Ach co to był za sezon!

2015 już za nami, czas zatem na podsumowanie sezonu biegowego. Jak oceniam minione 12 miesięcy mojego biegania? Czy mogło być lepiej? Czy mogło być gorzej? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w poniższym tekście.

Po raczej nieudanym sezonie 2014 przygotowania do obecnego rozpoczynałem bez większych oczekiwań. Przede wszystkim chciałem uniknąć zaniedbań treningowych w zakresie ćwiczeń wzmacniających i stabilizujących, dlatego od grudnia ostro zabrałem się za treningi na sali z grupą JacekBiega Running Team. Zajęcia prowadzone przez Jacka Gardenera były bardzo wymagające i wylałem na nich całą masę potu, ale...z treningu na trening czułem się coraz mocniejszy. Potem przyszedł czas na ćwiczenie siły biegowej, trenowaliśmy przede wszystkim na Agrykoli. O tym, że forma rośnie przekonałem się już na początku stycznia podczas startu w Biegu Chomiczówki oraz w Pucharze Bielan, skąd wróciłem z nowymi rekordami życiowymi na dystansach 5km  i 15km. 

Na trasie Biegu Chomiczówki (fot. Dorota Świderska)
Pokonywanie kolejnych podbiegów przychodziło mi łatwiej myśląc o czekającym mnie marcowym starcie w Zurich Marato de Barcelona. Aby sprawdzić formę przed maratonem w stolicy Katalonii zaplanowałem jeden start kontrolny, na początku marca na Półmaratonie w Wiązownie. Postanowiłem pobiec mocno, ale...nie na maxa. I to był błąd, bo chociaż czas 01:26:23 był znakomity, to jednak nie odzwierciedlał do końca moich możliwości. Na trasie w Wiązownie nie dałem z siebie wszystkiego, ponieważ oszczędzałem siły na start w Barcelonie, który czekał mnie 2 tygodnie później.
Finiszuję w Półmaratonie Wiązowskim (fot. FotoMaraton.pl)
Z perspektywy czasu wiem jednak, że na tym półmaratonie mogłem pobiec szybciej. Może w okolicach 1:25? Ponieważ taktykę na maraton ustalałem wspólnie z Jackiem Gardenerem w oparciu o wynik z połówki, ta minuta czy półtorej miała ogromne znaczenie. Ostatecznie przyjęliśmy formułę, że czas z półmaratonu mnożymy razy 2 i do otrzymanego czasu dodaliśmy 15 minut zapasu. Półmaraton x2 daje 02:52:46, jeśli dodamy do tego 15 minut otrzymujemy 03:07:46. Taki czas na mecie w Barcelonie i tak byłby dla mnie ogromnym sukcesem, poprawiłbym rekord życiowy w maratonie o prawie 7 minut!

Wspólnie z Jackiem Będkowskim, moim biegowym druhem, miałem biec w średnim tempie 4:27min/km do 25 kilometra. Potem miałem zdecydować, czy zwolnić,  przyspieszyć czy utrzymać takie tempo biegu. W rzeczywistości maraton ułożył się tak, że po 25 kilometrze miałem mnóstwo sił. Przyspieszyłem mocno i na metę wpadłem z czasem 03:02:57! A gdyby taktyka na ten start była inna? Gdybym pobiegł na 3:05 do 25 kilometra? Może była szansa na złamanie 3h w maratonie? Dzisiaj gdy myślę o wiośnie 2015 żałuję przede wszystkim startu w Wiązownie. Powinienem był pobiec szybciej w tym starcie kontrolnym.


Wiosna 2015 zaczęła się zatem od czterech życiówek kolejno na dystansach 5km, 15km, 21,097 i 42,195km. Przyznam, że nie spodziewałem się takiego mocnego początku sezonu! Okazało się, że to nie koniec szybkiego biegania. 2 tygodnie po starcie w Hiszpanii pobiegłem w 10. Półmaratonie Warszawskim i...po raz drugi w 2015 roku pobiłem rekord na tym dystansie! 01:24:49 - z takiego wyniku można było myśleć o złamaniu 3h w maratonie, prawda?  Czułem się bardzo mocny i szczerze powiedziawszy żałowałem trochę, że wiosenny start maratoński miałem już za sobą.

Meta 10. PZU Półmaratonu Warszawskiego! (fot. FotoMaraton.pl)
Kolejny start wypadł pod koniec kwietnia, w ORLEN Warsaw Marathon. Nie pobiegłem oczywiście na głównym dystansie, tylko w biegu OSHEE na 10km. Czułem, że życiówka jest w moim zasięgu i się nie myliłem. Po mocnym, udanym biegu wpadłem na metę z czasem 0:38:45!

Ostatnia prosta w biegu OSHEE (fot. Artur Wojciechowski - fotoholizm.pl)
Sezon dopiero się zaczął, a już zdążyłem 2 razy pobić rekord na dystansie połówki i ustanowić nowe życiówki na pozostałych. Nie zwalniałem jednak tempa i na początku maja tradycyjnie pobiegłem w Biegu 3 Maja. Na wymagającej trasie, z dobrze znanym podbiegiem na Agrykoli, w piekącym słońcu uporałem się z 5 kilometrami w 19 minut i tym samym po raz drugi w 2015 cieszyłem się z nowego rekordu na piątkę. W maju spełniłem jedno ze swoich biegowych marzeń i wystartowałem w pierwszym biegu ulicznym w moim rodzinnym mieście, czyli w Kielcach. I SieBiega Półmaraton Kielecki wypadł bardzo okazale, a ze swojego startu i nabieganego czasu - 01:25:51 byłem bardzo zadowolony.

Biegnę do mety I SieBiega Półmaratonu Kieleckiego (fot. Run4Fan)
Wiosnę 2015 zakończyłem startem w III Półmaratonie Radomskiego Czerwca 1976 roku. W imprezie tej pobiegłem po raz trzeci, czyli mam na koncie wszystkie dotychczasowe edycje tej połówki. Plan na start w Radomiu był prosty. Podobnie jak w poprzednich biegach na dystansie półmaratonu wybrałem negative split jako najlepszą taktykę biegu. Od półmetka ruszyłem mocno do przodu i...to się opłaciło. 01:24:47 na mecie to mój aktualny rekord na połówce!

Mam to! (fot. LENS Studio Łukasz Bator)
Po starcie w Radomiu zrobiłem sobie przerwę w treningach, nie chciałem przedobrzyć. Roztrenowanie trwało 3 tygodnie, w trakcie których truchtałem, pływałem i chodziłem do studia McFit, mojego partnera w sezonie 2015.

W lipcu wróciłem do regularnych treningów z myślą o najważniejszym starcie w październikowym 30. SPAR Budapest Maraton, którego mam przyjemność być ambasadorem. Liczyłem na to, że szybko wrócę do dyspozycji z wiosny, ale....niestety, już na treningach czułem, że brakuje mi siły. Wciąż biegałem szybko, ale nie miałem tego przyspieszenia, które na wiosnę pozwalało mi osiągać wspaniałe wyniki. Tak było na dwóch startach kontrolnych przed wylotem do Węgier - w Półmaratonie Powiatu Zachodniego (01:29:10) oraz w mojej ulubionej połówce - Półmaraton PHILIPS Piła (01:26:53).

Finisz Półmaratonu Powiatu Warszawskiego Zachodniego (fot. FotoMaraton.pl)
Z Danielem Bogackim (ASICS) i Wandą Panfil w Pile
Z przyjaciółmi z JacekBiega Running Team
Tuż przed startem w Budapeszcie pobiegłem jeszcze w Warszawie, również na dystansie półmaratonu - na 3 zmianie sztafety ASICS Frontrunners Polska podczas 36. PZU Maratonu Warszawskiego. To było niesamowite uczucie móc rozpocząć bieg od półmetka maratonu. Paweł Raczyński i Marek Dac biegnący na wcześniejszych zmianach znakomicie się spisali i na trasę ruszyłem z czasem 01:15:46. Od kibiców na trasie zebrałem całą masę niezasłużonych braw - większość myślała, że biegnę w tak świetnym tempie od startu. Na mnie jednak działało to bardzo mobilizująco, zwłaszcza, że wiedziałem cały czas, że jesteśmy na 2. miejscu. Pierwsze było poza naszym zasięgiem, ponieważ na trzeciej zmianie w ENTRE.pl pobiegł super szybki Jakub Pudełko. Pokonał 21km w 01:14:28, czyli o 14 minut szybciej ode mnie. Mimo to udało mi się utrzymać 2. miejsce dla mojego zespołu w tym biegu. Czas 01:28:47 nie napawał mnie wielkim optymizmem przed startem w stolicy Węgier.

ASICS Frontrunners Polska!
Na początku października poleciałem do Budapesztu i po raz drugi w życiu pobiegłem w maratonie w tym mieście. Warunki pogodowe były znakomite, moje nastawienie również. Taktykę na ten bieg, podobnie jak na poprzednie starty maratońskie ustaliłem z Jackiem Gardenerem. Biegłem oczywiście negative split chciałem spróbować swoich sił. Mocy na realizowanie taktyki wystarczyło do 25 kilometra, później zaczęły się schody. Zwolniłem mocno tempo biegu i bezpiecznie dotarłem do mety z czasem 3:18:40. Marzenia o złamaniu 3h w maratonie muszę zatem odłożyć na później.

Po raz drugi na mecie Budapest Maraton!
Na kiedy?  Na pewno nie w sezonie 2016. Dlaczego? 10 listopada zostałem ojcem wspaniałej małej dziewczynki, której muszę (i chcę!) poświęcić wiele uwagi i czasu.


Stąd już wiem, że moje bieganie w 2016 roku będzie dużo wolniejsze, niż w 2015 roku. Będę biegał w barwach ASICS Frontrunners Polska oraz TomTom Team. Mam kilka pomysłów na starty i moją rolę w tych biegach, ale o tym napiszę całkiem oddzielny post.

Trochę statystyk
Tak wyglądał mój rok w bieganiu (dane: endomondo.com)
Dużo niższy kilometraż, niż w 2014, ale za to wyniki dużo lepsze! (dane: endomondo.com)
Podsumowując, to był wspaniały sezon. Komplet życiówek, cała masa przeżyć i miliony endorfin to na pewno wspaniały dorobek minionych 12 miesięcy. Znakomite wyniki w 2015 roku zawdzięczam dobremu przygotowaniu fizycznemu do sezonu, ciężkim treningom oraz dobrze dobranej taktyce na kluczowe starty. Chciałbym serdecznie podziękować za pomoc mojemu trenerowi Jackowi Gardenerowi, kolegom i koleżankom z JacekBiega Running Team. Na pewno tego sezonu nie zapomnę nigdy.

JacekBiega Running Team!
Za wsparcie sprzętowe dziękuję firmie ASICS a za cenne wskazówki ekipie ASICS Frontrunners Polska. Podziękowania kieruję również do mojego partnera - sieci studiów fitness McFIT oraz FotoMaraton.pl - najlepszego serwisu fotografii sportowej w Polsce.

Rozmowa

  1. No to piękny rok, gratuluję sukcesów. Ciekawi mnie ta różnica 2014 vs 2015. Czy to tak, że urozmaiciłeś treningi i wcześniej robiłeś np dużo dłuższych biegów, a teraz więcej treningów na bieżni/podbiegów/siły biegowej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Natalia, myślę, że zaprocentowała praca, którą wykonałem w zimę - ćwiczenia na core stability oraz siły biegowej - zwłaszcza na zawodach w Falenicy. Poza tym przyłożyłem się bardziej do biegania według planu Jacka Gardenera, wcześniej różnie z tym było ;) często biegałem więcej, niż zakładał plan błędnie zakładając, że tak będzie lepiej...Okazuje się, że nie trzeba wcale biegać więcej, aby biegać szybciej - wystarczy, że te kilometry, które przebiegamy wykorzystamy w lepszy sposób :)

      Usuń
  2. Świetny sezon! Trzymam kciuki za starty w 2016!

    OdpowiedzUsuń

Idealne miejsce na Twój komentarz!