Jak zostałem biegowym wilkiem morskim

Wypływamy z Gdyni fot. Paulina Graczyk-Sas
Uwielbiam biegać za granicą, poznawać nowe miejsca, nowych ludzi, przeżywać biegowe przygody. Dlatego gdy otrzymałem zaproszenie do udziału w Biegowym Potopie Szwedzkim organizowanym przez linie Stena Line nie wahałem się ani chwili, tylko zarezerwowałem swoją kajutę na wielkim promie Stena Spirit. 

Tak samo zrobiło ponad 240 innych biegaczy, wśród których znalazło się wielu innych blogerów. W planie imprezy były biegi przełajowe na dystansach 5, 10 i 15km w rezerwacie Långasjönäs położonym o około 60 km od portu w Karlskronie, do którego zawinął nasz prom. 

Stena Spirit
Widzisz go z daleka. Na początku komin z namalowaną wielką literą „S”, a potem burtę z rzędami małych okienek i wreszcie napis „Stena Line”. To jedna z największych jednostek pływających po Morzu Bałtycki, czyli Stena Spirit, 176 metrowy prom zwodowany ponad 30 lat temu, w 1983 roku jako Stena Germanica. Problemy, z którymi borykała się Stocznia Gdańska, w której zbudowano ten statek opóźniły wykończenie jednostki do roku 1988 kiedy to − już jako Stena Scandinavica − zaczął obsługiwać linię Göteborg–Kilonia. Między tymi miastami prom pływał do kwietnia 2011 roku, gdy został zastąpiony przez nowo zbudowany statek MS Stena Scandinavica. Po gruntownej przebudowie w 2011 roku prom Stena Scandinavica przechrzczono na dzisiejszą nazwę Stena Spirit i wprowadzono na linię Karlskrona–Gdynia.
W tle nasza łódeczka fot. Marcin Soszka
Co ciekawe armator zmienił nazwę promu w drodze ogólnopolskiego konkursu, na który wpłynęło ponad 14 tysięcy propozycji! To tyle, jeśli chodzi o historię promu, którym w niedzielę wieczorem wyszliśmy w morze obierając kurs na Karlskronę, niewielkie portowe miasto w południowej Szwecji zamieszkiwane przez nieco ponad 32 tysiące mieszkańców. 

Blisko, a jednak daleko
Gdynię i Karlskronę w linii prostej dzieli 260 kilometrów. Niby niedaleko, a jednak wielki prom Stena Line Spirt potrzebuje 12 godzin, aby dotrzeć na miejsce. Nic dziwnego, bo maksymalna prędkość, jaką może rozwinąć ta imponująca jednostka to 21,5 węzła, co daje około 40 km/h. Gdyby podróż odbywała się w ciągu dnia, pewnie byłaby uciążliwa. Ale na szczęście prom wychodzi w morze o godzinie 21:00, a w jego komfortowych kajutach z łazienką czeka na Ciebie wygodne łóżko. Do Szwecji docierasz wypoczęty i zrelaksowany, o ile nie postanowiłeś zabawić zbyt długo na dyskotece C-View zlokalizowanej na 10. pokładzie promu. Oczywiście cały czas działa bar serwujący świetne drinki, ale Ty jako sportowiec poprzestaniesz najwyżej na jednym piwie, prawda? 

Dlaczego taka wyprawa do Szwecji na bieg to super sprawa? Ano dlatego, że podczas rejsu masz mnóstwo czasu, aby porozmawiać z innymi ludźmi, zwłaszcza jeśli dzielicie jedną pasję – bieganie. Była to już piąta wyprawa biegaczy do Szwecji, na promie poznałem Renatę, która uczestniczyła we wszystkich edycjach! Każda z nich odbywała się w innym miejscu, więc okazuje się, że to ciekawy pomysł na zwiedzanie terenów wokół Karlskrony.
Na morzu
W niedzielę 11 czerwca o godzinie 21:00 z Gdyni wyszedł w morze prom z prawie 240 biegaczami na pokładzie. Z tego co słyszałem od organizatorów padł rekord frekwencji! Na statku można było spotkać ludzi w bardzo różnym wieku, od dzieci i nastolatków po bardzo dojrzałych biegaczy. Każdy z różnym doświadczeniem, różnymi celami biegowymi. Wszyscy płynęli do Szwecji, aby przeżyć przygodę i poznać nowe ścieżki biegowe. Ta edycja Biegowego Potopu Szwedzkiego tym różniła się od czterech poprzednich, że do udziału w niej organizatorzy zaprosili biegowych blogerów, stąd również moja obecność na imprezie. Na pokładzie zameldowało się wielu bardzo inspirujących biegaczy na czele z Mateuszem Jasińskim - trenerbiegania.pl  oraz Damianem Bąbolem z redakcji Polska Biega, były też dziewczyny ActionTwins, spec od biegów OCR Rafał Kasza, super szybki Piotrek Ślęzak, Chris Kwacz – OnTheMove, Piotrek Tomczyk, czyli ZaLiniąMety Zabiegani.TV, czyli Marcin i Kamila czy biegowe małżeństwo Kwiatkowskich, czyli Aga i Adi z nadystansie.pl 

Na promie był jeszcze ktoś, trochę spoza tego grona, ale to człowiek, którego podziwiam od chwili, gdy spotkałem go po raz pierwszy. Marcin Soszka – niezwykły biegacz, który na co dzień mieszkający w Anglii. Wyobraźcie sobie, że trenuje przede wszystkim na bieżni mechanicznej! Ale to nie znaczy, że nie wyściubia nosa poza fitness club!

Na koncie ma ponad 80 maratonów, konsekwentnie realizuje plan pobiegnięcia maratonu w każdej stolicy w Europie, chociaż mniejszym miastom też nie odpuszcza! I teraz najciekawsze – Marcin nie biega tych maratonów ot tak, na zaliczenie. Nie! Każdy start traktuje bardzo poważnie, biega na maksa, nie ma miękkiej gry! Efekt? Rekord życiowy w maratonie – 2:38….Jakieś pytania? Po raz pierwszy spotkałem Marcina po maratonie w Barcelonie od razu znaleźliśmy wspólny język, strasznie ucieszyłem się, jak go zobaczyłem na terminalu Stena Line w Gdyni.

I tak płynęliśmy sobie spokojnie do Szwecji, a czas upływał nam na rozmowach nie tylko o bieganiu i tańcach – w końcu w klubie na pokładzie odbywała się regularna dyskoteka. Impreza skończyła się tuż przed pierwszą w nocy, w końcu czekał nas całkiem intensywny dzień w Szwecji.
"Sailing", czyli pobudka na promie 
Myślę, że każdy, kto płynął jakimkolwiek promem Stena Line z całego rejsu najlepiej zapamiętuje pobudkę. Punktualnie na 1,5 godziny przed zawinięciem do portu docelowego z głośników na całym promie rozlega się piosenka „Sailing” Roda Stewarda. Wysłuchanie piosenki jest obowiązkowe, muzyki nie można ani wyłączyć, ani jej przyciszyć. Można co najwyżej naciągnąć poduszkę na uszy, ale po co? Czy można sobie wyobrazić piosenkę bardziej a propos, niż ten utwór?


Ekipa promu daje Ci 1,5 godziny na toaletę i zjedzenie śniadania w jednej z dwóch restauracji znajdujących się na statku. Ludzcy Panowie! Przyjemnie je się pierwszy posiłek w ciągu dnia, gdy siedzisz przy stoliku przy oknie, przez które możesz podziwiać szwedzką linię brzegową i małe wysepki wynurzające się raz po raz z wód Morza Bałtyckiego.

Na lądzie
Nie wiadomo kiedy nasz prom dotarł do terminalu pasażerskiego Stena Line w Karlskronie. Sprawnie opuściliśmy statek i po chwili siedzieliśmy wszyscy w autobusach, które zawiozły nas do rezerwatu przyrody Langosjonas, położonego o ponad 60km od Karlskrony. Gdy wsiadaliśmy do autokarów padał deszcz, ale gdy dotarliśmy na miejsce lało jak z cebra. No ale nic dziwnego, w końcu to Szwecja, pogoda nie może być za dobra! Wystartowała krótka rozgrzewka, którą poprowadził Mateusz Jasiński i za chwilę już można było ustawiać się w stawce 36 zawodników. Dokładnie tylu uczestników Biegowego Potopu Szwedzkiego postanowiło zmierzyć się z dystansem 15 kilometrów. Poza „piętnastką” do wyboru mieliśmy jeszcze dychę i piątkę – oba te biegi wystartowały chwilę po nas. Najwięcej znajomych pobiegło na najkrótszym dystansie m.in. żona Damiana – Paula oraz siostry z ActionTwins.

Jakie buty na przełaj? 
Przed startem miałem sporą zagwozdkę, jakie buty wybrać. Bieg zapowiadano jako przełajowy, oczywiście mam buty trailowe ASICS FujiAttack, ale nie biegam w nich zbyt często z racji tego, że lwia część moich treningów odbywa się na asfalcie. Pomyślałem, że jeśli nie będzie padać, to pobiegnę w modelu DS Trainer 22, w którym bardzo lubię wykonywać szybsze treningi. Gdy dobiliśmy do portu w Karlskronie świeciło słońce…ale teraz wyobraźcie sobie, że stoję w Trainerach na starcie, a z nieba leje bardzo konkretny deszcz! Obawiałem się, że na ścieżkach będzie ślisko i błotniście, dlatego cieszyłem się bardzo, że pierwsze dwa kilometry prowadziły żwirkowatą ściężką, a w międzyczasie przestało padać i zza chmur wyszło słońce.

No to lecimy! 
Zaraz po starcie szybko uformowała się czołówka, w której prym nadawali dwaj biegacze – wspominany już wcześniej Marcin Soszka i Mateusz Jasiński. Ja biegłem tradycyjnie z Bombim, czyli Damianem Bąbolem oraz Agą i Adim z nadystansie.pl Biegło się znakomicie – trasa była przepiękna, a lasy przez które biegliśmy – ultraczyste! Ścieżka wiodła przez różne fragmenty rezerwatu, zmieniało się co rusz podłoże, ale nigdzie nie napotkałem na błoto, którego tak się obawiałem. Nie brakowało za to podbiegów oraz zbiegów. Konsekwentnie realizowałem swoją strategię – szybko na podbiegu, wolno na zbiegu. Były i takie zbiegi, przed którymi całkowicie zatrzymywałem się, aby bezpiecznie zejść na dół. Dlaczego nie pędzę w dół na złamanie karku? Ano dlatego, że 8 października biegnę Bank of America Chicago Marathon! Do Szwecji popłynąłem, aby przeżyć fajną przygodę i co najwyżej przeprowadzić mocny trening. Kilometry szybko nam upływały – biegłem tak jak lubię trochę z przodu, czym zmuszałem Bombiego co jakiś czas do podkręcenia tempa.
Na trasie Biegowego Potopu Szwedzkiego fot. Kamila Gąsiorek
Brakowało mi tylko trochę większej konkurencji – żałowałem, że nie ma więcej zawodników biegnących w podobnym tempie jak my – miło byłoby się trochę pościgać, a tak do 13 kilometra w lesie spotkaliśmy tylko ludzi z obsługi biegu oraz Mateusza, który nagrywał film. Wreszcie wtedy podkręciłem trochę tempo i odłączyłem się od Bombiego i Kwiatkowskich, zacząłem spotykać wolniejszych biegaczy, którzy mierzyli się z dystansami 10 i 5 kilometrów. Wyprzedzanie ich było momentami kłopotliwe, ale jednocześnie to zawsze atrakcja po tylu kilometrach biegu w jednym składzie. Ostatecznie do mety dotarłem jako 7. z czasem 1:07:13.

Jak bieg to musi być medal! fot. Damian Bąbol
Bombi finiszował prawie minutę później, a Kwiatkowscy potrzebowali jeszcze dodatkowych 30 sekund, aby zakończyć zawody.

Muszę przyznać, że na trasie Biegowego Potopu Szwedzkiego czułem się znakomicie, chociaż chciałbym, żeby była jasność – wciąż jestem zakochany w asfalcie, a największe emocje wzbudza we mnie myśl o nadchodzącym maratonie. To moja wielka sportowa namiętność i tutaj start w Szwecji nic nie zmienia. Miło było jednak pobiec coś innego, a jeszcze milej było zrobić to wspólnie ze świetnymi ludźmi!

Lody giganty, czyli wycieczka do Karlskrony
Po biegu wróciliśmy autokarem na prom, szybki obiad, prysznic i już byliśmy gotowi na zwiedzanie malutkiej, ale urokliwej Karlskrony. Port, w którym stał nasz prom jest nieco na uboczu, dlatego do miasta znów pojechaliśmy autobusem. Karlskrona to niezdobyte nigdy miasto portowe położone na trzydziestu trzech wyspach archipelagu Blekinge. Założone w 1680 roku, siedziba portu marynarki wojennej, który został wpisany na listę UNESCO.

W tle panorama Karlskrony fot. Paulina Graczyk Sas
W Karlskronie obejrzeliśmy kilka ciekawych miejsc, a także zawitaliśmy na rynek, gdzie czekała nas największa atrakcja – czyli ogromne lody z lodziarni Glassiaren. Milion kalorii, ale co tam! W końcu zasłużyliśmy! Sama Karlskrona jest bardzo pięknym miasteczkiem, urzeka minimalistyczny styl budynków oraz czystość ulic i chodników. Jedyne, co może uderzać to...brak ludzi - miasto odwiedziliśmy po godzinie 17:00 a na ulicach  było kompletnie pusto. Stąd wrażenie, że życie w Karlskronie może być trochę nudne, ale po jednej wizycie trudno brać to za pewnik.

Znów na morzu! 
Punktualnie o 19: 30 prom Stena Spirit opuścił prom w Karlskronie o obrał kurs na Gdynię. Pogoda była dużo gorsza, niż podczas drogi do Szwecji. Kołysało porządnie, na przemian padało i świeciło słońce, a więc tęcza nie była niespodzianką. W klubie C-View odbyło się podsumowanie biegu z wręczeniem dyplomów i pucharów poprzedzone motywacyjnym wystąpieniem Mateusza Jasińskiego. A potem to już tylko czas na rozmowy przy piwie – również zasłużonym!

Podsumowanie 
Czy warto było wziąć udział w biegowym podboju Szwecji? Ależ oczywiście! Ciekawa formuła wyjazdu, doskonała organizacja na miejscu i przepiękne tereny do biegania to największe atuty tej imprezy. Słyszałem, że we wrześniu odbędzie się 6. edycja Biegowego Potopu Szwedzkiego – jeśli chcecie przeżyć fajną przygodę – nie wahajcie się ani chwili, tylko rezerwujcie swoje miejsce na promie! 

Przed biegiem zastanawiałem się, czy poradzę sobie na trudnej, trailowej trasie, skoro 90 procent moich startów i treningów odbywam na asfalcie. Okazało się, że moje obawy były bezpodstawne, jestem do dzisiaj urzeczony pięknem miejsca, w którym biegaliśmy. Wspaniałe widoki, zadbane ścieżki i bardzo urozmaicona nawierzchnia – nogi same prowadziły do mety! 

Wypowiedzi

Prześlij komentarz

Idealne miejsce na Twój komentarz!