawet udało mi się złapać trochę ciepła i miałem nadzieję, że podczas zawodów również mróz nie będzie aż tak dokuczliwy. O jakże się myliłem!

Od pierwszych metrów zmagałem się z przeszywającym zimnem, powietrze było bardzo ostre, przeszywało moje gardło  raz po raz. Od samego początku ruszyłem mocno, ale czołówka biegu szybko zniknęła mi z oku. Ale to nic dziwnego, w końcu ja pokonałem pierwszy kilometr w tempie 3:30min/km a liderzy zamknęli pierwsze 1000 metrów w mniej niż 3 minuty! Na trasie nie poddawałem się, chociaż pierwszy kilometr kosztował mnie naprawdę sporo sił. Na półmetku po prawej stronie mijałem koleżanki i kolegów z JacekBiega Running Team, którzy mocno zagrzewali mnie do zwiększenia tempa! Próbowałem przyspieszyć na drugim kilometrze, ale...coraz bardziej doskwierał mi mróz. Mimo, że byłem w ruchu to jednak prawie wcale się nie rozgrzewałem. Szczególnie marzły mi ręce, oj jak to bolało! Ponieważ ścigaliśmy się na parkingu nie było mowy o używaniu GPS do pomiaru tętna lub tempa, mój TomTom pokazywał tylko czas. Ten upływał bardzo szybko!

W końcu wybiegłem na ostatnią prostą i już widziałem strefę zmian, w której oczekiwał na mnie Piotrek Szycha Mądrach. Łzy ze zmęczenia zalały mi oczy i przez chwilę obawiałem się, że go przegapię. Na szczęście w ostatniej chwili zobaczyłem Piotrka, przekazałem mu pałeczkę i już spokojnie mogłem zacząć umierać - ze zmęczenia i z wychłodzenia. Od razu pobiegłem do Arkadii, aby przy kaloryferze przywrócić czynności życiowe w moich dłoniach. Oczywiście miałem na sobie rękawiczki, ale uwierzcie mi, w takich warunkach na niewiele się to zdało. Od organizatorów w ramach posiłku regeneracyjnego otrzymałem jeszcze kubek kawy i ciastko. Szybko doszedłem do siebie i już mogłem wrócić do mojego teamu, który wspierał mocno tych, którzy wciąż walczyli na trasie. Piotrek szybko nadrobił stratę z mojego okrążenia, a później na trasę ruszył mój trener Jacek Gardener, Bartłomiej Matysiak oraz Jędrzej Josypenko. W sumie razem pokonaliśmy 10 kilometrów w 34:13, czyli o minutę i 13 sekund wolniej, niż nasza prognoza przed startem.

Wyniki naszych sztafet przygotowane przez Piotrka Mądracha
 Świetnie pobiegły nasze inne sztafety, a zwłaszcza kobieca sztafeta JacekBiega Running Team, która zajęła 2. miejsce! Gratulacje dziewczyny!
Nasze koleżanki na podium!
Po środowym starcie mam mieszane odczucia, z jednej strony było całkiem fajnie, bardzo emocjonująco i była to super okazja, aby pobiegać razem z koleżankami i kolegami z klubu. Z drugiej jednak, myślę, że styczeń to trochę niefortunny termin na takie zawody. Nie jestem gotowy na szybkie bieganie, wciąż czuję się ociężały po roztrenowaniu, po świętach i zdecydowanie bardziej cieszyłbym się z takich sztafet w innym terminie.

W sumie jestem zadowolony ze swojego startu bo może wynik nie urywa tyłka, to jednak biorąc pod uwagę termin rozgrywania biegu oraz warunki rodem z zamrażarki wstydu mi nie przynosi.

Rozmowa

  1. Byłam, kibicowałam, mało nie zamarzłam :) Widziałam Cię na trasie. Dobrze biegłeś!

    OdpowiedzUsuń

Idealne miejsce na Twój komentarz!