2. Maraton Sztafet Electrum Ekiden: W zespole siła!

Nie ma wielu imprez biegowych z taką atmosferą, jak Sztafeta Maratońska  Electrum Ekiden, która odbywa się w Białymstoku. Tutaj się biega i pomaga! Część opłat startowych wniesionych przez drużyny trafia do Fundacji "Pomóż Im", która prowadzi hospicjum dla dzieci. Z tego tytułu na konto  instytucji wpłynęło co najmniej 14 tysięcy złotych.

W tym roku w białostockim Ekidenie wystartowałem po raz pierwszy i od razu w roli kapitana Czerwonej Drużyny Blogerów. Zaprosiłem do wspólnego biegania i pomagania same gwiazdy blogosfery!

Blogerów w Polsce nie brakuje, spotykamy się często na imprezach biegowych. Zwykle wymieniamy ze sobą kilka zdań, ale raczej nie ma wtedy czasu na to, aby lepiej się poznać. Pomyślałem, że wspólny start w sztafecie może być świetną okazją do integracji środowiska blogerów. Do pomysłu bardzo pozytywnie odniósł się Grzegorz Kuczyński, szef Fundacji "Białystok Biega", która organizuje Maraton Sztafet Electrum Ekiden. W efekcie powstały dwie drużyny - "Czerwona" i "Niebieska", na czele której stanął Mateusz Jasiński. Nasze ekipy tworzyliśmy niezależnie zapraszając do wspólnego startu blogerów.
Początkowy zamysł był taki, aby obie drużyny ze sobą rywalizowały na polu sportowym, ale szybko okazało się, że niełatwo będzie zbudować ekipy o zbliżonym potencjale. Zresztą pomyślałem, że przecież tak naprawdę nie o ściganie się tutaj chodzi, tylko o spędzenie ze sobą super czasu oraz pomoc chorym dzieciom. 

Zaprosiłem do Czerwonej Drużyny Blogerów trzy biegaczki: Wiolę Pec (Fiolka - liveontherun.pl), Monikę Kowal (Euforia Biegaczki), Emilię Brzezińską (Emilia Brzezińska Fanpage) oraz dwóch biegaczy: Edwina Zasadę (Zabij Grubasa) i Marcela Mierzickiego (Projekt Marcel), ja oczywiście uzupełniłem skład naszej ekipy.
Mateusz Jasiński postawił przede wszystkim na wysoki poziom sportowy sztafety, bo zaprosił do wspólnego biegania naprawdę szybkich zawodników. Jego drużyna składała się z 5 biegaczy, wśród których znajdowało się wielu "przecinaków" - Kamil Leśniak (Kamil Leśniak Fanpage), Piotr Cypryjański (www.runfollowme.pl), Piotr Tomczyk (Za linią mety), Łukasz Remisiewicz (RunEat) i oczywiście sam Mateusz. Skład uzupełniła Gosia Zwierzyńska (Running is My Happiness). Z taką ekipą "Niebiescy" spokojnie mogli myśleć o zwycięstwie w Białymstoku!
Do stolicy Podlasia wyruszyłem w sobotę po południu pociągiem w towarzystwie trzech biegaczek. Edwin pojechał do Białegostoku wcześniej, a Marcel miał do nas dołączyć w niedzielę przed biegiem. Podróż upływała nam wesoło i spokojnie aż do Małkini, gdzie okazało się, że mamy przymusowy postój z uwagi na wypadek kolejowy, który wydarzył się kilkanaście kilometrów od tej stacji. Oznaczało to dodatkowy postój w Małkini i całkowite posypanie się naszych planów na wieczór. Wiedzieliśmy, że nie dotrzemy do Białegostoku na 20:30, a więc wiedzieliśmy, że nici z naszego wieczornego Pasta Party.

Nieplanowany postój w Małkini...ale humory dopisują!
Nie zraziliśmy się tym jednak zbytnio i w dalszą drogę udaliśmy się autobusową komunikacją zastępczą. W efekcie w Białymstoku zameldowaliśmy się punktualnie o 23:00. Zajęło nam sporo czasu, zanim znaleźliśmy drogę do hotelu Esperanto, który zarezerwował dla nas organizator Electrum Ekiden, ale trochę ruchu przed zawodami na pewno wyszło nam na dobre.

Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że drużyna "Niebieskich" już jest w pokojach. Szybkie zakwaterowanie i okazuje się, że mieszkam z Boratem! No może nie tym oryginalnym, ale w każdym bądź razie z gościem, który planował pobiec na pierwszej zmianie "Niebieskich" w stroju Borata. Kamil Leśniak, bo to o nim mowa, swój plan oczywiście zrealizował.
W niedzielę szybka pobudka, śniadanie, na które dotarł Marcel i już byliśmy gotowi do marszu na stadion BOSiR, gdzie mieściło się Biuro Zawodów oraz strefa zmian Electrum Ekiden. Nasz przemarsz na miejsce imprezy był raczej radosny, ponieważ towarzyszyli nam koledzy z ekipy "Niebieskich" z Boratem na czele. Kamil miał już na sobie strój mankini, którym wzbudzał powszechną wesołość i zainteresowanie. 
Borat i Minionek (RunEat) w drodze na start...(fot. Edwin Zasada)
Dotarliśmy na miejsce dokładnie w chwili, gdy zaczynała się odprawa kapitanów, zdążyłem odebrać pałeczkę, którą po kolei mieliśmy się opiekować od momentu startu aż do samej mety. 

Jako pierwszy na trasę ruszył Marcel, który miał do pokonania dystans 7,195km. Dystans nietypowy, ale przynajmniej była to znakomita okazja do wykręcenia nowej życiówki! Mimo, że zapowiadał spokojny bieg to pobiegł sporo szybciej, średnio wyszło 4:34min/km. Zważywszy na to, że Marcel to ekspert od Runmageddonów, co wiąże się z zupełnie innym treningiem to wynik, który nabiegał naprawdę robi wrażenie! Gdy nasz zawodnik szalał na trasie reszta ekipy siedziała na trybunach stadionu BOSiR. Co robiliśmy? Hmmm....
No tak...zawsze online! (fot. Jerzy Doroszkiewicz)
Na drugiej zmianie pobiegł Edwin, który prowadzi bloga "Zabij Grubasa", ale tytułowego grubasa wcale nie przypomina. Zmierzył się z "dychą" i pokonał ją w 44:28, co również należy uznać za super wynik! 
Wreszcie przyszła kolej na mnie. Trzecia zmiana, dystans tak jak Edwin - 10km. Przejąłem pałeczkę i ruszyłem z animuszem! Pierwsze kilkaset metrów pobiegłem trochę za szybko, ale to chyba typowe dla każdego, kto biegł już w sztafecie. Emocje jednak biorą górę! Trasa była całkiem szybka, chociaż dość kręta, co wiązało się z koniecznością redukowania prędkości. Starałem się utrzymać tempo w granicach 4 minut, aby na mecie złamać 40 minut. Temperatura tego dnia nie była sprzymierzeńcem, w słońcu było dość gorąco, ale na trasie była kurtyna wodna i dwa punkty nawadniania. 
Każda pętla mierzyła 2,5km i kończyła się na stadionie BOSiR-u, gdzie było wielu kibiców, a wśród nich - moja ekipa. Efekt? W ramach tych 10 km zaliczyłem 4 solidne interwały po około 200 metrów każdy, bo jednak na stadionie mimowolnie zwiększałem tempo. Jasna sprawa, że takie gwałtowne podkręcanie prędkości kosztuje  sporo sił, dlatego później na trasie trzeba było to odpokutować. Jak wyglądał mój finisz? Moment przekazania pałeczki Edwin uwiecznił na filmie:

 

Cztery pętle udało mi się zamknąć oficjalnie w czasie 40:05, chociaż pałeczkę przekazałem, gdy mój zegarek pokazywał jeszcze 39 minutę biegu. Mata z pomiarem czasu była zlokalizowana jednak kilkadziesiąt metrów dalej i stąd ta różnica. 

Ostatnia prosta na mojej zmianie (fot. A. Kamiński)
Monika ciśnie na czwartej zmianie! (fot. A. Kamiński)
Pałeczkę przekazałem Monice, która ruszyła na czwartą zmianę o długości 5 kilometrów. Dla naszej koleżanki start w Białymstoku był ledwie drugim biegiem po powrocie z kontuzji, dlatego mocno wszyscy trzymaliśmy kciuki za jej występ. Nie tylko za wynik sportowy, ale przede wszystkim za zdrowie. Pobiegła bardzo równo i "piątkę" zamknęła w 25:07 - przekazała pałeczkę Wioli, która ruszyła mocno i od początku dobrze radziła sobie na trasie Ekidenu. Dwie pętle zaliczyła w 26:23 i los naszej sztafety przekazała w ręce Emilii, która pobiegła ostatnie 5 kilometrów dzielące nas od mety. Mocno dopingowaliśmy ją, gdy przebiegała obok nas na pierwszym okrążeniu, a gdy zbliżała się do stadionu na drugiej pętli postanowiliśmy, że przywitamy ją na mecie. Gdy tam dotarliśmy doradzono nam, abyśmy wbiegli na metę wszyscy razem! Uznaliśmy, że to świetny pomysł i tak zrobiliśmy!
Tutaj jeszcze w piątkę czekamy na Emilię...
Wspólnie wbiegamy na metę!
Drużyna Czerwonych w komplecie już na mecie!
NASZ ZESPÓŁ! (fot. Paulina Drozdowicz)
Podsumowując, to był świetnie spędzony czas i pierwsza impreza, podczas której jako blogerzy mogliśmy pobiec razem, do tego w bardzo szczytnym celu. Sportowo wyszło całkiem nieźle! Z czasem 03:16:44 zajęliśmy 26. miejsce na 181. drużyn. Tak jak przewidywaliśmy przed startem "Niebiescy" włączyli się do walki o zwycięstwo w zawodach i ostatecznie byli drudzy. Do najszybszych w białostockim Ekidenie "Juniorów" zabrakło im 11 minut. Za nabiegany czas 02:39:23 należą im się wielkie brawa!
Gratulacje dla "Niebieskich"!
Impreza była udana również jeśli chodzi o zbiórkę pieniędzy dla dzieci z hospicjum. Z samych opłat startowych na konto Fundacji "Pomóż Im" wpłynęło co najmniej 14 tysięcy złotych. Za każdy kilometr przebiegnięty na Ekidenie w Białymstoku zapłaciłem 5 złotych, co ostatecznie dało kwotę 50 złotych, którą wpłaciłem na konto fundacji. Wsparcia udzielili również pozostali blogerzy - Mateusz Jasiński przekonał Wydawnictwo "Galaktyka", żeby przekazali na cel charytatywny Electrum Ekiden kwotę 1000 złotych gdy poniższe zdjęcie uzyska co najmniej 3000 polubień. Oczywiście cel ten udało się zrealizować!
A jeśli chodzi o integrację środowiska blogerów - pełny sukces! Super czas, super atmosfera i poczucie, że wszyscy uczestniczymy w czymś fajnym i potrzebnym. Mam nadzieję, że za rok wrócimy do Białegostoku w komplecie. Ja już nie mogę się doczekać!

Rozmowa

  1. Gratulujemy świetnej zabawy i gotowość pomocy innym!! To cechy dobrego Frontrunnera!

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja dopiero zaczynam swoją przygodę z bieganiem ;-) Jakieś wskazówki? ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Super relacja :)
    Gdzie jeszcze startowałeś?

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki Ania :) Oj było tego trochę - 10 maratonów, kilkadziesiąt półmaratonów, 10km i 5km to nawet nie wiem ile ;)
    A jakie są Twoje biegowe doświadczenia?

    OdpowiedzUsuń
  5. Szykujesz się na maraton i nie wiesz co i jak? zapraszam na profil :)

    OdpowiedzUsuń

Idealne miejsce na Twój komentarz!