Ruszyły zapisy na 6. PKO Białystok Półmaraton

Wczoraj wystartowały zapisy do 6. PKO Białystok Półmaratonu, który jest największą imprezą biegową we wschodniej Polsce. Bieg odbędzie się w weekend 12-13 maja 2018. O kulisach organizacji tego wydarzenia  rozmawiałem z Grzegorzem Kuczyńskim, prezesem Fundacji Białystok Biega. Wywiad został opublikowany na portalu BiegoweLove.pl

PKO Białystok Półmaraton to perła w koronie wszystkich biegów organizowanych przez Fundację Białystok Biega. Obsypany nagrodami, zebrał świetne recenzje od samych uczestników poprzednich edycji. Czy szóstą edycję organizuje się już dużo łatwiej?

Łatwiej? Chyba trudniej! Ale to prawda, PKO Białystok Półmaraton zebrał bardzo dobre recenzje, a biegacze dobrze czują się w Białymstoku. Najlepszym dowodem jest tytuł Najlepszego Półmaratonu w Polsce, Najlepszego Biegu Masowego (za 2016 rok). Wyróżnienia są tym bardziej miłe, że to sami biegacze - uczestnicy o tym zdecydowali na łamach portalu maratonypolskie.pl. Takie uznanie wśród zawodników jednak pociąga za sobą ogromną odpowiedzialność za każdą kolejną edycję. 5 lat temu zapragnęliśmy mieć półmaraton w Białymstoku, dostaliśmy wsparcie miasta i duży kredyt zaufania ze strony biegaczy. Staramy się „uczyć” mieszkańców, że taki bieg jest, że przyjeżdżają do nas ludzie z całej Polski i zagranicy. To jest duża odpowiedzialność, której się nie boję, ale wiem jakie oczekiwania są nam stawiane. Uważam, że to jest bardzo dobre, ponieważ pomaga nam się rozwijać. Innej drogi nie ma albo jesteś coraz lepszy, albo wydarzenie przestaje się liczyć. My zdecydowanie patrzymy w przyszłość i chcemy się nieustannie uczyć od najlepszych.

Pełna treść mojej rozmowy z Grzegorzem Kuczyńskim w serwisie BiegoweLove.pl

Mój Chicago Marathon

Podczas 40. Bank of America Chicago Marathon miała być walka o złamanie 3 godzin i jej nie zabrakło. Przed biegiem czułem się mocny i porządnie przygotowany, dlatego mocno pobiegłem. Może trochę za mocno, może powinienem podejść do tego startu bardziej zachowawczo i kurczowo trzymać się rozpisanego tempa? Okazało się jednak, że serce i wiara we własne siły znów wzięły górę nad rozsądkiem. Nie wystarczyło mi bowiem sił i energii, aby dotrzeć do mety co najmniej po upływie 2 godzin, 59 minut i 59 sekund od wystrzału startera. Czy żałuję, że 3 godziny znów pozostały nietknięte? Niekoniecznie. To był dobry bieg, znów udowodniłem sam sobie, że wciąż potrafię szybko biegać i umocnił moją wiarę w to, że jestem w stanie osiągnąć ten cel.