Co to za sezon bez startu w Falenicy?

To jest Falenica, tu na podbiegach się walczy (fot. Tomasz Kłosek)
Zimowe Biegi Górskie w Falenicy to cykl biegów, w którym biorę udział od sezonu 2012/2013. Przez te wszystkie lata biegałem po falenickiej wydmie w różnych warunkach,  od śniegu po kolana, przez ślizgawkę po całkiem wiosenne warunki sprzyjające naprawdę szybkiemu bieganiu.

Dzisiaj można było się rozpędzić, chociaż osobiście wolę ścigać się na ulicy. Decyzję o starcie podjąłem spontanicznie, mimo, że nie miałem tego w planach. No bo sami powiedzcie, co to za sezon bez choćby jednego biegania w Falenicy?

Falenica zajmuje ważne miejsce w kalendarzu biegowym wielu warszawskich i mazowieckich biegaczy, ponieważ to właśnie tutaj, na licznych podbiegach mogą pracować nad siłą biegową.  Jeżeli chodzi o moje bieganie na wydmie to nigdy nie byłem tutaj szczególnie szybki. Na początku jeszcze próbowałem szarpać, ale w grudniu 2013 właśnie w Falenicy paskudnie skręciłem sobie staw skokowy i od tamtego czasu biegam po wydmach wyłącznie w celach treningowych. Dla mnie to po prostu okazja do ćwiczenia siły biegowej, chociaż może czasami daję się porwać trochę rywalizacji i urządzam sobie mikrowyścigi na krótkich odcinkach z innymi biegaczami.

W ostatnich latach popularność biegu w Falenicy tak wzrosła, że dzisiaj niełatwo o numer startowy, jeśli nie zaopatrzysz się na początku sezonu w stałą wejściówkę. Przegapiłem moment, gdy można było wykupić numer na cały sezon i dzisiaj jadąc do Falenicy nie wiedziałem, czy w ogóle mój start będzie możliwy. Tuż po godzinie 9 zameldowałem się Biurze Zawodów, gdzie usłyszałem, że tak, owszem, mają jeden wolny numer. I to akurat na dystans, który najbardziej mnie interesował, czyli 6,600m. Już wcześniej założyłem, że zapiszę się na te 6 km z kawałkiem i wcześniej, przed startem, w ramach rozgrzewki i rekonesansu trasy zaliczę wolniutko jeszcze jedną pętlę. Razem miało wyjść nieco ponad 9km. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. 

Wbiegając do lasu już wiedziałem, że warunki dzisiaj będą super. Trwające cały piątek opady deszczu kompletnie nie przełożyły się na błoto, czy kałuże na trasie. W końcu to wydma! W ramach rozgrzewki pokonałem jedną pętlę, oczywiście wolno truchtając, trochę przyspieszając na podbiegach. Na pół godziny przed startem spotkałem się z Natalią, która prowadzi bloga Natalia Biega Jak Szalona
Rozgrzewka z Natalią przed startem (fot. Tomasz Kłosek)
Ten motyw dłoni na legginsach Natalii dobrze znają fani Runmageddonu :) (fot. Tomasz Kłosek)
Odbyliśmy krótką rozgrzewkę i na kilka minut przed startem zameldowaliśmy się wśród biegaczy, którzy biegli na dystansie 3,3km i 6.6km. Zdziwiło mnie to, że uczestników nie było bardzo wielu. Słyszałem o tłumach na Falenicy w tym sezonie, a tu tymczasem na chwile przed startem wcale nie było nas więcej, niż podczas poprzednich sezonów na wydmie. Punkt 10:15 usłyszeliśmy strzał startera i ruszyliśmy. 

Od początku starałem się biec równym tempem w granicach 5min/km, nie odpuszczać na podbiegach, w miarę możliwości przyspieszać, a na zbiegach...zwalniać. W Falenicy biegam przede wszystkim z głową, okazje do ścigania się jeszcze będą i to już niedługo! Teraz jest czas na budowę siły biegowej. Kolejne kilometry pokonywałem dość luźno, chociaż podbiegi dawały mi się mocno we znaki. Wstyd się przyznać, ale tym roku w moich przygotowaniach jeszcze nie podbiegałem pod Agrykolę, a dzisiejszy start w Falenicy to mój pierwszy tegoroczny start w tym cyklu. Niewiele tych podbiegów zaliczyłem w ostatnich tygodniach i czułem to mocno podczas dzisiejszego biegu. Pierwsze okrążenie zamknąłem w okolicach 15 minut, co oznaczało, że dobrze trzymam się swojego planu. Biegłem dalej kontrolując tempo i cały czas patrząc pod nogi. 
Na trasie! (fot. Tomasz Kłosek)
W Falenicy trzeba napracować się nie tylko rękami (fot. Tomasz Kłosek)
 Ogień! (fot. Tomasz Kłosek)
Na drugim okrążeniu trasa była już trochę bardziej śliska, ale moje trailowe buty ASICS Gel FujiAttack 4 gwarantowały świetną przyczepność. Ostatecznie dotarłem do mety jako 20. na 114 zawodników w serii G6 z czasem 30:04. Jak na moją zachowawczą taktykę całkiem nieźle!

Po biegu spotkałem kilku biegowych znajomych - m.in. Piotrka Falkowskiego, który uciekł w góry i już nie mogę toczyć z nim korespondencyjnych pojedynków w bieganiu na ulicy oraz super szybkiego Szymona Drabczyka, który od dawna jest moim wzorem do naśladowania, chcę tak biegać w jego wieku! Do tego spotkałem się wreszcie z Elą Rogóż i jej mężem Radkiem, o którym tyle dobrego do tej pory tylko czytałem w jej relacjach na blogu.
Z Piotrkiem Falkowskim (fot. Tomasz Kłosek)
Wreszcie wpadłem na uśmiechniętą od ucha do ucha koleżankę z TomTom Team, czyli Olę Mądzik, która właśnie dzisiaj wróciła do biegania po długiej przerwie spowodowanej kontuzją. Trzymam kciuki Ola! Honolulu czeka!
Z Olą i Natalią (fot. Tomasz Kłosek)
Z Natalią na mecie (fot. Tomasz Kłosek)
Stęskniłem się za falenickimi wydmami. Za każdym razem, gdy tam biegam, drżę o to, aby nie zrobić sobie krzywdy, ale...polubiłem już ten strach. To dobre ćwiczenie głowy, dodatkowy trening mentalny.Sezon bez biegania w Falenicy? Co to za sezon? Na medal za ukończenie cyklu nie mam już szans, bo do końca zostały jeszcze tylko 2 biegi, z czego do punktacji zaliczany będzie tylko ten najbliższy. Pech chce, że odbędzie się już za tydzień, w przededniu Półmaratonu Wiązowskiego, na który się wybieram. Z ciężkim sercem, ale jednak ze startu w Falenicy będę musiał zrezygnować.

Jeśli jeszcze nie biegałeś na falenickich wydmach to koniecznie musisz spróbować! Wybierz się tak jak ja rano przed startem i zapoluj na jakiś wolny numer. Może dopisze Ci szczęście?
A Ty? Biegałeś już w Falenicy? (fot. Tomasz Kłosek)

Wypowiedzi

Prześlij komentarz

Idealne miejsce na Twój komentarz!