Zawalony sprawdzian przed maratonem w Chicago

Na trasie 27. Półmaratonu PHILIPS Piła fot. FotoMaraton.pl
Powoli opada kurz po 27. edycji Półmaratonu PHILIPS Piła, który przejdzie do historii przede wszystkim ze względu na nieregulaminową, zwiększoną o 225 metrów długość trasy. Dla mnie tegoroczna pilska połówka była moim piątym startem w mieście położonym nad rzeką Wdą. Liczyłem, że wyjadę z Piły z czasem w okolicach 1:25, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała moje plany. Oficjalny czas to 1:28:08 - nawet jeśli uznamy, że pokonanie dodatkowych 225 metrów zajęło mi minutę to wynik wciąż oscyluje w granicach 1:27. Jak to mówią - "szału nie ma".

Dość blado wypadł mój generalny sprawdzian przed 40. Bank of America Chicago Marathon. Ostatnie dwa miesiące celowo nie startowałem nigdzie, tylko skoncentrowałem się na treningach. W lipcu kilometraż wyniósł 228 kilometrów, ale w sierpniu udało mi się zrealizować wszystkie jednostki treningowe i wyszło 356 kilometrów. Biegałem według planu przygotowanego przez mojego trenera Artura Jabłońskiego. Program treningów zawierał praktycznie wszystko - podbiegi, interwały, biegi ciągłe - podczas biegania nie nudziłem się wcale. Treningów nie powstrzymał urlop spędzony w Hiszpanii, chociaż nawet skoro świt nie było tam za bardzo czym oddychać, a spora ilość pagórków na pewno pomogła w budowie siły biegowej. Intensywne bieganie fizycznie zniosłem bardzo dobrze, przez cały ten okres nie dokuczał mi żaden ból, chociaż na pewno taki kilometraż nie pozostał bez wpływu na moje mięśnie i stawy.
Na ulicach Piły  (fot. FotoMaraton.pl)
Byłem bardzo ciekawy, jak te przygotowania przełożą się na start w Pile, do której jak co roku wyruszyliśmy już dzień wcześniej. Pilski półmaraton to jeden z moich ulubionych biegów - ze względu na klimat i naprawdę szybką, płaską trasę. W tym roku organizator dokonał kilku korekt jej przebiegu, aby w imprezie mogło wziąć udział około 4 tysiące biegaczy. Jak się okazało, przy okazji zaliczył sporą wpadkę związaną nie tyle z procesem atestacji i wymierzania trasy, co fizycznego jej wyznaczania, ustawiania oznakowania itd. Pracownicy firmy zewnętrznej pomylili nawroty i ustawili znaki nie w tym miejscu co powinni. Epilog tej sprawy wszyscy znamy,  wina organizatora jest tutaj ewidentna, bo powinien sprawdzić/odebrać trasę przed wpuszczeniem na nią biegaczy. Nie będę tutaj dłużej nad tym się rozwodził, polecam komentarz do sprawy na portalu BiegoweLove.pl

Wracając do samego startu w Półmaratonie - mój plan na ten bieg był następujący: do 11km biegnę w tempie 4:05-4:10, a po minięciu 11km podkręcam tempo i pędzę do mety. Do półmetka wszystko szło super, czułem się nieźle, odliczałem kolejne kilometry i już wyobrażałem sobie jak to miło będzie przyspieszyć na drugiej części dystansu. Niestety okazało się, że po 11 kilometrze zamiast zwiększać tempo....zacząłem zwalniać, chciałem biec szybciej, ale czułem dziwną niemoc, potęgowaną przez coraz większe rzesze biegaczy, którzy mnie wymijali na trasie. 

Tradycyjne zdjęcie z odrzutowcem w Pile  fot. FotoMaraton.pl
Dobre samopoczucie z początku biegu rozpłynęło się w powietrzu. Tempo oscylowało w granicach 4:15-4:20 i zastanawiałem się, czy znajdę jeszcze siły, żeby przyspieszyć w końcówce. Momentem zwrotnym w biegu był pechowy nawrot na 15km. To tam zobaczyłem mojego przyjaciela Piotrka, który krzyknął w moim kierunku, żebym cisnął, poza tym zobaczyłem grupę biegaczy z zającami na czas...1:30. To podziałało na mnie jak budzik! W jednej sekundzie zebrałem się w sobie i podkręciłem tempo do 3:50 - 4:00. O dziwo biegło mi się całkiem swobodnie, już nic z tego nie rozumiałem. Wcześniej męczyłem się biegnąc 4:20! W zasadzie do mety biegłem już tempem w granicach 4min/km i na mecie zegarek pokazał 1:28:08. 
Ostatnia prosta fot. FotoMaraton.pl

Czas stop! fot. FotoMaraton.pl 
Wynik biegu wskazuje na to, że raczej nie jestem gotowy na złamanie 3 godzin na maratonie w Chicago. W szkolnej skali wystawiłbym sobie najwyżej czwórkę. Czuję, że ten start po prostu zawaliłem, chociaż może to wynik intensywnego biegania w sierpniu?

Już po biegu rozmawiałem o starcie w Pile z trenerem. Artur uspokajał, że to jeszcze nie jest moment, w którym powinienem być w najwyższej dyspozycji, że forma wciąż może przyjść. Realnie patrząc mam przed sobą jeszcze 2 tygodnie mocniejszego biegania, okres przed samym startem pewnie będzie mniej intensywny. Tak czy inaczej tanio skóry nie sprzedam, w Chicago będę walczył o jak najlepszy wynik. Czy to wystarczy, żeby złamać 3h? Pożyjemy, zobaczymy!

Wypowiedzi

Prześlij komentarz

Idealne miejsce na Twój komentarz!