35. Mainova Frankfurt Marathon: przystanek na drodze do celu

Przed startem (fot. Beata Będkowska)
- Maratonu nie oszukasz - mawia mój trener Jacek Gardener, pod którego okiem trenuję od 2013 roku. To samo usłyszałem na 3 tygodnie przed startem od Tomka Łyżwińskiego, dziennikarza Przeglądu Sportowego z życiówką w maratonie grubo poniżej 3 godzin. Obaj starsi ode mnie, bardziej doświadczeni i wprawieni w biegowym rzemiośle. Słuchałem ich uważnie, wiedziałem, że mają rację i że nie ma innej opcji, ale...postanowiłem wbrew zdrowemu rozsądkowi podjąć walkę o złamanie 3 godzin na trasie 35. Mainova Frankfurt Marathon. Dlaczego? Chciałem sam przekonać się, na co mnie stać. Gdzie jest granica moich możliwości, jak daleko jestem od spełnienia swojego wielkiego marzenia. Oczywiście wierzyłem w swoją szansę, ale czułem, że to zaledwie jej cień, ocierający się mocno o naiwność.

Niedzielny bieg był dla mnie najważniejszym startem tegorocznego sezonu. Przygotowaniom do tego biegu poświęciłem pół roku biegania. O tym, jak one wyglądały możecie przeczytać TUTAJ. Na potrzeby tego wpisu zaznaczę tylko, że przerw w treningu spowodowanych kontuzją nie brakowało. Wypadło z mojego planu większość kluczowych jednostek treningowych, m.in. biegów w narastającej prędkości czy treningów siły biegowej. Wiedziałem, że czas ucieka i że moja szansa na dobry start we Frankfurcie również.
Mateusz Chajęcki
Nie wiadomo czy w ogóle wybrałbym się do Niemiec, gdyby nie Mateusz Chajęcki, fizjoterapeuta, który na półtora miesiąca przed maratonem postawił mnie na nogi. Bóle ustąpiły i mogłem wrócić do treningów. O dziwo czułem się na nich bardzo dobrze, biegało mi się całkiem swobodnie.

Postanowiłem sprawdzić formę przed maratonem na biegu 30km Coca-Cola Body Wake odbywającym się w ramach Budapest Marathon. Ten start wlał we mnie sporo wiary we własne możliwości, bo zamknąłem dystans 21, 097km w trochę ponad 1:25, o 7 minut szybciej niż w Pile!

Na trasie biegu 30k Coca-Cola Body Wake w Budapeszcie
Właśnie na tym starcie zbudowałem plan biegu we Frankfurcie. Postanowiłem powalczyć o złamanie 3 godzin, chociaż trudno było zapomnieć o tym, że nie odbyłem kluczowych treningów w okresie przygotowawczym. Już pół roku wcześniej umówiłem się na wspólny bieg we Frankfurcie z Jackiem Będkowskim - moim kolegą z ASICS Frontrunner Polska, jednym z czołowych polskich ultramaratończyków. Jacek doskonale sprawdza się jako pacemaker, to właśnie z nim pobiegłem w ubiegłym roku w Barcelonie po mój rekord życiowy w maratonie - 3:02:57. Uwielbiam z nim biegać, to biegacz z wielkimi umiejętnościami.
Z Jackiem przed startem w Barcelonie w 2015 roku
Na maraton do Frankfurtu wybrałem się z Warszawy z kolegą Kicławem, z którym już w tym roku biegałem w Pradze. Piotr celował w niedzielę w 3:10, zatem na trasie nie zabrał się ze mną i z Jackiem. Na miejsce dotarliśmy w sobotę wieczorem, dlatego wybaczcie, w tej relacji nie będzie żadnych zdjęć ze strefy Expo, ponieważ najzwyczajniej w świecie jej nie odwiedziliśmy. Z lotniska od razu pojechaliśmy do Gabi, która mieszka we Frankfurcie, ale nie przeszkadza jej to zajmować się organizacją Budapest Marathon. Na miejscu czekały już na nas nasze pakiety startowe, które odebrał dla nas mąż Gabi. Wieczór upłynął nam w bardzo miłej atmosferze, w końcu Polak, Węgier dwa bratanki!

Na drugi dzień rano pojechaliśmy na start, gdzie spotkaliśmy innych Frontrunnerów - Bartka Feifera i Monikę Kaczmarek, a także Tomka Domżalskiego, czyli szefa projektu ASICS Frontrunner w Polsce.
Frontrunnerzy gotowi do startu! (fot. Beata Będkowska)
Jak to zwykle bywa czas przed startem szybko upływa i nawet się nie obejrzeliśmy, a już byliśmy z Jackiem w strefie oznaczonej logotypem ASICS, do której wstęp mieli biegacze celujący w złamanie 3 godzin. Punktualnie o godzinie 10:00 ruszyliśmy na trasę!

Warunki do biegania były wyśmienite. Doskonała pogoda, pełne zaopatrzenie na strefach nawadniania, po prostu perfekt! A trasa? Od razu zorientowałem się, że jest bardzo szybka. Po drodze pokonywaliśmy jakieś niewielkie wzniesienia, ale to nie było nic groźnego. Biegło mi się znakomicie, swobodnie, zupełnie nic mi nie dokuczało. Kolejne odcinki 5km pokonywaliśmy z żelazną konsekwencją pod dyktando Jacka, który  w głowie chyba ma tempomat. Zresztą, zerknijcie na poniższy wykres przygotowany przez Jacka.

Do 33km szło jak po sznurku!
Jasno z niego wynika, że bieg toczył się zgodnie z planem, przynajmniej do 33 km, gdzie nastąpił kryzys. Fizycznie wciąż byłem gotowy do kontynuowania biegu w planowanym tempie, ale niestety opadłem z sił, nie miałem już z czego cisnąć dalej. Bardzo chciałem walczyć, na maratonie głowa potrafi przełamać kryzys, ale do mety było za daleko.

Musiałem znacznie zwolnić i stało się dla mnie jasne, że złamanie bariery 3 godzin w niedzielę było poza moim zasięgiem. Ostatnie kilometry potraktowaliśmy już jako rozbieganie po maratonie, tempo było dużo wolniejsze. Mocniej pobiegłem tylko ostatnie 200 metrów - jak finiszować to z klasą! Jacek wyciągnął polską flagę i z czasem 3:08:36 wpadliśmy na metę zlokalizowaną w Festhalle - wrażenia niezapomniane.


Oczywiście wolałbym, aby zegar pokazywał wtedy 2:59:59....ale wierzę, że TEN bieg jeszcze przede mną. W strefie mety byłem niezwykle zmęczony, naprawdę dotarłem do kresu sił. Na trasie dałem z siebie wszystko, po biegu opłaciłem to m.in. kłopotami z żołądkiem. Dość szybko jednak doszedłem do siebie i po południu już byłem w całkiem niezłej formie.

Oficjalne wyniki
Wracając do tego co na wstępie - nie chciałem oszukać maratonu. Chciałem spróbować swoich sił, chciałem podjąć walkę, zebrać doświadczenie, zrobić kolejny krok na drodze do realizacji mojego biegowego marzenia. Mogłem oczywiście przyjąć inny cel, np. 3:10 i pobiec na większym luzie. Ale czy taki start dałby mi większą satysfakcję? Czy dowiedziałbym się czegoś więcej o sobie?

Frankfurt Marathon traktuję jako cenną lekcję, jeden z najmocniejszych treningów w moim życiu. Dziękuję za wszystkie komentarze, które opublikowaliście pod moim zdjęciem opublikowanym po biegu.


Szczególnie w pamięci utkwił mi tekst Jędrzeja: "Dałeś radę do 33 km utrzymać TO tempo tak więc dasz radę utrzymać niebawem pomiędzy 33, a 42 km !!" Muszę na to oczywiście zapracować na treningach, ale wierzę, że już na wiosnę będę miał siłę, aby plan zrealizować do końca.

Dziękuję!
Chciałbym serdecznie podziękować za wsparcie grupie ASICS Frontrunner Polska oraz 3 osobom - mojemu trenerowi Jackowi Gardenerowi, za  wspólne treningi i cenne wskazówki - trenujemy dalej! Szczególne ukłony kieruję w stronę Mateusza Chajęckiego, wyjątkowego fizjoterapeuty, który doskonale zna potrzeby biegaczy. To dzięki niemu w ogóle pobiegłem we Frankfurcie, a całe 42,195km pokonałem bez jakiegokolwiek bólu! Wreszcie chciałbym ogromnie podziękować Jackowi Będkowskiemu, mojemu etatowemu pacemakerowi za wspólny bieg, mobilizowanie na trasie i ciągłe wsparcie. Jesteś gość!  Mam wielką nadzieję, że pobiegniemy razem na wiosnę. Gdzie? Już mam kilka lokalizacji w głowie

A może Wy macie jakiś pomysł? 

#RoadToDreams (dzięki Nat!)

Rozmowa

  1. Marcin, cala przyjemnosc po mojej stronie. Tak jak napisales zrobiles chyba 110% normy na tym maratonie, to byl bieg na krawedzi i tym razem nie udalo sie zlamac 3h.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na wiosnę za bardzo propozycji nie mam, ale na następną jesień polecam wizytę w Dreźnie. Bardzo szybka trasa, jest na czym zawiesić oko, żeby odciągnąć myśli od bólu i cierpienia na trasie, a termin sprzyja optymalnym warunkom do biegania (w tym roku był to 23.10, w przyszłym bodajże 22.10).

    OdpowiedzUsuń
  3. 33 to nie 42 ,ciąży nad Tobą widmo biegu gdzie miałeś szanse na PB poniżej 3h i odpusciłes, ale nie przejmuj się ,jestes biały i masz pewne ograniczenia. Dla mnie i tak popierdalasz dosc szybko

    OdpowiedzUsuń

Idealne miejsce na Twój komentarz!